Polskie pensje wyprzedziły czeskie. Zarabiamy więcej

Kolejny rok z rzędu przeciętne wynagrodzenie w Polsce jest wyższe niż w Czechach. Zmienia się układ sił w regionie, bo przez lata to nasi południowi sąsiedzi mogli pochwalić się grubszymi portfelami. Dodatkowo nad Wełtawą koszty życia pozostają zauważalnie wyższe niż nad Wisłą.

A municipal street cleaner from Prazske sluzby pushes a waste collection cart along a busy pedestrian street illuminated by city lights and digital signage in Prague, Czech Republic, on May 10, 2025. The city commits to urban cleanliness even in its most crowded areas through regular nighttime cleaning shifts. (Photo by Michael Nguyen/NurPhoto via Getty Images)Polacy zarabiają więcej od Czechów
Źródło zdjęć: © GETTY | NurPhoto
Robert Kędzierski

Jak wynika z najnowszej analizy opublikowanej przez portal Obserwator Gospodarczy, rok 2025 przyniósł umocnienie polskiej przewagi płacowej nad południowymi sąsiadami. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w Polsce osiągnęło poziom około 8900 złotych, podczas gdy w Czechach wyniosło ono w przeliczeniu niecałe 8500 złotych. Oznacza to, że statystyczny Polak zarabia obecnie o ponad 450 złotych więcej niż statystyczny Czech. Przewaga ta jest widoczna również po przeliczeniu na wspólną europejską walutę, gdzie polskie zarobki przekroczyły próg 2100 euro.

To już drugi z rzędu rok, w którym wyprzedzamy naszych sąsiadów pod kątem nominalnych zarobków. Dziennikarz ekonomiczny Dawid Błaszkiewicz na łamach Obserwatora Gospodarczego przypomina, że w 2024 r. polska pensja była wyższa od czeskiej o ponad 300 złotych. Obecne dane pokazują zatem, że dystans między naszymi gospodarkami w tym aspekcie powoli, ale systematycznie się powiększa.

Ostre słowa o doradcach. Premiera Biznes Klasy o 17:00

Historyczna zmiana trendu

Obecna sytuacja stanowi wyraźne odwrócenie wieloletnich tendencji w naszym regionie. W przeszłości, od momentu wejścia obu państw do Unii Europejskiej, to Czesi przez większość czasu mogli pochwalić się wyższymi zarobkami nominalnymi. Poziom płac w obu krajach był do siebie zbliżony w pierwszych latach członkostwa we wspólnocie, jednak różnica na niekorzyść Polski zaczęła się wyraźnie zarysowywać po globalnym kryzysie finansowym z 2009 r.

Kolejne przetasowania przyniósł kryzys w strefie euro. Polska gospodarka, będąca słabiej zintegrowana z europejskim systemem bankowym, przeszła przez te zawirowania stosunkowo łagodnie. Z kolei w Czechach zjawiska te odbiły się silniej, wpływając między innymi na wahania kursu korony, co miało bezpośrednie przełożenie na statystyki płacowe wyrażane w walutach obcych. Mimo tych wahań, od 2016 r. czeskie wynagrodzenia ponownie zaczęły mocno uciekać polskim, a trend ten utrzymał się aż do 2023 r. Dopiero ubiegły rok przyniósł historyczne przełamanie i wysunięcie się Polski na prowadzenie.

Liczy się to, co w koszyku

W kontekście finansów osobistych sama nominalna kwota przelewu od pracodawcy nie oddaje jednak pełnego obrazu sytuacji. Kluczowa dla domowych budżetów jest siła nabywcza pieniądza, czyli to, ile faktycznie dóbr i usług można kupić za przeciętną pensję w danym kraju. Według przytaczanych przez Obserwatora Gospodarczego danych organizacji OECD, pod względem realnej wartości wynagrodzeń Polska wypada korzystniej od Czech już od kilkunastu lat.

Analitycy wskazują, że czeska siła nabywcza była wyższa od polskiej jedynie przed 2008 rokiem. W późniejszym okresie wskaźniki te pozostawały na zbliżonym poziomie, z lekką przewagą naszego kraju. Sytuacja zaczęła się jednak dynamicznie zmieniać od 2019 r., kiedy to realna wartość polskich pensji zaczęła wyraźnie odjeżdżać czeskim. W ubiegłym roku polskie zarobki były warte o około 15 proc. więcej niż te za południową granicą, a w roku bieżącym ta różnica ma się jeszcze pogłębić.

Zjawisko to wynika bezpośrednio z różnic w kosztach utrzymania. Jak zauważa autor analizy, ceny w czeskich sklepach oraz ogólne koszty życia są tam zauważalnie wyższe. Tłumaczy to zjawisko popularnej przed laty turystyki zakupowej, a także fakt, że jeszcze do niedawna najbardziej opłacalnym modelem dla mieszkańców pogranicza było zarabianie w czeskich koronach, ale wydawanie pieniędzy w polskich złotych.

Paradoks rynku pracy na pograniczu

Teoretycznie wyższe zarobki i niższe koszty życia w Polsce powinny skutkować masowym napływem czeskich pracowników do naszego kraju. W praktyce jednak przepływ rąk do pracy na pograniczu wciąż jest asymetryczny i to Polacy znacznie częściej szukają zatrudnienia u sąsiadów. Obserwator Gospodarczy tłumaczy ten paradoks specyfiką regionalnych rynków pracy i geografią przemysłu.

Wysoka średnia krajowa w Polsce jest napędzana głównie przez duże aglomeracje, takie jak Warszawa, Wrocław czy Metropolia Górnośląsko-Zagłębiowska. Tymczasem w wielu polskich gminach przygranicznych brakuje dużych zakładów pracy oferujących stabilne i dobrze płatne posady. Z kolei po czeskiej stronie, szczególnie w rejonie Ostrawy, Karwiny czy Trzyńca, funkcjonuje gęsta sieć zakładów przemysłowych. Dla mieszkańca polskiego południa codzienne dojazdy do pobliskiej czeskiej fabryki są często znacznie bardziej racjonalnym wyborem niż przeprowadzka lub wielogodzinne dojazdy do dużego polskiego miasta.

Prognozy banków centralnych obu państw — w tym polskiego NBP — na lata 2026-2027 zakładają bardzo zbliżone tempo wzrostu płac, oscylujące w granicach 5,5-6,4 proc. rocznie. Oznacza to, że o tym, kto w najbliższej przyszłości będzie liderem nominalnych zestawień, mogą w dużej mierze decydować bieżące kursy walut. Jednak z punktu widzenia portfeli obywateli, dzięki niższej presji cenowej, to polska gospodarka oferuje obecnie wyższą realną wartość zarabianych pieniędzy.

Wybrane dla Ciebie