Notowania

wybory 2015
21-10-2015 (11:14)

Partia Razem objawieniem debaty. Zrobią z Polski drugą Szwecję, albo... Grecję

Adrian Zandberg, nieznany szerzej przedstawiciel skrajnie lewicowego ugrupowania, na tle sejmowych wyjadaczy wypadł rzeczowo i naturalnie.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Partia Razem/screen)
Adrian Zandberg, członek zarządu Partii Razem

Jak twierdzi część komentatorów wtorkowej debaty, przedstawiciela Partii Razem można nazwać odkryciem wieczoru. Adrian Zandberg, nieznany szerzej przedstawiciel skrajnie lewicowego ugrupowania, na tle sejmowych wyjadaczy wypadł rzeczowo i naturalnie. Głębsza analiza propozycji gospodarczych partii pokazuje, że co prawda postuluje ona model skandynawski, ale jej pomysły mogą doprowadzić do greckiego finału.

Na tle wyszkolonych przez trenerów mowy ciała i dość sztucznych wypowiedzi przedstawicieli partii, liderujących w sondażach, członek zarządu Partii Razem się wyróżniał.

- Zandberg wiedział, że jego partia nie ma szans, dlatego nie walczył o sukces, a po prostu był szczery, dzięki czemu dobrze wypadł - mówił o jednym z liderów Partii Razem prof. Kazimierz Kik w rozmowie z WP.

Partia Razem to założona pół roku temu, a zarejestrowana w lipcu nowa formacja na polskiej scenie politycznej. Zrzesza ona ludzi, którzy mają poglądy lewicowe, ale nie akceptują partii wrośniętych w system, jak SLD, czy Twój Ruch. W swoich deklaracjach programowych bardzo często powołują się na Skandynawię, która jest ich docelowym modelem państwa.

Poparcie dla partii waha się w okolicach błędu statystycznego. W ostatnich sondażach tylko raz przekroczyła nieznacznie jeden procent.

Ostatnie sondaże wyborcze Partii Razem

Pomysły gospodarcze Partii Razem

„Jeżeli chcemy mieć w Polsce dobre państwo, a nie państwo z tektury, to musimy mieć też porządny system podatkowy, w którym bogatsi płacą wyższe podatki niż dzisiaj. Jeżeli chcemy budować Skandynawię, to musimy mieć też skandynawski system podatkowy. I to jest dla nas dosyć kluczowa sprawa” - mówił w Polskim Radio pod koniec września Adrian Zandberg.

Jak ten model wprowadzić? Po stronie przychodowej państwa wygląda to następująco. Po pierwsze większa progresja podatkowa: 75 proc. podatek dla osób zarabiających ponad 500 tys. złotych rocznie. Razem ma też walczyć z tymi, którzy próbują uciekać z pieniędzmi do podatkowych rajów.

Wprowadzony ma też być podatek progresywny dla firm (likwidacja podatku liniowego 19 proc.).

Po stronie kosztów budżetu jest podniesienie kwoty wolnej od podatku do dwunastokrotności minimum socjalnego (około 12 tys. zł).

Do kosztów prowadzenia biznesu, oprócz zniesienia liniowego podatku 19 proc., trzeba by dopisać likwidację specjalnych stref ekonomicznych i 35-godzinny tydzień pracy... oczywiście bez cięć w płacach.

Partia chce minimalnej stawki godzinowej w wysokości 15 zł za godzinę, co sytuuje ich blisko pomysłów Zjednoczonej Lewicy, a powyżej propozycji PO i PiS (12 zł za godzinę).

Partia chce zatrzymać prywatyzację usług publicznych i podjąć walkę z tzw. „śmieciówkami”, a służba zdrowia nie byłaby finansowana ze składek, ale bezpośrednio z budżetu.

Wszystkie te propozycje mają według wyliczeń Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA ze Szczecina kosztować budżet państwa 14-16 mld zł, co jest i tak niskim poziomem obietnic w porównaniu z innymi partiami.

Nie zostały jednak w tej analizie oszacowane takie plany, jak chociażby budownictwo komunalne. „Jeżeli młody pracownik mieszkający w Wiedniu wchodzi na rynek pracy, to nie stoi przed wyborem: albo kredyt, albo wynajmowanie z miesiąca na miesiąc mieszkania na rynku prywatnym, tylko ma dostęp do potężnego zasobu komunalnego, który powstał dlatego, że był finansowany ze środków publicznych” - opisywał Zandberg w Polskim Radio.

Zandberg polskim Hollande?

Warto zauważyć, że wiele postulatów Partii Razem jest zbieżnych z tym, co obowiązuje we Francji i co wprowadzał w ostatnich latach w życie prezydent Franciszek Hollande. W tym kraju obowiązuje zarówno 35 godzinny tydzień pracy, bo cięciem liczby godzin lewicowe partie walczyły tam od lat z bezrobociem, jak i wprowadzono tam też kilka lat temu 75-procentowy podatek dochodowy dla najbogatszych.

Wszystko to z marnym niestety powodzeniem, bo po pierwsze z kraju zaczęli uciekać najbogatsi Francuzi, m.in. sławny aktor Gerard Depardieu, a po drugie gospodarka dostała ostrej zadyszki, wiele firm zaczęło przenosić produkcję do bardziej przyjaznych przedsiębiorcom krajów.

Od początku prezydentury Hollande'a, wybranego w maju 2012 r., liczba bezrobotnych wzrosła o 600 tys. osób, a stopa bezrobocia wzrosła do obecnych 10,3 proc. i jest obecnie wyższa niż w Polsce. Poparcie dla polityki prezydenta spadło do 20 procent w październiku.

Tak złe informacje spowodowały, że francuski minister finansów zapowiedział, że nie będzie już podwyżek podatków aż do 2017 roku. Hollande wycofał się nawet ze swojego sztandarowego pomysłu podatku 75 proc. dla najbogatszych. Wykreślony on został stycznia tego roku z prawa podatkowego.

Hollande rezygnuje również stopniowo z 35-godzinnego tygodnia pracy, wprowadzając furtki dla firm. Przedsiębiorstwa znad Sekwany korzystają ze złagodzonej w ubiegłym roku przez Hollande'a polityki zatrudnienia: wydłużają czas pracy w zamian za gwarancję zatrudnienia. Niedawno zrobił to m.in. Daimler, niemiecki producent aut, który ma we Francji dwie fabryki.

Te zmiany idące w kierunku ulżenia życia biznesowi spowodowały, że wskaźniki koniunktury zaczęły w ostatnich miesiącach wskazywać na odwrócenie stałego od długiego już czasu, negatywnego trendu w gospodarce.

Razem to polski Podemos, czy może Syriza? Czy to na pewno model skandynawski?

Paweł Nowacki, zastępca redaktora naczelnego Dziennika Gazety Prawnej napisał po debacie na Twitterze, że Zandberg to odkrycie wieczoru z pytaniem-prognozą: „**to będzie polski Podemos?**”.

Trzeba wyjaśnić, że Podemos to hiszpańska, nieco lżejsza wersja greckiej Syrizy. Czyli skrajnie lewicowa partia, która w podwyżkach podatków i wzroście udziału państwa w gospodarce widzi szanse zmian na lepsze, a jest krytyczna wobec partii głównego nurtu.

Propozycje Podemosu idą jednak o wiele dalej niż Partii Razem. Chcą na przykład wprowadzenia płac maksymalnych (nie można by zarabiać więcej niż ustalona kwota) oraz pensji socjalnej dla każdego obywatela. W ostatnich sondażach poparcie Podemosu wynosi 14 proc., czyli wielokrotnie więcej niż Partii Razem.

Odnośnie modelu skandynawskiego, na który powołują się przedstawiciele Partii Razem, należy pamiętać, że co prawda wszystkie kraje skandynawskie owszem, stosują wysoką progresję podatkową, a udział państwa w gospodarce jest ponadprzeciętnie wysoki, to jednak ich budżety są dość zrównoważone.

Na przykład w Szwecji zadłużenie do Produktu Krajowego Brutto jest na poziomie zaledwie 44 proc., w Danii 45 proc., w Finlandii 59 proc., a w Norwegii tylko 26 proc. W Polsce nawet po zaborze środków z OFE mamy obecnie zadłużenie na poziomie połowy PKB i narasta ono w tempie około 2-3 proc. PKB rocznie.

Partia Razem nie chce rezygnować z deficytów budżetowych i z dalszego zadłużania kraju, upatrując w przedsięwzięciach państwowych szansy na rozwój gospodarki.

- Uważamy, że sztywne reguły, ograniczające deficyt trochę nas ograniczają. Są takie sytuacje, kiedy zwiększenie deficytu byłoby potrzebne - opisuje Marta Nowak, rzecznik prasowy Partii Razem.

- Progi oszczędnościowe, które są w tej chwili, działają w złym momencie, jeśli jest dekoniunktura to wymuszają cięcie wydatków i powodują, że gospodarka się kurczy. Jeśli gospodarka jest w recesji, to państwo powinno wydawać właśnie więcej. Docelowo w dłuższym dystansie wydatki i dochody państwa powinny się jednak równoważyć - powiedział Money.pl Leszek Kraszyna, ekspert gospodarczy Partii Razem.

Rentowności 10-letnich papierów rządowych skandynawskich krajów są poniżej 1 proc., podczas gdy polskich osiągają poziom prawie 3 proc. Oznacza to, że dalsze zadłużanie o wiele bardziej obciąży finanse państwa, niż np. w krajach skandynawskich, a więc więcej środków z podwyższonych podatków będzie przeznaczane nie na działalność pro-socjalną państwa, ale na obsługę długu. Co jest niestety drogą do modelu greckiego, a nie skandynawskiego.

Ekspert partii jednak tonuje takie podejrzenia.

- Problem z deficytami budżetowymi polega na tym, że w Polsce określa się go jako konieczność ograniczenia wydatków państwa. A my jesteśmy partią, która postuluje program sensownych wydatków publicznych. Z drugiej strony uważamy, że musi to być realistycznie zrealizowane. Czyli stawiamy na wzrost ściągalności i pozyskanie przychodów od najbogatszych obywateli. Jeśli idzie o nasz program, to jest bardziej oszczędnościowy od innych ugrupowań, co pokazały analizy CenEA - mówi Kraszyna.

Zobacz również: Prof. Grzegorz Kołodko dla money.pl: Obietnice przedwyborcze i tak nie będą realizowane

Tagi: wybory 2015, partia razem, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
WP Money
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz

Wybrane dla Ciebie