Europejski kraj ma zapas paliw tylko na 20 dni. Wyślą ludzi z biur do domów?
Choć jest dużym producentem ropy i gazu, Norwegia ma rezerwy strategiczne paliw tylko na 20 dni. Premier Jonas Gahr Stoere powiedział, że rząd rozważa powszechne wprowadzenie pracy zdalnej, by zmniejszyć mobilność obywateli i zredukować popyt na paliwa transportowe.
Będąca kluczowym dostawcą energii dla Europy Norwegia posiada strategiczne rezerwy paliw pokrywające 20 dni zapotrzebowania. Zapasy są ponad czterokrotnie mniejsze niż w sąsiedniej Szwecji czy Finlandii, które dysponują rezerwami na 90 dni.
W opublikowanej w weekend rozmowie z dziennikiem "Aftenposten" Stoere przyznał, że dotychczasowa strategia bezpieczeństwa opierała się na błędnym założeniu. - Jako kraj wydobywający surowce polegaliśmy na ciągłości produkcji i bliskości własnych rafinerii. W czasach stabilizacji uznawano to za wystarczające zabezpieczenie, co pozwoliło na utrzymywanie niskich stanów magazynowych – tłumaczył szef rządu.
"Zamknęliśmy 20 rafinerii w Europie". Oto dlaczego wojna w Zatoce ma takie znaczenie
Blokada cieśniny Ormuz i gwałtowny wzrost cen ropy po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie pokazały brak odpowiedniej infrastruktury dla gotowych paliw w Norwegii. Kraj, który w marcu 2026 roku zanotował historyczny rekord przychodów z eksportu ropy i gazu, nie jest w stanie zagwarantować stabilności dostaw na rynek wewnętrzny - oceniają norweskie media.
Komentatorzy dzienników "Aftenposten" i "VG" podkreślili ironię obecnego położenia Oslo. Kilka dni temu norweski urząd statystyczny SSB podał, że marzec 2026 r. był rekordowy pod względem zysków z eksportu surowców. Norwegia sprzedała wówczas 56,6 mln baryłek ropy za 4,9 mld euro, a wpływy z gazu wyniosły 5,9 mld euro. Kraj jest ważnym dostawcą surowców energetycznych m.in. dla Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Polski, gdzie odpowiada za ok. jedną trzecią dostaw gazu.
Giełda w Oslo zyskuje na konflikcie na Bliskim Wschodzie
Norwegia korzysta też na obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie pod względem zainteresowania inwestorów giełdą w Oslo. W kończącym się tygodniu główny indeks giełdy w Oslo (OSEBX) ustanowił swoje historyczne maksimum, przebijając poziom 1560 punktów. To blisko 20 proc. więcej niż na początku roku. Norweski rynek systematycznie zyskuje od chwili zaostrzenia niepokojów między USA i Izraelem a Iranem. Dla cytowanych przez portal finansowy E24 ekspertów przyczyny są jasne: inwestorzy traktują akcje w Oslo jako najprostszy sposób na zarabianie na wzroście cen surowców, przede wszystkim ropy Brent, oraz gazu ziemnego.
Kontrast między Norwegią a innymi rynkami rozwiniętymi jest wyraźny. Bank DNB w środę podał, że w ostatnim miesiącu amerykański S&P 500 oraz niemiecki DAX traciły średnio od 3 do 5 proc., ale giełda w Oslo urosła o ponad 5,2 proc.
Źródło: PAP