Podczas piątkowych wystąpień w Sejmie Łukasz Mejza, obecnie poseł niezrzeszony, który w kwietniu został wyrzucony z klubu PiS, mówił o obietnicach Donalda Tuska, nawiązał m.in. do cen paliw.
– I najsłynniejsza obietnica – paliwo po 5,19 zł. Tutaj Donald Tusk przebił samego siebie. Bo paliwo nie jest po 5,19, tylko po 3 zł. Szkoda tylko, że dla Ukraińców, bo Polacy nadal tankują po 8 zł za litr – krzyczał z sejmowej mównicy.
Teza, że Polska sprzedaje paliwo Ukrainie tanio, a tymczasem polscy kierowcy płacą za nie słono, pojawia się w przestrzeni publicznej od wiosny. To manipulacja, która nakręca niechęć do obywateli Ukrainy. Ma wzbudzać kontrowersje i sugerować, że rząd dba bardziej o Ukraińców niż o polskich obywateli, którzy wydają więcej na benzynę czy diesla. Na czym polega? Nieraz tłumaczył to Orlen. Koncern wskazuje, że te twierdzenia opierają się na zestawianiu nieporównywalnych danych.
Mejza zadrwił z Tuska. Kamery nagrały reakcje premiera
Orlen: porównywane są różne ceny
21 lipca Orlen przekazał money.pl, że średnia cena ok. 2,94 zł za litr dotyczy eksportowej ceny netto oleju napędowego sprzedawanego na Ukrainę. Jak wyjaśniła spółka, zestawianie tej wartości z detaliczną ceną paliwa na polskich stacjach prowadzi do błędnych wniosków.
Sednem tej manipulacji jest zestawienie ceny eksportowej netto z krajową ceną paliwa zawierającą podatki i inne obciążenia fiskalne – przekazał Orlen w odpowiedzi dla money.pl.
Koncern podkreślił, że paliwo eksportowane nie jest obciążone polską akcyzą, VAT-em ani pozostałymi krajowymi opłatami. Z tego względu jego cena netto jest naturalnie niższa od ceny widocznej na dystrybutorach.
Spółka podkreśla również, że sprzedaż paliw na Ukrainę odbywa się na zasadach komercyjnych i przynosi zysk.
Koncern już wcześniej mówił o dezinformacji
Podobne wyjaśnienia Orlen publikował już w maju. Spółka wskazywała wówczas, że rozpowszechniane w internecie zestawienia wykorzystują prawdziwe dane dotyczące eksportu, ale prowadzą do nieprawidłowych wniosków poprzez porównywanie różnych kategorii cen.
Według Orlenu średnia cena eksportowa wynosiła 2,94 zł za litr, natomiast porównywalna cena krajowa – po odliczeniu podatków i innych danin – była niższa i wynosiła około 2,84 zł za litr. Oznacza to, że na porównywalnych zasadach paliwo sprzedawane w Polsce było tańsze od tego eksportowanego na Ukrainę.
Spółka podkreślała wtedy również, że na sprzedaży paliw za granicę zarabia, a rozpowszechnianie niepełnych informacji może prowadzić do błędnych ocen działalności firmy. Zapowiedziała także zgłoszenie sprawy właściwym organom.
Ekspert: porównywane są dwie różne ceny
Na podobny problem zwracał wcześniej uwagę Dawid Czopek, ekspert rynku paliwowego. W rozmowie z money.pl wyjaśniał, że paliwa sprzedawane za granicę są wyceniane według światowych notowań i rozliczane w cenach netto, bez podatków obowiązujących na rynku krajowym.
Jak podkreślał, w handlu międzynarodowym marże są niewielkie, zwykle wynoszą od 1 do 2 proc., jednak przy sprzedaży liczonej w milionach czy miliardach litrów transakcje pozostają opłacalne. Dlatego eksport paliw na Ukrainę ma charakter czysto biznesowy i przynosi zysk.
Ekspert przypominał również, że porównywanie eksportowej ceny netto z detaliczną ceną na polskich stacjach jest błędem, ponieważ znaczną część rachunku za paliwo w Polsce stanowią podatki i opłaty. W przypadku benzyny oraz oleju napędowego daniny publiczne odpowiadają za około 40–50 proc. ceny przy dystrybutorze.
Zwracał też uwagę, że mimo niższych podatków w Ukrainie kierowcy nie tankują taniego paliwa. Według aktualnych danych litr benzyny Pb95 kosztuje tam ok. 6,90 zł, a oleju napędowego ok. 7,57 zł. Dla porównania, według prognoz Reflex w przyszłym tygodniu średnia cena Pb95 w Polsce ma wynieść ok. 7,55 zł za litr, a diesla 8,19 zł.