Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

IBM InterConnect 2017. Z hejtem w sieci mogą walczyć superkomputery i satyrycy

- Nienawidzę internetu, nienawidzę Twittera, nienawidzę Facebooka. Internet dał głos każdemu, kto ma ochotę obrażać innych. To dostępna przez 24 godziny na dobę platforma do ubliżania - uważa Wayne Brady, amerykański aktor i komik. O cybeprzemocy opowiadał podczas konferencji IBM InterConnect 2017. WP money jest jedyną redakcją z Polski, która relacjonuje imprezę z Las Vegas.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Album Online)

- Nienawidzę internetu, nienawidzę Twittera, nienawidzę Facebooka. Internet dał głos każdemu, kto ma ochotę obrażać innych. To dostępna przez 24 godziny na dobę platforma do ubliżania - uważa Wayne Brady, amerykański aktor i komik. Jego zdaniem w internecie każdy ma paszport do znieważania. I korzysta z niego za często. - Nudzę się, więc powiem ci, jakim ch... jesteś. Widziałem twoje zdjęcie, więc jesteś głupi. I twoja matka na pewno też - powiedział gwiazdor podczas konferencji IBM InterConnect 2017 w Las Vegas.

- Długo się zastanawiałem, dlaczego właściwie to ja mam wygłosić to przemówienie. Myślałem, że powinna tu być osoba, która bada hejt w internecie, która jest psychologiem. Którą można nazwać ekspertem. I dopiero wtedy sobie uświadomiłem, że ofiarą hejtu jestem od dawna. Wielu z nas ma takie doświadczenia, ale w ogóle o tym nie myślimy - tak swoje wystąpienie zaczął Wayne Brady, amerykański satyryk, piosenkarz, tancerz, gwiazda telewizji.

Zaczynał od grania Tygryska w przedstawieniach teatralnych Kubusia Puchatka, w "Modzie na sukces" zagrał samego siebie, występuje w musicalach. Na koncie ma nagrodę Emmy za osobowość roku. Jak sam o sobie mówi, jest ma też doświadczenie w przemocy realnej i internetowej. W Las Vegas poprowadził panel dotyczący tej ostatniej. Na sali było kilkuset gości.

Podczas półgodzinnego przemówienia pytał, czy naprawdę normalna jest sytuacja, gdy jeden człowiek życzy drugiemu śmierci z powodu innych poglądów na sprawy polityczne. - Przecież znamy takie historie. Każdy zna - mówił.

- Ciągle znajdują się ludzie, którzy usprawiedliwiają zmasowane ataki na innych. Mówią: to tylko żarty, skoro publikujesz coś w internecie, to musisz się z tym liczyć. Cyberprzemoc stała się normą. Internetowe oszczerstwa stały się rzeczą zupełnie naturalną. Tylko właściwie dlaczego? - pytał.

- Każdy ma prawo do mówienia, co mu ślina na język przyniesie. Ale są pewne granice. Wiem, że mamy w Stanach Zjednoczonych szalone czasy, ale to niczego nie usprawiedliwia. Ludzie w internecie robią to samo, co robili w realnym świecie. Tak jest fajnie, są wymówki i one świetnie działają - mówił.

Raz za czarny, raz za biały

- Moja rodzina pochodziła z Wysp Dziewiczych, a ja wychowywałem się w Orlando. I już tutaj pojawiał się problem, bo miałem inny akcent. W latach 80. w tym regionie zaczęło się pojawiać bardzo dużo imigrantów, najczęściej z Jamajki. Lokalni mieszkańcy oskarżali ich o zabieranie pracy. Brzmi znajomo, prawda? Mówię jednak o latach 80. - wyjaśniał.

- Jako dzieciak poszedłem do szkoły i szybko przekonałem się, że bycie innym to najgorsze, co cię może w życiu spotkać. Miałem inny akcent, więc szybko okazało się, że w sumie to prawie jestem z Jamajki. Długo nie potrafiłem pojąć, w czym w ogóle jest problem? Gdybym był z Jamajki, to właściwie co to by zmieniło?

Brady opowiadał, że problemem był nie tylko jego akcent i imigranci w mieście. - Powiedzmy sobie szczerze, że mama ubierała mnie... dziwnie. A kto się ubiera dziwnie i ma również dziwny akcent, na dodatek jest czarny, ma co chwilę bójki. A za chwilę pojawił się nowy problem. Miałem przenieść się do innej klasy, z pominięciem jednego roku. I co? Nie tylko śmiesznie gada i wygląda, ale jeszcze jest przemądrzały. Tak o mnie mówili - wyjaśniał.

- Raz byłem za czarny, raz byłem za biały. Innym razem oglądałem złe filmy. Wy się śmiejecie, a to opowieść o moim prawdziwym cierpieniu - mówił. - Jako młody człowiek wiedziałem bardzo dużo o tym, co we mnie jest złe, co jest nie tak, jak powinno być. Dopiero aktorstwo wyciągnęło mnie z tego gównianego sposobu myślenia. Dopiero tam spotkałem ludzi, którzy mówili mi, że to jest fajne, że mam taki głos, że świetne rzeczy czytałem i wiem - mówił.

Kilkukrotnie Brady podkreślił, że nie opowiada o tym, bo wciąż go to boli. - Przez lata uczyłem się, że te wszystkie różnice są piękne i stanowią o tym, kim jesteśmy. Za naukę dziękuje i losowi, i mamie - dodawał. - Nie jestem ofiarą, o nie. Tak nie można myśleć nawet przez chwilę. Trzeba szybko zmienić narrację, nawet jeżeli było źle. To się wydarzyło, to się nie zmieni, trzeba wziąć to na siebie i zmienić tę historię - radził.

Co ta opowieść ma wspólnego z współczesną cyberprzemocą? Zdaniem Brady'ego jest to po prostu logiczne następstwo. Jeżeli przez lata akceptowane było fizyczne i psychiczne znęcanie się w szkołach, to internet problem po prostu pogłębił.

- Wszyscy myśleliśmy, że internet, bycie online, gadanie z ludźmi i dostęp do świata jest super. Na początku lat 90. dostałem proste gry internetowe. Ładowały się sto lat, ale można było pograć z innymi. I myślałem wtedy - kurde, co może pójść nie tak? Okazało się, że wszystko - mówił.

Brady przyznał otwarcie, że nie ma pojęcia, jak zatrzymać tę karuzelę. - Jak zatrzymać ludzi? Nie mam odpowiedzi. Może przez zmiany w prawie, ale jak je wprowadzić? Naprawdę nie wiem - mówił. Sam przyznał, że na początku odpowiadał na część negatywnych komentarzy. Aż sobie zdał sprawę, że "brzmi jak debil, który dyskutuje z 15-latkiem z Indiany".

Proponował, by postawić na edukację dzieci. – Warto uświadomić młode osoby, że w ręce nie trzymają tylko telefonu i tabletu. Że trzymają potencjalną broń. Słowa mogą boleć i to bardzo. Mogą doprowadzić do samobójstwa - mówił.

- To nie jest norma. To nie może być norma. To nie jest natura ludzka. Nie musi tak być – wyjaśniał.

- Do dziś noszę ze sobą ten ciężar z dzieciństwa. Mam świetną pracę, ale... bardzo często cieszę się, że siedzę sam. Nie lubię rozmawiać z ludźmi, a przecież jestem komikiem. Uwielbiam za to ich rozśmieszać. Ale nawet jak przemawiam, to mam gdzieś z tyłu głowy, że będę wyśmiany. I zawsze postępuje według prostej zasady: ludzie mają się śmiać ze mną, nie ze mnie, nie z kogoś innego - kończył.

Maszyny na pomoc

Co w zasadzie komik i aktor robił na konferencji technologicznej IBM InterConnect 2017? Okazuje się, że technologia może pomagać. Na tej samej imprezie Chris Moody, jeden z zarządzających Twitterem, sugerował, że jego firma będzie chciał wykorzystać sztuczną inteligencję do walki z przemocą w mediach społecznościowych. Moody dał znak, że pomocny w tym zakresie będzie Watson, superkomputer stworzony przez IBM.

W dużym skrócie Watson to namiastka sztucznej inteligencji - analizuje setki tysięcy dokumentów w ciągu kilku chwil, uczy się wzorów i odpowiada na pytania zadawane w języku naturalnym. Watson nie jest tylko eksperymentem amerykańskiej korporacji. W dużej mierze nowa strategia firmy opiera się na usługach oferowanych za pomocą oprogramowania superkomputera. I nie powinno to w ogóle dziwić. Od kilku lat system Watson pomaga chociażby w leczeniu raka, a IBM współpracuje z amerykańskimi szpitalami. Inteligentna maszyna jest w końcu w stanie przeanalizować tysiące przypadków choroby krótkim czasie. I jest w stanie znaleźć odpowiednie wzory i zasugerować leczenie. Co najważniejsze - Watson nieustannie się uczy. Zupełnie jak człowiek pamięta, co się wydarzyło i wyciąga odpowiednie wnioski, a także - koryguje ewentualne błędy.

Watson to nie tylko pomoc dla lekarzy. IBM przekonuje, że może wspierać i koncerny motoryzacyjne (co już się dzieje) i firmy ubezpieczeniowe. To - jak wiemy z nieoficjalnych rozmów - jest właśnie w fazie testów. Przykład? Odszkodowanie za niszczony dach domu komputer może ocenić na podstawie zdjęć w ciągu kilku minut. Wystarczy dron i chwila czasu. Człowiek z firmy ubezpieczeniowej robiłby to zdecydowanie dłużej i najpewniej mniej dokładniej. W końcu sfotografowanie całej powierzchni dachu i znalezienie w nim dziur zajęłoby od kilku do kilkunastu dni.

IBM Watson to nie tylko superwydajna maszyna. To oprogramowanie, po które może sięgnąć każdy biznes. W Las Vegas IBM ogłosił rozpoczęcie współpracy z kilkoma firmami. Już w tej chwili Watson wspiera doradców podatkowych, operatora komórkowego, linie lotniczą i wiele innych.

Co to wszystko ma wspólnego z cybeprzemocą? IBM wspiera w tej chwili zespół, który chciałby nauczyć inteligentny komputer udzielania wsparcia młodym osobom. To maszyna miałaby się nauczyć, jak odpowiadać na wiadomość o potencjalnej próbie samobójczej, jak odpowiadać na kłopoty. Miała by wysłuchać innej osoby i podpowiadać terapeucie najlepsze rozwiązania. Oczywiście cały projekt zakłada, że to terapeuci i osoby znające się na rzeczy pomogą uczyć maszynę poprawnego rozumienia problemów.

Pomysł na aplikację zgłosiła kobieta przez lata obrażana za swoje preferencje seksualne. Jej zdaniem obowiązkiem każdego jest ratowanie innych przed depresją, a może i samobójstwem. Warto do pomocy wykorzystać też inteligentne maszyny.

WP money jest jedyną redakcją z Polski, która jest w Las Vegas na IBM InterConnect 2017 w dniach 20 - 21 marca. Więcej materiałów o wydarzeniach na imprezie można znaleźć tutaj.

Tagi: ibm interconnect 2017, cyberprzemoc, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka światowa
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
22-03-2017

tyrNie wiem dlaczego ludzie się spinają o to, co przeczytają, usłyszą lub zobaczą w internecie. Jest to naturalne, że skoro wszędzie jest cenzura (która … Czytaj całość

22-03-2017

AsikPisowcy co chwila w komentarzach obrażają

22-03-2017

MyślącyFala "hejtu" rośnie z bardzo prostej przyczyny... Przyczyną tą nie jest dostęp do internetu i różnych aplikacji/forów gdzie można wyrażać … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (39)