VIP-y przestaną latać z LOT-em. W 2018 r. trafią pod skrzydła wojska
Nie LOT, a wojsko będzie odpowiadać za lotniczy transport najważniejszych osób w Polsce. MON zapowiada utworzenie specjalnego centrum operacyjnego, które ma m.in. zapobiegać sytuacjom, w których na pokładzie znajdzie się więcej osób niż miejsc.
VIP-y przestaną latać embraerami pilotowanymi przez pilotów LOT-u najpóźniej w połowie przyszłego roku - donosi we wtorek "Dziennik Gazeta Prawna". Zadanie to ma przejąć stacjonująca na Okęciu 1 Baza Lotnictwa Transportowego.
- Chodzi o likwidację wszystkiego, co było złe, i pozostawienie tego, co było elitarne i dobre - tłumaczy dziennikowi Bartosz Kownacki, wiceminister obrony narodowej.
Jak dodaje, resort rozpatruje wariant odtworzenia struktury, która byłaby "czymś podobnym" do 36 Pułku Specjalnego.
- Ona zajmowałaby się tylko i wyłącznie transportem najważniejszych osób z państwie - powiedział Kownacki "DGP".
Zobacz też: Poniatowski zamiast Tupolewa. MON zakupił nowe samoloty dla VIP-ów
Jak tłumaczy wiceminister, model ma być docelowo oparty na wojsku - czterech gulfsreamach i dwóch boeingach, choć MON dopuszcza możliwość powiększenia floty.
- Z prostego powodu: LOT nie ma tak wyposażonych samolotów, jak te, które my kupujemy. Gulfstreamy i boeingi nie są zwykłymi maszynami cywilnymi. Mają specyficzne wyposażenie. Na takich maszynach nie mogą latać piloci LOT-u - mówi gazecie Kownacki.
Umowa z LOT obowiązuje do grudnia 2017 roku, ale - jak zapowiada Kownacki - potrawa nieco dłużej. Ministerstwo chce czarterować od przewoźnika jeden samolot do połowy 2018 roku.
- Przez pewien czas będziemy działali na zasadzie: jeden monowski boeing 737, jeden embraer lotowski, ale już niekoniecznie w biało-czerwonych barwach, tylko w barwach LOT-u - wyjaśnia wiceminister.
Kownacki zapowiada też, że "w ramach przebudowy systemu zarządzania lotami VIP-ów powstanie Centrum Operacyjne w 1 Bazie Lotnictwa Transportowego w Warszawie".
- Do tego centrum będą spływały wszystkie prośby i informacje o sytuacjach nagłych, np. dane o pasażerach, którzy mogą pojawić się na pokładzie w ostatniej chwili, o opóźnieniu wylotu, wcześniejszym wylocie etc. Centrum będzie decydowało, czy da się to zrobić, czy nie. VIP nie będzie miał kontaktu z załogą w tej kwestii. Nie będzie mógł wejść do kokpitu czy na płycie lotniska zapytać: Kapitanie, czy da się zabrać jeszcze pięciu dodatkowych dziennikarzy? Ta informacja najpierw dotrze do centrum i tam będzie analizowana. Jeśli nie spłynie wcześniej, to taki nagły wariant w ogóle nie będzie rozpatrywany - podkreślił Bartosz Kownacki.
Rozwiązanie to, jak pisze "DGP", ma zapobiec powtórkom sytuacji takich jak wydarzenia na lotnisku w Londynie w listopadzie 2016 r. W czasie powrotu polskiej delegacji w rządowym samolocie znalazło się więcej osób niż było miejsc siedzących. Dopiero zdecydowana interwencja kapitana doprowadziła do usunięcia ich z pokładu.
"DGP" przypomina, że po katastrofie 10 kwietnia 2010 roku rząd Donalda Tuska zrezygnował z usług wojska, przekonując, że piloci LOT-u podlegają znacznie bardziej restrykcyjnym wymogom niż wojskowe siły powietrzne, a latanie z nimi jest bezpieczniejsze.