Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Agata Kołodziej
Agata Kołodziej
|

Czerwiec '76 w Radomiu. 40 lat temu zaczęła się walka o wolną Polskę

48
Podziel się:

25 czerwca 1976 roku. "Dzień jak co dzień. Przypadła mi druga zmiana, więc pojechałem na działkę zbierać truskawki" - wspomina świadek wydarzeń radomskich. Kiedy wrócił po południu, ulice jego miasta były opustoszałe. Wszyscy byli pod komitetem partii, protestując przeciwko drastycznym podwyżkom cen żywności. To był pierwszy krok ku wolności. Krok, który prowadził przez tortury znane jako ścieżki zdrowia, ale w konsekwencji doprowadził do powstania KOR, potem "Solidarności", a na koniec do wyborów w '89 roku. W piątek mija 40 lat od dnia, w którym komunistyczne władze po raz pierwszy ugięły się przed robotnikami.

Czerwiec '76 w Radomiu. 40 lat temu zaczęła się walka o wolną Polskę

25 czerwca 1976 roku. "Dzień jak co dzień. Przypadła mi druga zmiana, więc pojechałem na działkę zbierać truskawki" – wspomina świadek wydarzeń radomskich. Kiedy wrócił po południu, ulice miasta były opustoszałe. Wszyscy stali pod komitetem partii, protestując przeciwko drastycznym podwyżkom cen żywności. To był pierwszy krok ku wolności. Krok, który prowadził przez okrutne tortury nazywane ścieżkami zdrowia, ale w konsekwencji doprowadził do powstania KOR, potem "Solidarności", a wreszcie - do wyborów w '89 roku. Właśnie mija 40 lat od dnia, w którym komunistyczne władze po raz pierwszy ugięły się przed robotnikami.

Tamtego dnia zapełniły się areszty w Radomiu, w których rozgrywały się dramatyczne sceny. "Czekając w kolejce widziałem, że dwóch już było po przesłuchaniu. Wyciągnęli ich na korytarz, bo zemdleli i polali ich szlaufem" – wspomina w filmie "P6 - Iskra wolności, Radomski Czerwiec 76" Waldemar Dudziński, uczestnik radomskich wydarzeń.

Nie oszczędzano tam nikogo. "Słyszeliśmy krzyki. Właśnie przywieziono kobiety. Słyszeliśmy, jak kobiety biją kobiety. Jedna z nich zaczęła prosić: „nie bij, bo jestem w ciąży". To tylko usłyszeliśmy takie słowa: "Ty ku..., dzisiaj poronisz".

To, co działo się tego dnia na ulicach Radomia było wstrząsające. Józef Szyderski, świadek tamtejszych wydarzeń, do dziś nie potrafi się z tym pogodzić:

"Ja widziałem tych ludzi. Widziałem człowieka, którego dorwała ta banda zbirów z pałami 80-centymetrowymi. Ten człowiek powiedział do mnie: "Zobacz, Józiu moje nogi". Mięso mu od kości odchodziło. Gdzie ci ludzie są, którym scyzorykami włosy obcinano, wybijano zęby? Oni teraz za 1400 zł emerytury mają żyć? To jest wolność? Wolność jest wtedy, gdy społeczeństwo godnie żyje, a dziś nie ma wolności i demokracji w naszym kraju. Panowie, obudźcie się wszyscy."

Premier ogłasza drastyczne podwyżki cen żywności

Wieczór 24 czerwca 1976 roku - to wtedy wszystko się zaczęło. Radio i telewizja transmitują na żywo z Sejmu przemówienie premiera Piotra Jaroszewicza. Premier ogłasza podwyżki cen podstawowych produktów żywnościowych. Mięso i ryby mają podrożeć o 69 proc., nabiał o 64 proc. cukier o 90 proc., a ryż o 150 proc.

Władze wiedzą, że podwyżki są drastyczne, dlatego od razu proponują system rekompensat. Problem w tym, że jest on niesprawiedliwy, bo faworyzuje najbogatszych. Zarabiający najmniej, a więc poniżej 1300 zł, mają otrzymywać rekompensaty w wysokości 240 zł, podczas gdy zarabiający powyżej 8 tys. zł - aż 600 zł. To dodatkowo podsyca rewolucyjne nastroje.

Następnego dnia, 25 czerwca w prasie ukazują się nowe cenniki i tabele rekompensat. Podwyżki mają wejść w życie za trzy dni. Władza mówi, że to na razie jedynie projekt zmian, ale nikt nie ma wątpliwości, że klamka już zapadła i że nie ma odwrotu. To początek wielkiego ruchu przeciwko władzy i początek drogi ku demokracji.

Przygotowania - islandzka dieta rybna i czyszczenie aresztów

Tak naprawdę decyzja o podwyżkach zapadła jednak dużo wcześniej, bo w grudniu 1975 roku. Podczas VII zjazdu PZPR I sekretarz Edward Gierek powiedział, że "problem struktury cen podstawowych artykułów żywnościowych wymaga dalszej analizy". To oznaczało po prostu podwyżki cen, ale zwrot ten był oficjalnie zakazany decyzją samego Komitetu Centralnego.

Gierek zdawał już sobie sprawę, że jego polityka życia na kredyt i nadmiernej konsumpcji rujnuje gospodarkę. Musiał coś zrobić. Najpierw jednak trzeba było przygotować na to społeczeństwo. Propagandowa machina ruszyła, prasa pisała o wzrostach cen na światowych rynkach, o kryzysie żywnościowym. "Trybuna Ludu" zamieściła nawet artykuł o diecie rybnej, którą wprowadziła Islandia, żeby poradzić sobie z kryzysem.

Z drugiej strony władze wiedziały, że po ogłoszeniu podwyżek muszą liczyć się z protestami, dlatego zawczasu się do tego przygotowały. Został powołany specjalny sztab operacji "Lato 76", którym pokierował szef SB. W komendach MO powstały grupy śledcze, które miały inwigilować potencjalnych inspiratorów protestów, a w aresztach przygotowano wolne miejsca.

Operacja "Lato 76" rozpoczęła już 23 czerwca - na dzień przed wystąpieniem premiera Jaroszewicza w sejmie. Władze podniosły gotowość bojową służb podległych MSW i czekały na to, co się wydarzy.

Gierek spodziewał się ataku ze strony Warszawy, Krakowa, Gdańska, Szczecina i Śląska. Nikt nie podejrzewał, że to Radom odegra kluczową rolę, dlatego skierowano tam tylko 75 funkcjonariuszy ZOMO.

Radom robi pierwszy krok

To było upalne lato. - 25 czerwiec, dzień jak co dzień. Przypadła mi druga zmiana, więc pojechałem na działkę zbierać truskawki - opowiada we wspomnianym już filmie Józef Szyderski, świadek wydarzeń radomskich. - Gdy wróciłem, autobusy już do centrum nie dojeżdżały. Widok był przerażający, wyludnione ulice, miasto spustoszałe poza miejscami, w których rozgrywał się ten dramat. Gdy przyszedłem na drugą zmianę, fabryka opustoszała. Młodzi ludzie na wózkach akumulatorowych ze sztandarami krzyczeli: "chodźcie z nami" – relacjonuje Radomianin.

Wszystko zaczęło się o 6.30 rano, kiedy wydział P6 największych w Radomiu Zakładów Metalowych im. gen Waltera nie przystąpił do pracy. 636 robotników poszło pod budynek dyrekcji. Ta jednak nie chciała z nimi rozmawiać. O 8.10 wyszli poza bramy zakładu, zbierając kolejnych protestujących z innych zakładów: RZPS "Radoskór", Zakładu Sprzętu Grzejnego, Zakładów Drzewnych i Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego. O 10.00 tłum szedł już pod budynek komitetu wojewódzkiego PZPR.

Władza wiedziała już, że sytuacja jest poważna. O 10.15 nakazano natychmiastowe ściągnięcie do Radomia dodatkowych oddziałów ZOMO z Warszawy, Łodzi, Kielc i Lublina. Tymczasem przed siedzibą partii zebrało się już 4 tysiące osób. Władze próbowały grać na zwłokę. Tłum w końcu jednak stracił cierpliwość i wtargnął do budynku. Pustego, jak się okazało, bo wszyscy działacze polityczni uciekli tylnymi wyjściami.

Demonstranci wtargnęli najpierw do bufetu, wyrzucając przez okno znalezione puszki z szynką. Potem demolowali biura, wyrzucali portrety Lenina, a na koniec podpalili budynek i zablokowali ulice, żeby straż pożarna nie mogła do niego dotrzeć.

Rozpoczęła się regularna walka na ulicach. Manifestujący rzucali kamieniami i butelkami z benzyną. ZOMO używało gazów łzawiących i armatek wodnych. Zginęły dwie osoby, to był jednak tragiczny wypadek. Jan Łabęcki i Tadeusz Zabęcki zostali przygnieceni przez przyczepę wypełnioną betonowymi płytami, którą sami spychali w stronę zbliżających się oddziałów ZOMO.

Do protestujących dołączyli robotnicy z drugiej zmiany, a także studenci. Niestety również częściowo chuligani, którzy z protestem nie mieli nic wspólnego. To akurat było władzy na rękę, bo mogła potem wykorzystać ten fakt, nazywając wichrzycielami wszystkich uczestników demonstracji. Walka na ulicach Radomia toczyła się do godziny 21.00.

O 20.00 władza ogłosiła, że wycofuje się z podwyżek.

Płock i Ursus

Radom był punktem centralnym tych wydarzeń, jednak w tym samym czasie protestowali również robotnicy w Ursusie i Płocku. W Zakładach Mechanicznych Ursus od rana strajkowała niemal cała załoga. Robotnicy wyszli przed zakład na tory kolejowe, żeby zablokować trasę na linii z Warszawy do Łodzi, Poznania i Katowic. Ponad tysiąc osób siedziało na torach, tworząc żywą zaporę.

Dopiero, kiedy w wieczornym przemówieniu premier Jaroszewicz odwołał podwyżki cen, do Ursusa wkroczyła milicja.

W Płocku zaś głównym ośrodkiem oporu były Zakłady Rafineryjne i Petrochemiczne. Na kilku wydziałach strajkowano od rana, jednak dopiero po zakończeniu pierwszej zmiany, po godz. 14.00 przy bramie zebrała się grupa kilkuset osób, które ruszyły w stronę Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Ok. 17.00 przed siedzibą partii było 2-3 tys. robotników. Wieczorem po odwołaniu podwyżek protestujący obrzucili budynek partii kamieniami i zaatakowali wóz straży pożarnej. Około 21.00 ZOMO spacyfikowało protestujących.

W sumie, tego dnia na terenie całej Polski przeciwko podwyżkom zaprotestowało ok. 80 tys. osób z 97 zakładów przemysłowych na terenie 24 województw.

Aresztowania i "ścieżki zdrowia"

W Radomiu manifestowało 20 tys. osób, 634 zostały aresztowane, 272 skazano – usłyszały wyroki od kilku miesięcy do nawet 10 lat więzienia. To dlatego, że z czterech procesów uczyniono "pokazówki" i zastosowano odpowiedzialność zbiorową. Wielu demonstrantów zwolniono z pracy, część dostała nieoficjalne "wilcze bilety".

Symbolem represji po tamtych wydarzeniach stały się specyficzne tortury, tzw. ścieżki zdrowia polegające na pałowaniu zatrzymanych przez szpaler funkcjonariuszy.

"Było nas ze czterdziestu, a ich po piętnastu z jednej i z drugiej strony. My szliśmy, środkiem. Kto chciał przelecieć biegiem, musiał wrócić i zaczynał ścieżkę od początku. Kto szedł spokojnie, dostawał pały regularnie" - opowiada Waldemar Dudziński, uczestnik tamtejszych wydarzeń.

Taki właśnie był czerwiec '76. Okupiony krwią i dramatami wielu rodzin, których żywiciele stracili pracę. Ale był też pierwszym sukcesem, bowiem po raz pierwszy komunistyczna władza wycofała się pod naciskiem robotników. Władze już wieczorem 25 czerwca ogłosiły w "Dzienniku Telewizyjnym", że podwyżek nie będzie. Premier Jaroszewicz złożył nawet na ręce I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka rezygnację, ten jednak jej nie przyjął.

Jaroszewicz rozpoczął propagandową kampanię nienawiści wobec demonstrantów, na fali której planował przeprowadzić choćby ograniczone podwyżki cen. Ten ruch jednak zablokowała Moskwa, od początku nieprzychylna planom podwyżek w Polsce. Polscy dygnitarze uważali jednak, że nie mają wyjścia. To była pierwsza oznaka gospodarczego kryzysu, który narastał w Polsce w drugiej połowie lat 70.

Inteligencja po raz pierwszy ramie w ramię z robotnikami

Nie były to pierwsze robotnicze protesty. Nie były też najkrwawsze – podczas sierpnia 70 na Wybrzeżu zginęło 40 osób. To jednak po wydarzeniach radomskich środowiska robotników i inteligencji po raz pierwszy połączyły siły. W obronie zwalnianych i represjonowanych robotników słano listy protestacyjne. Robotnicy mogli liczyć na pomoc finansową, medyczną i prawną.

W efekcie ten ruch sformalizował się trzy miesiące po wydarzeniach radomskich – 23 września powstał Komitet Obrony Robotników. Potem w marcu 1977 roku powstał ROPCiO – Ruch Obrony Człowieka i Obywatela. Miał to być zaczątek stworzenia jawnej partii niepodległościowej, na czele którego stali Andrzej Czuma i Leszek Moczulski.

Dalszym efektem Czerwca '76 było powstanie Solidarności w 1980 roku, a potem pierwsze częściowo wolne wybory w 1989 roku. I wolność.

_ * Materiał powstał na podstawie opracowań Instytutu Pamięci Narodowej oraz relacji świadków występujących w filmie "P6 - Iskra wolności, Radomski Czerwiec 76" _

wiadomości
gospodarka
najważniejsze
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(48)
ZK590
6 lat temu
No i co Radomianie? teraz żyje się wam lepiej jak "wywalczyliście" Polsce wolność, bo mnie żyje się gorzej.
oszukiwany
6 lat temu
Nie przypominam sobie,by w 1976 roku ,żył w niewoli,mieliśmy o wiele więcej swobód ,jak teraz,Tylko w tamtym czasie wszystko przeszkadzało ,różnej maści nierobom,utrzymywanym przez Watykan i CIA.Mieli bronić robotników ,jakich,przez sprzedawczyków zniszczono cały Polski przemysł,a robotników wpędzono w nędzę,czym oszuści się chwalą.Kiedy realizacja 21 postulatów? Złodziejski katoland.
ERYK ANTYKELR...
6 lat temu
POLSKA JEST WOLNA? JAKIM SPOSOBEM? W WARSZAWIE JEST TAKI OBELISK, KTÓRY WSKAZUJE KIERUNKI i MIASTA ODDALONE OD TEGO MIEJSCA w WARSZAWIE. JAKIMŚ DZIWNYM ZBIEGIEM OKOLICZNOŚCI KIERUNEK NA MOSKWĘ POKAZUJĘ DYSTANS 1112 km, A DRUGĄ STRONĘ BRUKSELA, DYSTANS.............................JAKI - POMYŚLICIE? TEŻ 1112 km. POLSKA WYRWAŁA SIĘ Z SIDEŁ MOSKWY, BY WPAŚĆ W SIDŁA BRUKSELI. JEDYNA RÓŻNICA TO JEST TO, ŻE POLSKA BYŁA POD KOLOREM CZERWONYM, A TERAZ POD NIEBIESKIM. A POZA TYM WSIO ETO SAMO. I POLSKA NIE JEST WOLNYM KRAJEM. ERYK ANTYKLERYK
bogdan19734
6 lat temu
ito niedługo
bogdan19734
6 lat temu
herbis -Gdyby polacy byli oczytani Poczytali troche biblie to tam też napisane jest ze było niewolnictwo ludzie ciężko pracowali.Szanowali by to od ludzi swoich rodziców dostali, Warcholstwo to te nieroby co myśleli ze jak dała komuna troche szkoły wykształcenia to nie muszą pracować.No i kler nieroby Oni powinni kanałami chodzić ze wstydu że upominają się wogóle o coś.Nie bede się rozpisywał samo wyjdzie
...
Następna strona