Notowania

Chrześcijanie tracą na znaczeniu w gospodarce. Najwięcej winy po stronie Brytyjczyków

Kiedyś wyznawcy Jezusa rządzili i dzielili w światowej gospodarce, ale ich wpływ od wielu lat maleje. Między innymi dlatego, że po prostu jest ich coraz mniej. Od 2008 r. oddali jedną ósmą światowego PKB.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Salvadore Dali)
Od jedenastu lat maleje wpływ chrześcijan na światową gospodarkę

W ciągu dwóch stuleci od początku reformacji kraje protestanckie zdystansowały gospodarczo państwa katolickie. Według XIX-wiecznego niemieckiego socjologa Maksa Webera pozwoliła na to protestancka etyka. Kapitalizm święcił triumfy i tak jest do dzisiaj.

Katolickie Hiszpania i Portugalia straciły przewagę, jednak - czego nie uwzględnił w swojej analizie Weber - głównie dzięki zalewowi taniego złota ze swoich kolonii. Poprzednie twierdzenia, że siła gospodarki zależy od ilości zgromadzonych przez państwo kruszców, okazały się całkowicie błędne. Bogaci Hiszpanie, zamiast produkować u siebie, kupowali w protestanckich krajach. Te dzięki temu się rozwijały, by później zdystansować wcześniejsze potęgi.

*Zobacz też: Czy Kościół akceptuje naukę Franciszka? Ks. Zieliński tłumaczy różnice *

Być może Hiszpania i Portugalia straciły na znaczeniu, ale to wciąż chrześcijaństwo dominowało. "Módl się i pracuj", motto benedyktynów jeszcze z VI wieku po narodzinach Chrystusa, stosowane przez chrześcijan w praktyce spowodowało, że zamieszkane przez nich kraje zawojowały świat.

Do czasu aż w konkurencję o światowe PKB włączyli się Azjaci. Wykorzystując skuteczność wynalezionego przez chrześcijan kapitalizmu, zaprawioną mrówczą wręcz pracowitością. Japonia, a potem tygrysy z Azji południowo-wschodniej, a wreszcie Chiny wyrywają dla siebie coraz większy kawałek światowego tortu gospodarczego. Chrześcijanie są tam mniejszością.

Money.pl zrobił zestawienie, uwzględniające procent chrześcijan w społeczeństwie krajów świata i wartość wytwarzanego przez kraje PKB. Na podstawie tego udało nam się ustalić wartość wytwarzaną przez samych chrześcijan.

Jak „chrześcijański PKB” prezentuje się na tle świata? Z roku na rok coraz gorzej. Nie chodzi o to, że kraje chrześcijańskie radzą sobie źle. Spadek bierze się z malejącego udziału chrześcijan w społeczeństwach.

W ubiegłym roku chrześcijanie wytworzyli co prawda więcej niż rok wcześniej, bo 34 biliony dolarów PKB - o 1,3 bln dol. więcej niż rok wcześniej, ale świat rósł szybciej. Łączny produkt światowy brutto wzrósł o 3,3 bln dol. do 79,1 bln dol. - wynika z zebranych przez nas wyników największych 50. krajów świata, uzupełnionych o dane Banku Światowego i MFW.

Wyliczony przez nas „chrześcijański PKB” stanowił 43,1 proc. światowej gospodarki. W 1990 roku było to 56,5 proc., w 2000 r. 56 proc., a w 2010 r. 52,3 proc.

Ostry zjazd zaczął się od 2008 roku. To wtedy wzrost gospodarczy Chin zaczął dawać różnicę.

Kto zawalił najbardziej?

Największym ciosem dla chrześcijaństwa w gospodarce było to, co się dzieje w Wielkiej Brytanii. W ciągu ostatnich dziesięciu lat nie dość, że liczony w dolarach PKB spadł tam o 447 mld dol. (-15 proc.). To między innymi skutek przegłosowania Brexitu i związanego z tym ostrego spadku kursu funta.

Ale drugim czynnikiem jest masowe występowanie wiernych z kościoła anglikańskiego. Od 2010 r. do udział chrześcijan w społeczeństwie spadł z 64 do zaledwie 41 proc. w 2016 r.

Na drugim niechlubnym miejscu w kategorii spadku znaczenia chrześcijan jest tzw. najstarsza córa Kościoła, czyli Francja. PKB kraju liczony w dolarach spadł tam w dekadę o 79 mld dol. (-3 proc.) do 2,6 bln dol. Ale ubyło i samych chrześcijan w tym wciąż jeszcze katolickim kraju. W 2010 r. było ich 63 proc., a w 2016 r. tylko 51 proc.

Na trzecim miejscu negatywnego podium są Hiszpanie. PKB liczony w dolarach spadł im w dekadę o 165 mld dol. (-11 proc.), a liczba chrześcijan zeszła z 78,6 proc. w 2010 r. do 68,5 proc. w 2017 r.

Zaraz za podium znajdują się Niemcy. Jeszcze niedawno kraj protestancki, w którym przewagę zdobyli w od dwóch lat katolicy. Odejścia z kościołów protestanckich są po prostu szybsze niż w Kościele Rzymsko-Katolickim. Łączna liczba chrześcijan (katolików, protestantów i prawosławnych) spadła z 68,7 proc. w 2010 roku do 58,7 proc. w ubiegłym roku.

Siła ekonomiczna chrześcijan spadałaby bardziej, gdyby nie ich znaczenie w największej gospodarce świata, czyli Stanach Zjednoczonych. Choć ubytek wierzących w Chrystusa jest tam znaczny - ich udział w społeczeństwie spadł z 78,3 proc. w 2010 r. do 69 proc. w 2017 r. - to przyrost wartości PKB przerasta wszystkie kraje z wyjątkiem Chin.

W ciągu dziesięciu lat - między 2007 a 2017 r. - produkt krajowy brutto wzrósł w USA o 4,9 bln dol. (Chin o 8,8 bln dol.), z czego na chrześcijan przypada 2 bln dol.

Tagi: gospodarka świata, religijna mapa świata, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka światowa
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
31-03-2018

Ateista artysta z PolskiCudów nie ma i nie pomoże ,że z Jezusa Chrystusa zrobiono -w Polsce królem. Katolik sądzi ,że jego bytność w kościele i spowiedź douszna , … Czytaj całość

01-04-2018

globii wszędzie wciska się muzułmaństwo które produkuje destrukcję i średniowiecze

31-03-2018

mPrzy okazji powinni napisać ,że w Niemczech katolickie Południe jest coraz bogatsze względem protestanckiej Północy, która coraz bardziej się ateizuje … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (80)