W Polsce rośnie ziemniaczane podziemie. Lewe kartofle zalały rynek

W zagadkowy sposób zniknęła z Polski niemal połowa pól, na których rosną ziemniaki. W jaki sposób? Na papierze – bo na większości tego areału kartofle nadal się uprawia, tylko w sposób nie kontrolowany przez żadne urzędy.

W Polsce zaszwankował nadzór nad produkcją ziemniaków. Rośnie kartoflane podziemie W Polsce zaszwankował nadzór nad produkcją ziemniaków. Rośnie kartoflane podziemie
Źródło zdjęć: © Unsplash.com | Marjan Blan
Konrad Bagiński

Ilością ziemniaków na polskim rynku nie wstrząsnęła żadna katastrofa. Raz jest ich mniej, raz więcej – wszystko w granicach normy.

Ile w Polsce jest upraw ziemniaków? Jedne dane mówią o ok. 320 tysiącach hektarów, inne o 230 tysiącach a kolejne o… niecałych 186 tysiącach. Problem rozbieżności w danych mógłby się wydawać banalny, gdyby nie fakt, iż wskazuje na rosnące w Polsce ziemniaczane podziemie.

Uprawa ziemniaków schodzi do szarej strefy, gdzie nie jest rejestrowana i sprawdzana przez urzędy i służby. A ich zadaniem jest m.in. kontrolowanie, czy ziemniaki trafiające na nasze stoły są zdrowe i wolne od bakterii.

Wojna o polską świnię. "Co godzinę upadają 3 gospodarstwa"

Problem z bakteriami w ziemniakach jest poważny – choroba kartofli mocno uderzyła w tę gałąź rolnictwa. Od kilku lat eksport polskich ziemniaków jest przyblokowany. "Incydentalny" – tak określają go eksperci ze Stowarzyszenia Polski Ziemniak.

Przyczyną choroby jest bakteria Clavibacter sepedonicus, wywołująca bakteriozę pierścieniowej ziemniaka. Może zaatakować ziemniaki na polu, w magazynie, może przetrwać w glebie, więc nawet wysadzenie zdrowych ziemniaków bywa ryzykowne. Z powodu tej choroby polskich ziemniaków nie kupują inne kraje. Przez bakteriozę ziemniaki po prostu psują się od środka – mają przebarwienia, które zamieniają się w brejowatą substancję, wyciekającą z wnętrza kartofla.

Kilkanaście lat temu bakterioza poważnie zachwiała uprawą ziemniaków w Finlandii, sto lat wstecz zniszczyła uprawy w USA. Dziś w Europie niszczy ziemniaki głównie w Polsce i Rumunii.

Zgodnie z szacunkami dra Wojciecha Nowackiego z Zakładu Agronomii Ziemniaka Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w 2020 roku ziemniaki uprawiano w Polsce na 322 tysiącach hektarów. Ale spis rolny GUS przyniósł dane o wiele niższe – okazało się, że uprawa zajmuje jedynie 230 tysięcy hektarów. A jeszcze innymi wartościami operuje Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która ma dane o uprawie niecałych 186 tysięcy hektarów.

A to może oznaczać dwie rzeczy: albo w Polsce rośnie ziemniaczane podziemie, albo do głosu dochodzą wielkie, wyspecjalizowane gospodarstwa, produkujące setki i tysiące ton ziemniaków. Oba zjawiska się nie wykluczają, oba są zagrożeniem dla polskiego rolnictwa.

Każdy producent rolny musi wpisać się do kilku rejestrów, zgłosić się np. do inspekcji sanitarnej czy Urzędu Ochrony Roślin i Nasiennictwa. W przypadku upraw ziemniaka, trzeba zgłaszać areały powyżej 1,5 hektara.

- Z 1,5 ha pola można uzyskać nawet 45 ton ziemniaków. To o wiele za dużo jak na potrzeby przeciętnego gospodarstwa. Zresztą ziemniaki są dziś zbyt drogie, by używać ich np. jako paszy dla świń. Gdzieś się więc podziewają. Najprawdopodobniej trafiają do obrotu na targowiskach czy giełdach – mówi money.pl pragnący zachować anonimowość ekspert od hodowli ziemniaków.

Sęk w tym, że obecnie zarejestrowanych mamy ok. 60 tys. upraw, w rzeczywistości jest ich jakieś 5 razy więcej. Stąd bierze się zwiększona liczba kontroli PIORIN – instytutu odpowiedzialnego za rośliny i nasiennictwo - na przykład w punktach gastronomicznych..

PIORiN informuje, że oznakowanie ziemniaków musi być umieszczone na każdym opakowaniu – worku, skrzynce, skrzyni. A jeśli są luzem, odpowiednie informacje muszą się znaleźć w dokumentach handlowych. Samo znakowanie ziemniaków może posiadać dowolną formę, np. prostej naklejki lub etykietki (karteczki).

Musi jednak zawierać numery wpisu do rejestru przedsiębiorców wszystkich kolejnych podmiotów, które je uprawiały, magazynowały, pakowały, sortowały lub przemieszczały ziemniaki na terytorium Polski i numer statystyczny powiatu, z którego pochodzą. W przypadku kartofli importowanych wystarczy kod albo nazwa państwa pochodzenia ziemniaków.

 - Ale jeśli rolnik zdecyduje się sprzedać swoje plony bezpośrednio konsumentom – na giełdzie czy rynku, nikt nie zapyta o oznaczenia, kod gospodarstwa i inne dane. Bo nikt nie wie, że coś takiego jest w ogóle wymagane – mówi nasz ekspert od ziemniaków.

Dr Nawacki dodaje, że już w 2018 roku opracowano program pozbycia się bakterii Clavibacter sepedonicus. Pierwotnie miał zostać wdrożony w 2019 roku, potem w 2020. Nie działa do dziś.

Jest jeszcze drugie wytłumaczenie zagadkowego spadku areału ziemniaka w Polsce. To rosnąca liczba dużych, wyspecjalizowanych gospodarstw, które osiągają wysokie plony z hektara. Czyli powierzchnia upraw w skali kraju może być stosunkowo niska, za to gospodarstwa potężne. To również nie jest dobre dla naszego rolnictwa.

Dlaczego? Bo taki właśnie system będzie musiał być rozmontowany, dąży do tego Unia Europejska. Zielony Ład – bo o nim mowa – zakłada zmniejszenie ilości stosowanych nawozów, środków ochrony roślin i przeznaczenie przynajmniej 25 proc. gruntów na rolnictwo ekologiczne. A my idziemy w dokładnie przeciwnym kierunku.

- W dalszym ciągu polscy producenci ziemniaka boją się jednak certyfikowanego systemu ekologicznego. Rozproszona oferta rynkowa ziemniaka z gospodarstw ekologicznych nie przebija się na globalizującym się rynku – zauważa dr Nowacki. I dodaje, że popyt na produkty eko ciągle rośnie a ziemniaki nie są tu wyjątkiem.

Tu jednak musimy sobie przypomnieć o pierwszym problemie – gdyby nawet polskie ziemniaki były najsmaczniejsze na świecie, to świat się o tym nie dowie. Eksport jest póki co praktycznie niemożliwy. W innych krajach wykrywa się rocznie najwyżej kilka ognisk ziemniaczanej bakterii, u nas mowa o kilkuset przypadkach.

Bakteria Clavibacter sepedonicus nie jest groźna dla człowieka. Poza tym ginie podczas obróbki termicznej, do jej zabicia wystarczy 60-70 stopni Celsjusza.

Źródło artykułu: money.pl
Wybrane dla Ciebie
Szantaż Trumpa ws. Grenlandii. Minister finansów: odpowiedź musi być jednoznaczna
Szantaż Trumpa ws. Grenlandii. Minister finansów: odpowiedź musi być jednoznaczna
Potęga miliarderów osłabia demokrację. Alarmujący raport
Potęga miliarderów osłabia demokrację. Alarmujący raport
Niemcy i Francja odpowiadają na groźby celne Donalda Trumpa
Niemcy i Francja odpowiadają na groźby celne Donalda Trumpa
Afera mandatowa w Czechach. Mamy stanowisko polskiego MSZ
Afera mandatowa w Czechach. Mamy stanowisko polskiego MSZ
Od lutego na Orlenie bez papierowej faktury za tankowanie
Od lutego na Orlenie bez papierowej faktury za tankowanie
Polacy składają wnioski. "Budżet programu skończy się za 10 dni"
Polacy składają wnioski. "Budżet programu skończy się za 10 dni"
Groźba handlowej wojny wisi w powietrzu. UE ma w odwodzie "bazookę"
Groźba handlowej wojny wisi w powietrzu. UE ma w odwodzie "bazookę"
Wyrzucamy 200 mld zł w błoto? Balcerowicz: te wydatki nie mają sensu
Wyrzucamy 200 mld zł w błoto? Balcerowicz: te wydatki nie mają sensu
Pfizer pozwał Polskę. Rusza proces. Stawka to 6 mld zł
Pfizer pozwał Polskę. Rusza proces. Stawka to 6 mld zł
Unia Europejska przygotowuje odpowiedź na cła Trumpa
Unia Europejska przygotowuje odpowiedź na cła Trumpa
Rachunki za prąd. Dystrybutor wskazuje o ile wzrosną w 2026 roku i dlaczego
Rachunki za prąd. Dystrybutor wskazuje o ile wzrosną w 2026 roku i dlaczego
Chiny reagują na plany polskiego wojska dotyczące chińskich samochodów
Chiny reagują na plany polskiego wojska dotyczące chińskich samochodów