Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
świat
30.01.2017 19:46

Trump podzielił i wkurzył Amerykanów. Wiele firm nie szczędzi krytyki

Szefowie części amerykańskich firm skrytykowali prezydenta USA Donalda Trumpa za ogłoszone w piątek restrykcje dotyczące wjazdu niektórych cudzoziemców do USA. Ograniczają one prowadzoną przez korporacje globalną politykę rekrutacji pracowników. Swoje poparcie dla protestów wyraził były prezydent USA Barack Obama.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Associated Press)

"Nie popieramy tych działań ani jakichkolwiek innych, które są sprzeczne z wartościami naszej firmy" - napisali szefowie koncernu samochodowego Ford Motor: prezes koncernu Bill Ford Jr. oraz dyrektor generalny Mark Fields. Dodali, że firmie nie jest znany choćby jeden przypadek pracownika dotkniętego nowymi przepisami.

Fields dwukrotnie spotkał się w ub. tygodniu z Trumpem, by rozmawiać o sprawach gospodarczych. W czasie kampanii przed wyborami prezydenckimi w listopadzie ub. roku Trump ostro krytykował Forda za przeniesienie części produkcji do Meksyku. W ostatnich tygodniach prezydent chwalił jednak koncern za ogłoszenie nowych inwestycji w USA.

Ford ma siedzibę w Dearborn w stanie Michigan, gdzie żyje jedna z największych amerykańskich społeczności o korzeniach arabskich.

Agencja Reutera prosiła o ustosunkowanie się do decyzji Trumpa także przedstawicieli takich producentów aut, jak General Motors, Fiat Chrysler Group NV, Toyota Motor i Honda Motor, ale firmy te odmówiły komentarza. Dekret Trumpa skrytykował natomiast szef koncernu Tesla Motors Elon Musk.

Francuska agencja AFP zauważa, że poza branżą nowych technologii, szefowie wielkich amerykańskich firm starali się nie drażnić nowego prezydenta, który w kampanii obiecywał firmom w USA obniżenie podatków i zmniejszenie obciążeń regulacyjnych.

Spór między firmami a prezydentem

Niemniej według AFP sprawa imigracji stała się okazją do pierwszego sporu między Trumpem a amerykańskimi firmami. Agencja podkreśla, że najgłośniej protestowali szefowie firm z innowacyjnej i zatrudniającej tysiące zagranicznych specjalistów Doliny Krzemowej: Apple, Microsoft, Google, Facebook, Airbnb czy Netflix.

"Apple nie istniałby bez imigracji" - powiedział szef firmy Tim Cook. Dziennik "Financial Times" przypomina, że ojciec Steve'a Jobsa, współzałożyciela Apple'a, był syryjskim imigrantem. Szef Netflixa Reed Hastings określił zakaz wprowadzony przez Trumpa jako "nieamerykański".

Szef Nike, Mark Parker, również oświadczył, że nie popiera prezydenckiego dekretu. Jego zdaniem uderza on w różnorodność, która jest wartością dla firmy Nike.

Także Lloyd Blankfein, szef wielkiego banku Goldman Sachs, oświadczył, że jest przeciwny polityce imigracyjnej prowadzonej przez Trumpa. "Gdyby dekret miał być stosowany w obecnej formie, przyznaję, że istnieje ryzyko zakłóceń dla firmy, a zwłaszcza dla niektórych naszych pracowników i ich rodzin" - powiedział.

Banki Citigroup, Bank of America i Morgan Stanley odmówiły komentarza.

Konkretne działania zapowiedziały dwie firmy: Starbucks obiecał zatrudnić 10 tys. uchodźców przez najbliższe pięć lat w kilkudziesięciu krajach. Pośrednicząca w rezerwacji noclegów firma Airbnb zaproponowała ze swej strony darmowe miejsca do spania dla osób, które ucierpią na skutek dekretu Trumpa: zarówno uchodźców, jak i podróżnych, którzy utknęli na lotniskach z powodu zakazu wjazdu do USA.

Obama poparł protestujących Amerykanów

Barack Obama popiera protesty przeciwko dekretowi swojego następcy Donalda Trumpa, wstrzymującego przyjmowanie uchodźców i zakazującego wjazdu do USA obywatelom siedmiu krajom muzułmańskich.

Rzecznik byłego prezydenta Kevin Levis podkreślił, że Barack Obama "fundamentalnie sprzeciwia się" pomysłowi dyskryminowania ludzi ze względu na ich religię. Lewis powiedział, że Obama jest poruszony skalą społecznego zaangażowania Amerykanów w ostatnim czasie. "Obywatele korzystający ze swojego prawa do zgromadzeń, organizujący się i sprawiający, że ich głos jest słyszany przez ich reprezentantów - to jest to co chcemy widzieć, kiedy amerykańskie wartości są zagrożone" - dodał Kevin Levis.
To pierwsze oświadczenie Baracka Obamy po tym, jak opuścił Biały Dom.

W Stanach Zjednoczonych nasilają się protesty przeciwko dekretowi Donalda Trumpa. Wyjątkowo liczne były niedzielne manifestacje - w sumie na ulice amerykańskich miast wyszło kilkaset tysięcy ludzi. Protestuje także świat arabski, a także muzułmanie z innych części świata.

O co chodzi w dekrecie Trumpa?

Dekret prezydenta Donalda Trumpa zawiesza do odwołania przyjmowanie uchodźców z Syrii, a uchodźców z innych krajów - na 120 dni. W tym czasie władze USA mają sprawdzić, z których krajów uchodźcy stanowią najmniejsze ryzyko. Dekret przewiduje także wstrzymanie przez 90 dni wydawania amerykańskich wiz obywatelom krajów muzułmańskich mających problemy z terroryzmem. Dotyczy to obywateli Iraku, Syrii, Iranu, Sudanu, Libii, Somalii i Jemenu.

Tagi: świat, usa, prawo, przedsiębiorczość, rząd, pap, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka światowa
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
31-01-2017

MolaTrump jednoznacznie określił USA jako wroga muzułmanów. I możecie mnie nie wiem jak łapkować w dół ale na efekty długo nie będzie trzeba czekać....kto … Czytaj całość

30-01-2017

Dokładny[QUOTE] Swoje poparcie dla protestów wyraził były prezydent USA Barack Obama. [/QUOTE] Przecież Barak Hussein Obama jako sunicki muzułmanin nigdy by … Czytaj całość

31-01-2017

MagCiekawe,że o innych wkurzonych i podzielonych Amerykanach nie pisaliście za Obamy, Clinton. Ci którym Clinton, Obama nie odpowiadał dla.lewaków nie … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (9)