Trwa ładowanie...
Zaloguj
Notowania
Przejdź na
Mateusz Ratajczak
Mateusz Ratajczak
|

"To kraj przyjaźniejszy niż Polska", "Made in Poland tu coś znaczy". Sprawdziliśmy, jak żyją Polacy w Rumunii

163
Podziel się:

- Obudziłem się w aucie, a za oknem okropne, szare bloki. Nie pamiętam już, co to była za miejscowość. PRL tylko w gorszym wydaniu. Strach w oczach. Pierwsza myśl w Rumunii? "Matko, co ja tutaj robię?" - opowiada Tomasz.

"To kraj przyjaźniejszy niż Polska", "Made in Poland tu coś znaczy". Sprawdziliśmy, jak żyją Polacy w Rumunii
(Archiwum prywatne/Filip Stanisławski)

- Po pierwszej przejażdżce żółtą taksówką Dacią aż mi się zakręciło w głowie - opowiada Filip. Tomasz z kolei w pierwszych dniach w Rumunii przeżywał szok za szokiem. - Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie ten kraj - mówi. Sprawdziliśmy, jak żyją Polacy w Rumunii. Od dłuższego czasu nasi rodacy wyjeżdżają tam do pracy, zakładają rodziny. Nie narzekają na politykę i zarobki.

- Obudziłem się w aucie, a za oknem okropne, szare bloki. Nie pamiętam już, co to była za miejscowość. PRL tylko w gorszym wydaniu. Strach w oczach. Pierwsza myśl w Rumunii? "Matko, co ja tutaj robię?" - opowiada Tomasz.

Dziś w Polsce i w Rumunii ma fabryki rynien. Pod Kluż zatrudnia kilkunastu pracowników. Jego firma RRS Transilvania kontroluje mniej więcej 10 proc. lokalnego rynku. Od siedmiu lat pracuje w Rumunii. Od czterech ma tam swój biznes.

- Rumunia dziś? To kraj przyjaźniejszy dla biznesu niż Polska. Kraj, który trzeba odwiedzić, który się ciągle zmienia i ciągle fascynuje - dodaje.

źródło: Archiwum prywatne/Filip Stanisławski

- Niektórzy klienci po kilku minutach już ciągnęli mnie do domu, bo mają babcię Polkę. Pokazywali zdjęcia, zapraszali na kolację, wino. W ciągu chwili się otwierali, byli przyjaźni. A ja na początku bałem się, że ktoś mnie tutaj okradnie, że stracę telefon. Bardziej się pomylić nie mogłem - wspomina.

źródło: materiały firmy RRS Transilvania S.R.L - RAIKO Romania

Nie pomyliła się za to Anna Maria.

Do Rumunii przyjechała dla chłopaka. Poznali się w Berlinie. I byli razem, gdy on wrócił do Bukaresztu. - Najprzystojniejszy chłopak na roku. Córka przejęła część jego urody, też jest śliczna - śmieje się Anna.

Jak to się zaczęło? - Przez trzy lata jeździłam do niego w odwiedziny. To był prawdziwy związek na odległość. Aż uznaliśmy, że trzeba zamieszkać w jednym miejscu. Nie wahałam się, że to ma być Rumunia. Chociaż języka w ogóle nie znałam - opowiada.

Pierwsze wypowiedziane zdanie Anny? "Co za bezczelność!". W lodziarni. Gałka lodów kosztowała dwa razy więcej niż w Polsce czy w Niemczech. Sprzedawca się tylko zaśmiał, ale ceny nie obniżył.

Anna z wykształcenia jest tłumaczem, teraz pracuje przy organizacji międzynarodowych targów. W Rumunii pracowała w polskiej ambasadzie, prowadziła biuro ambasadora.

- Jestem tak przywiązana do tego kraju, że nawet nie miałam pojęcia, komu kibicować w meczu Polska - Rumunia. Ale to chyba nawet dobry układ. Jestem zadowolona niezależnie od wyniku - żartuje. Teraz jest na wakacjach z córką Oliwią, ale na rozmowę nie trzeba jej długo namawiać. - O Rumunii? Mogę rozmawiać godzinami - zarzeka się.

Mała Oliwia na molo w Konstancy. Miasto to największy port handlowy Rumunii, leży nad Morzem Czarnym
źródło: Archiwum prywatne/Anna Maria

- Mając do wyboru Niemcy, Polskę i Rumunię, wybrałam właśnie Rumunię. Najprzyjaźniejszy kraj dla obcokrajowców - dodaje.

Rumuński cud

Od ponad 10 lat Rumunia jest w Unii Europejskiej. W ostatnich latach kraj bił rekordy wzrostu gospodarczego. Lepsza chwilami była tylko Irlandia, Polska też zostawała w tyle. Ale o Rumunii w Polsce nie wie się praktycznie nic.

Z czym się kojarzy? "Z Rumunami" - słyszę na ulicy, gdy zagaduję do pierwszej napotkanej osoby. Udaję, że robię o tym kraju sondę na studia. - Na pewno bym tam nie wyjechał - mówi mi młody chłopak, który studiuje informatykę. Dlaczego? - Bo to dziki kraj - opowiada. - Cygan, Rumun, to jedno i to samo - mówi ktoś inny.

W ciągu kilkunastu minut słyszę kilka podobnych odpowiedzi.

Tymczasem w Rumunii jest coraz więcej Polaków. Nie bali się, wyjechali. Pracują, zakładają rodziny. Sama grupa "Polacy w Rumunii" na Facebooku zrzesza ponad 2,5 tys. osób. Nie żałują nowego miejsca zamieszkania.

Najczęściej zaczyna się od pracy. Tak właśnie było w przypadku Tomasza. W 2010 roku miał firmę doradczą. Dostał zlecenie od jednego z większych producentów rynien w Polsce, firmy Dablex.

- Trzeba było sprawdzić ich biznes w Rumunii. Zamknąć zakład, przekształcać, cokolwiek. A nie da się tego zrobić zza biurka w innym kraju. Spakowałem się i musiałem jechać - opowiada.

Firmę Tomasza odwiedzał chociażby ambasador RP w Rumunii. Fabryka sprzedaje produkty pod marką Raiko

I jak przyznaje, wcale nie miał na to ochoty. Dlaczego? Bo do tej pory o Rumunii i Rumunach miał wyłącznie złe zdanie. - Pewnie, że myślałem stereotypami - przyznaje. - Wszystko zmieniło się z czasem. Zaraz po przyjeździe - mówi.

Po trzech latach pojawiła się okazja. - Właściciel firmy ze względu na zdrowie musiał się wycofać z działalności. Długo nie czekałem. Dokonałem wykupu menadżerskiego. I zacząłem działać samodzielnie. I w Polsce, i w Rumunii - dodaje.

- Na początku mieliśmy tylko skład towarów. Woziliśmy rynny z Polski i je dalej sprzedawaliśmy. Ale od początku wiedziałem, że biznes trzeba rozwinąć. Ci, którzy dziś ode mnie kupują towar, jutro sami zaczną go produkować i będą moją konkurencją. Dlatego otworzyliśmy własny zakład, pod Kluż. Dachy, rury, rynny. Tym się zajmujemy - wyjaśnia.

Za pracą do Rumunii wyjechał też Filip Stanisławski. - Rumunię znałem tylko z okien wycieczki autokarowej do Bułgarii. Czyli można powiedzieć, że jej nie znałem wcale - opowiada. Z zawodu jest księgowym. Do Rumunii wyjechał w wieku 27 lat. I już tam został.

- Dostałem ofertę od międzynarodowej korporacji, otwierali centrum księgowe w Bukareszcie. Przemyślałem sprawę, chociaż wcale nie rozważałem wyjazdu z kraju. Nawet o zmianie pracy nie myślałem wcześniej - opowiada.

Po pierwszej podróży żółtą taksówką Dacią kręciło mu się w głowie. - Ruch uliczny tutaj to prawdziwa szkoła przetrwania. Na nikim nie robi wrażenia jazda po torowiskach - dodaje.

- Wyjeżdżałem, bo w Polsce nie miałem zbyt wielu zobowiązań. Tutaj poznałem wspaniałą dziewczynę - mówi Filip Stanisławski
źródło: Archiwum prywatne

Do pracy wyjechała też Alina. *- *Nie szukałam miejsca dla siebie na świecie. Pracowałam w firmie zajmującej się modą i tekstyliami, która działała na rynku rumuńskim. Dostałam ofertę pracy i... po prostu przyjechałam. Nie bałam się, byłam kilka razy na miejscu, znałam Rumunię - opowiada Alina Melska.

Teraz pracuję w korporacji, w branży informatycznej. Tak jak wielu Polaków.

- Podróżowanie po Rumunii otworzyło mnie na świat. Przekonało, że warto zwiedzać, poznawać, oglądać - mówi Alina Melska. Podróże po Rumunii i świecie opisuje na swoim blogu "The way she walks".

- Jeżeli chodzi o Polaków, to mamy tutaj małą reprezentację. W budynku, gdzie pracuję, jest kilka firm, które zatrudniają naszych rodaków. Sporo firm przenosi procesy z Polski do Rumunii, potrzebny jest zatem język polski. Ofert pracy jest sporo - wyjaśnia Stanisławski.

Bez problemu można znaleźć ogłoszenia pracy w Rumunii. Księgowy z polskim i angielski, handlowiec z językami, obsługa klienta, operator dźwigu. Czym kuszą pracodawcy? A chociażby wspominają o 10 proc. stawce PIT, która spadnie od 2018 roku. Tak współpracownika szuka firma odzieżowa z Wrocławia.

Pierwsze zaskoczenie?

Rumunii nie wyglądają tak, jak Polacy o nich myślą. To nie "Cyganie". - Trochę ze wstydem, ale przyznaję, że taka była moja wizja całego kraju. Jak już tam dojechałem, to przeżyłem szok - mówi Tomasz. Czyste miasta, przyjaźni ludzie. I okupowane wszędzie kawiarnie.

- Rumunii nie potrafią siedzieć w domu przed telewizorem. To niech ich natura. Muszą wyjść na zewnątrz, muszą spotkać się z przyjaciółmi. I wcale nie chodzą wydawać pieniądze, a napić się herbaty w dobrym towarzystwie - opowiada Anna. I dlatego w większości miast małe kawiarnie są pozajmowane przez cały tydzień. I w środę, i w piątek.

- Kiedyś zapytałem znajomych, jak to jest możliwe, że Rumunii tyle wychodzą na miasto. Przecież tak mało zarabiają. I co usłyszałem? Że co innego powinni robić, jak nie cieszyć się życiem? - wspomina Tomasz.

Bo Rumunii faktycznie nie zarabiają najlepiej. Średnia pensja to nieco ponad 2,3 tys. lejów, czyli w przeliczeniu 2,1 tys. zł. Pensja minimalna jest dwa razy niższa niż w Polsce. Na rękę niewiele ponad 1,1 tys. zł.

Ale jak przekonują Polacy, w Rumunii można dobrze zarabiać. Premiowane jest wykształcenie, języki.

- Jeżeli chodzi o zarobki, to nie mogę narzekać. Żyje mi się dobrze, na większość rzeczy mnie stać. A w Rumunii wcale nie jest taniej niż w Polsce. Droga jest żywność, tańsze są za to mieszkania i opłaty - tłumaczy Filip. I potwierdza to Tomasz.

- Wszystko zależy od stanowiska. Owszem jest sporo osób, które zarabiają minimalną pensję, a nie jest ona wysoka. Z drugiej strony coraz więcej osób pracuje w międzynarodowych korporacjach, które mają bardzo dobre stawki - dodaje Alina. O konkretnych kwotach nikt nie chce rozmawiać. Wymieniają jednak znajomych, którzy dostają po kilka tys. euro wynagrodzenia.

źródło: Archiwum prywatne/Filip Stanisławski

Korupcja

- Niektórzy rumuńscy politycy korupcję mieli chyba we krwi. Najpewniej przenieśli ją ze starego systemu i tak to trwało. Dopiero po wielu latach sytuacja zaczęła się zmieniać, bo ludzie wyszli na ulicę. Nie mogli znieść myśli, że kraj się rozwija, a całą śmietankę od lat spijają ci sami ludzie. Chcieli zobaczyć nowe twarze w polityce - tłumaczy Anna.

I faktycznie Rumunii wymagają od władzy zdecydowanych działań. Na początku tego roku tłumy wyszły na ulice. To głównie pokolenie 20-, 30- i 40-latków zdecydowało się powiedzieć głośne "nie" korupcji. W przetargach, w administracji. 300-tysięczny tłum przez kilka dni blokował ulice stolicy. A zaczęło się od niecodziennej propozycji rządu. W jeden wieczór koalicja zmieniła kodeks karny i ograniczyła kary za przekręty. To się nie spodobało.

- Nigdy nie miałem żadnej propozycji korupcyjnej - zapewnia Tomasz. - Mało tego, w urzędach do tej pory spotykałem bardzo życzliwych ludzi. Jedna z pań przyjęła nawet dokumenty, chociaż ktoś przestawił numer mieszkania z numerem domu. Zapisała, że to błąd i nie robiła żadnych problemów - mówi.

- Kilka dni temu pod moim blokiem poprawili ogródki. Położyli trawę z rolki, system nawadniający. A wszystko przez zbliżające się wybory. Tymczasem do windy strach wsiadać, a cały blok też mógłby być odnowiony. Trawę można posiać i mieć na inne naprawy - opowiada Filip. I zaraz dodaje, że nie ma ochoty narzekać. - Każdy kraj ma swoje problemy. I łatwo je znaleźć, w Polsce też - dodaje.

Wszyscy jednak zapewniają, że walka z korupcją od kilku lat przybierała na sile. - Do tego stopnia, że placówki dyplomatyczne z całego świata co rusz odwoływały spotkania w Rumunii. Dlaczego? Bo rozmówcy trafiali do aresztu i nie było z kim się spotkać - wyjaśnia. Dodaje, że młode pokolenie chce to zmienić. - Od pewnego czasu nie ma tygodnia, by skorumpowani urzędnicy nie trafiali do aresztu. Tam, gdzie jest ich miejsce. Walkę z korupcją zapowiedział trzy lata temu nowy prezydent kraju Klaus Iohannis - dodaje.

- Moi znajomi wrócili z uczelni zagranicznych i chcą budować lepszą Rumunię. Wychodzą na ulicę i zakładają partie nie dlatego, żeby coś zgarnąć dla siebie. Oni po prostu wierzą, że w ten sposób są w stanie zmienić kraj - tłumaczy Anna.

"Młodzi wrócili zza granicy, by zmieniać kraj"

Tomasz jest przekonany, że Rumunia to dobre miejsce do prowadzenia biznesu. - Przez ostatnie lata kraj się zmieniał. Inwestycje cały czas się rozkręcają. A jeżeli chodzi o przedsiębiorców, to nie znam bezpieczniejszego miejsca - mówi. - Otoczenie w Rumunii jest przyjaźniejsze niż w Polsce. Mówię o prawie, mówię o praktykach, mówię o urzędnikach - opowiada.

I tłumaczy, że zabezpieczeniem transakcji są czeki bankowe. Można nimi dalej płacić lub je zrealizować w określonym terminie. A jeżeli kontrahent nie ma środków w tym momencie, to będzie miał problemy. Dostanie chociażby zakaz kierowania firmą.

- Wystarczy zerknąć w papiery i widać, czy firma przekazywana z rąk do rąk na ciocię, bo płatności nie były realizowane. Oczywiście i tak trzeba iść do sądu, ale łatwo dojść do tych, którzy często kombinują - wyjaśnia.

Polska jest tu znana

- Rumunii znają Polskę, kojarzą ją bardzo pozytywnie. Dlatego Polacy tutaj nie mają żadnych problemów - wyjaśnia Alina. "Solidarność" i Lech Wałęsa, Henryk Sienkiewicz. Z tym Rumunom kojarzy się nasz kraj.

Polskę mają też w sklepach. - To był dla mnie drugi szok. Produkty z Polski są po prostu ogólnodostępne. Na dodatek metka "Made in Poland" coś znaczy. Jest szanowana - tłumaczy Tomasz.

Od kilku lat kraj podbijają produkty m.in. z wadowickiego Maspexu. Zresztą firma kilka lat temu była największym inwestorem z Polski. Przeznaczała na rozwój lokalnych fabryk kilkadziesiąt milionów rocznie. Efekt? Tymbark i Kubuś są na większości sklepowych półek. Maspex do Rumunii zawędrował prawie 20 lat temu.

W sumie polski eksport do tego kraju to mniej więcej 10 mld zł. Dla Polski to ważniejszy rynek niż Ukraina czy Austria.

źródło: Archiwum prywatne/Filip Stanisławski

Co jeszcze zaskakiwało Polaków? Powszechna znajomość angielskiego. Opowiada mi o tym i Alina i Tomasz. Zdaniem Aliny wyjaśnienie jest proste. - W tamtejszej telewizji nie ma lektorów. Filmy zagraniczne mają napisy, dlatego każdy się osłuchuje - wyjaśnia Alina.

Jak przekonują Polacy do Rumunii wcale nie trzeba przyjeżdżać tylko do pracy. To kraj atrakcyjny dla szukających wypoczynku. Bo - jak przekonują wszyscy - jest po prostu piękna. I znacznie atrakcyjniejsza niż oblegana w lecie Bułgaria.

Sighi?oara, jedno z miast Siedmiogrodu. Na zdjęciu Oliwia - córka pani Ani źródło: Archiwum prywatne/Anna Maria

- W momencie kiedy zacząłem podróżować autem po kraju poznałem jego prawdziwe piękno. Nie jest jeszcze tak skomercjalizowany dzięki czemu znaleźć tu można wiele interesujących zakątków. Każdy będzie zadowolony. Rodzina z odwiedzin wróciła zachwycona - opowiada Filip.

Alina i Anna zjeździły już cały kraj. - Przyznam się szczerze, że nie znam tak dobrze Polski, jak poznałam Rumunię - odpowiada Anna. Z córką uwielbia odwiedzać Siedmiogród.

źródło: Archiwum prywatne/Filip Stanisławski

Pracujesz w wyjątkowym miejscu? Prowadzisz biznes "na końcu świata"? Napisz do nas o tym. Chętnie opiszemy twoją historię. Adres e-mail: Mateusz.Ratajczak@grupawp.pl

wiadomości
gospodarka
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(163)
Luna
7 miesięcy temu
Tylko te biedne psy!!!!walęsające się po ulicach , ciągle zabijane przez samochody. To mi dyskwalifikuje ten kraj aby tam zamieszkać. Szukam gdzie się wyprowadzić bo w Polsce będzie bardzo źle ten rząd co wygrał wybory 2023 to zrujnuje nasz kraj. Trzeba się wyprowadzić
bartek
3 lata temu
Maja rope i gaz , i szybko dadza sobie rade bez dlugow.
vit londyn
4 lata temu
RUMUNI PRZYJAZNI jak cie moga okraść to tak , w Londynie to pracija za grosze i kradna NA POTĘGE na budowie ukradną wszystko - nawet rzeczy warte 1 funta , w sklepach to policja jest parę razy dziennie i kto rumunki , panienki w tylko majtkach obok bankomatu w piątki Rumunki , bez maseczek w metro kto Rumuni, i tak dalej aaa głośno rozmawiają w pabach kto Rumuni , aaa kawa jest za 1,60 i delewka gratis to dolewają 5 razy a zapłacili za 2 kawy kto Rumuni , do autobusu cisną na plecy i okradaja plecaki np.STRATFORD London , KTO RUMUNI, SAM DOSWIADCZYŁEM JAK MI ROZPIELI PLECAK TYLKO SIE SZYBKO OCKNOŁEM ,ŻE JESTEM WŁASNIE OKRADANY , RUMUNI - CO JESZCZE MACIE ???
adas
6 lat temu
Ostatnio bylem na wycieczce w Rumunii i potwierdzam,ze jest to ciekawy i przyjazny nam kraj!Poziom zycia wcale nie odbiega od naszego,a fury jezdza tu chyba nawet lepsze jak u nas!Nasluchalem sie przed wyjazdem do tego kraju wielu stereotypow,ktore wogole sie nie potwierdzily!Jedyna sprawa,ktora mnie zaniepokoila jest spora ilosc bezdomnych psiakow,ktore sie bardzo boja ludzi,choc nie sa glodne,ale odnosze wrazenie,ze sa zle traktowane i przeganiane!Tak po za tym polecam Rumunie,bo Polska i Rumunia to bratnia Unia!
iurisprudenti...
6 lat temu
Rumunię trudno zrozumieć Polakowi. Dlaczego? Powiedziała mi to właścicielka pesiunei SubCetate w Devie: - bo Polska ma zaledwie 1000 lat, a Rumunia 3000 lat (Rzymska Prowincja Dacia). Nic dodać, nic ująć. To jest stara kultura, a my jesteśmy nuworyszami, pariasami, ...... więc pełni kompleksów opowiadamy brednie o Rumunii. A Rumunia to cudowny kraj, z cudownymi ludźmi. Trzeba tam jechać autem, na prowincję, do ludzi, zwiedzić klasztory (Polovragi, Horezu) zobaczyć historię w zamku królewskim w Sinaji, sanktuarium narodowym Curtea De Argesz, Przejść przez dzikie góry, poczuć i zobaczyć wolność w przyrodzie, kulturze, obyczajach .... Jedźcie tam bez chwili namysłu....!
...
Następna strona