Lekarze dostaną podwyżki. Szpitale boją się kolejnej fali żądań
Od 1 lipca wzrosną minimalne wynagrodzenia w ochronie zdrowia. Lekarze specjaliści zyskają ponad 1 tys. zł brutto miesięcznie. Dyrektorzy szpitali obawiają się jednak, że za ustawowymi podwyżkami dla etatowców pójdą kolejne żądania finansowe ze strony lekarzy pracujących na kontraktach - opisuje rynekzdrowia.pl.
Od 1 lipca wzrosną minimalne wynagrodzenia pracowników ochrony zdrowia. Podwyżki wynikają z ustawy, która uzależnia wysokość płac od przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej oraz współczynnika przypisanego do danego stanowiska.
Z danych GUS wynika, że przeciętne wynagrodzenie w gospodarce wzrosło w ubiegłym roku o 8,82 proc. To oznacza automatyczny wzrost minimalnych pensji w sektorze zdrowia.
Lekarz specjalista będzie od lipca zarabiał co najmniej 12 910,16 zł brutto, czyli o 1046,67 zł więcej niż obecnie. W przypadku lekarza bez specjalizacji minimalne wynagrodzenie wzrośnie do 10 595,24 zł brutto, co oznacza podwyżkę o 858,99 zł. Według szacunków koszt tegorocznych podwyżek wyniesie około 4,5 mld zł, a w skali całego roku około 9 mld zł.
Stałe bazy NATO. Ujawnia, jakich przywilejów potrzeba
Szpitale obawiają się presji płacowej
Dyrektorzy placówek medycznych zwracają uwagę, że ustawowe podwyżki dla pracowników zatrudnionych na etatach zwykle prowadzą do wzrostu oczekiwań finansowych lekarzy pracujących na kontraktach.
Jak wskazuje Marek Tombarkiewicz, dyrektor szpitala w Sandomierzu, w poprzednich latach resort zdrowia przyjmował bardziej korzystne warianty finansowania, co pozwalało uwzględniać również oczekiwania kontraktowców. Tym razem sytuacja może być trudniejsza.
W rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl dyrektor podkreśla, że lekarze powinni ostrożnie podchodzić do negocjacji płacowych. Zwraca uwagę, że część szpitali oferuje wyższe stawki, ale jednocześnie zmaga się z problemami finansowymi i opóźnieniami w wypłatach.
Niektóre specjalizacje mają bardzo silną pozycję
Podobnie sytuację ocenia Tomasz Kopiec, dyrektor SP Szpitala Klinicznego im. prof. W. Orłowskiego w Warszawie. Jego zdaniem oczekiwania kontraktowców nie są formą szantażu, lecz konsekwencją realiów rynku pracy i utrzymujących się braków kadrowych.
Szczególnie mocną pozycję negocjacyjną mają obecnie anestezjolodzy, radiolodzy oraz lekarze medycyny ratunkowej. W przypadku tych specjalizacji szpitale często muszą wybierać między zaakceptowaniem wyższych stawek a ryzykiem utraty kluczowych pracowników.
Dyrektorzy placówek medycznych podkreślają, że niedobór specjalistów sprawia, iż możliwości negocjacyjne szpitali są ograniczone. W praktyce odejście pojedynczego lekarza może oznaczać poważne problemy z zapewnieniem ciągłości świadczeń dla pacjentów.