Notowania

Upadłość SK Banku: syndyk zwolnił pracowników. Miesiąc później zwolnił ich drugi raz

- Pięć lat pracowałem w tym banku i nigdy nie dostałem umowy o pracę na stałe. Raz nawet za karę dostałem umowę zlecenie. Kara była za to, że nie otwierałem nowych kont, chociaż pracowałem w dziale kredytów – skarży się pracownik SK Banku. Kara była głównie po to, żeby nie musiał zostać zatrudniony na stałe. Kiedy bank upadł, mógł zostać zwolniony niemal z dnia na dzień. Takich osób jak on jest dziś około 60, wszyscy zostali na lodzie, choć niektórzy pracowali w tym banku nawet kilkanaście lat.

Podziel się
Dodaj komentarz
(bolesław waledziak)

- Pięć lat pracowałem w tym banku i nigdy nie dostałem umowy o pracę na stałe. Raz nawet za karę dostałem umowę zlecenie - ujawnia money.pl były już pracownik SK Banku. Takich osób jak on jest dziś około 60. Wszyscy zostali na lodzie, choć niektórzy pracowali tam po kilkanaście lat. W umowach pogubił się nawet syndyk, który pracowników zwolnił dwukrotnie.

W grudniu 2015 r. sąd ogłosił pierwszą od 15 lat upadłość w bankowości. Padł Spółdzielczy Bank Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie, znany jako SK Bank. Klientów uratował Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który w takich sytuacjach wypłaca depozyty do kwoty 100 tys. euro.

O pracownikach upadłego banku mówi się niewiele. Tymczasem okazuje się, że od lat zatrudniano w nim ludzi na umowy na czas określony, choć już nie wolno tak robić. Teraz syndyk wręcza im wypowiedzenia z 14-dniowym okresem wypowiedzenia.

Bezrobocie z dnia na dzień

Pan Marek przepracował w SK Banku ponad pięć lat. Zaczął w 2011 r, skończył 31 marca 2016 r. Wypowiedzenie z taką datą wręczył mu syndyk, który teraz rządzi w banku.

Po pięciu latach pracy pan Marek miał 14 dni na spakowanie swoich rzeczy. Dlaczego nie trzy miesiące? Bo bank miał taką politykę.

- Pracując w SK Banku było się skazanym na ciągłe umowy na czas określony. W moim przypadku przez pięć lat pracy zawarłem cztery umowy, w tym pierwsza na okres próbny oraz jedna umowa-zlecenie. Tę ostatnią dostałem za karę, bo pracując w zespole kredytów, nie zakładałem kont osobistych. A ja na to zwyczajnie nie miałem czasu. Często pracowałem po 10-11 godzin plus dojazdy – opowiada rozgoryczony pracownik.

Jest przekonany, że "kara" była po to, by przerwać ciągłość umów o pracę na czas określony i nie podpisać z nim kolejnej już bezterminowej umowy. Spośród 300 pracowników SK Banku, razem z nim wypowiedzenia niedawno otrzymało ok. 60 osób.

- Umowy były często aneksowane, by w ten sposób uniknąć łamania prawa, a z tego, co do mnie dotarło, to są osoby, które miały nawet po kilkanaście umów o pracę na czas określony w przeciągu kilkunastu lat – twierdzi zwolniony pracownik.

Taka osobą była pani Bożena, która przepracowała w banku 9 lat. W tym czasie podpisała wiele umów o pracę, żadnej na czas nieokreślony. Wypowiedzenie również dostała 14-dniowe.

- Szuka pani pracy? - pytam. - Proszę pani, ja mam 54 lata, a w bankach teraz z pracą jest słabo. Nikt mnie już nie zatrudni - mówi zrezygnowana. Ale nie odpuszcza. Idzie walczyć do sądu.

Dlaczego pracownicy nie walczyli o swoje prawa wcześniej? - Część z nas akceptowała taką sytuację, ponieważ wolała pracować z taką umową niż być na bezrobociu. W moim przypadku było trochę inaczej. Myślałem, jak wielu, że po wejściu do Unii Europejskiej każda trzecia umowa o pracę z mocy prawa pracy traktowana jest jako umowa o pracę na czas nieokreślony, niezależnie jak była zatytułowana - tłumaczy pan Marek.

Dopiero gdy w sierpniu 2015 r. do banku wszedł zarząd komisaryczny, pracownicy poczuli się zaniepokojeni. - Zaczęliśmy sprawdzać naszą sytuację prawną. Wtedy okazało się, że wcale tak nie jest, można nas zwolnić z dnia na dzień - mówi.

Sam poszedł w końcu do Państwowej Inspekcji Pracy. - Później dołączyli do niego koledzy i koleżanki z pracy w różnych miastach. Niestety, okazało się, iż nic nie dzieje się z mocy prawa i aby nadać bieg sprawie, należy złożyć stosowny pozew do sądu pracy - relacjonuje.

Ruszyły więc masowe pozwy, indywidualne i grupowe - w pierwszej kolejności do sądu pracy skierowano wnioski o ustalenie stosunku pracy, czyli o uznanie ich umów za umowy na czas nieokreślony. Na pierwsze wyroki pracownicy muszą poczekać.

Zanim do banku wszedł syndyk, SK Bankiem kierował zarząd komisaryczny. Tym, którym kończyły się akurat umowy okresowe, zarząd komisaryczny przedłużał je już zgodnie z prawem pracy, na czas nieokreślony. Niestety,takich osób jest niewiele.

Syndyk zwalnia dwa razy

W tych kontraktach z pracownikami pogubił się nawet syndyk. Najpierw 24 lutego 2016 r. rozesłał wypowiedzenia pracownikom znajdującym się na zwolnieniach lekarskich, urlopach macierzyńskich lub wychowawczych.

Syndyk w piśmie uznał, że rozwiązuje z pracownikiem umowę o pracę z dniem 31 marca 2016 r. Uznał prawo do trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia, ale skrócił je do miesiąca. „Za skrócony okres wypowiedzenia zostanie wypłacone odszkodowanie” – napisał w piśmie.

– Byliśmy zaskoczeni, bo syndyk dobrowolnie uznał nasze umowy jako zawarte na czas nieokreślony – mówi pan Marek. – Sami nie mogliśmy w to uwierzyć – dodaje pani Bożena.

Dokładnie miesiąc później, 24 marca, zwolnieni pracownicy zostali zwolnieni jeszcze raz. Tym razem z 14-dniowym okresem wypowiedzenia i bez prawa do odszkodowania. Jednym słowem syndyk wysłał do nich kolejne pisma, w których uznał, że ich umowy zawarte były jednak na czas określony, w związku z tym nie należy im się dłuższy okres wypowiedzenia.

Dlaczego? Syndyk w piśmie powołuje się na zmiany w Kodeksie pracy z dnia 25 czerwca 2015 roku, które weszły w życie 22 lutego 2016 roku, a więc dwa dni przed jego pierwszym pismem. Mówią one o tym, że pracodawca może zawierać z pracownikami trzy umowy o pracę na czas określony. Czas ten nie może przekraczać 33 miesięcy i nie ma znaczenia, czy pomiędzy poszczególnymi umowami występowały przerwy.

Syndyk twierdzi, że do długości okresu wypowiedzenia w przypadku umów na czas określony nie wlicza się umów z okresu do 21 lutego br. W efekcie zwalnianym pracownikom nie należy się odszkodowanie za wcześniejsze rozwiązanie umowy. Jednocześnie uznał, że pracownikom należy się odprawa, bo zostali zwolnieni z przyczyn niezależnych od siebie. Będzie ona wypłacana w takiej wysokości i terminie, w jakim pozwoli na to sytuacja ekonomiczna upadłego banku.

Pan Marek odprawy nie dostał. – Kilka dni temu dostałem ekwiwalent za niewykorzystany urlop, ale tylko za bieżący rok, za poprzednie nie. Do tego należy mi się dwumiesięczna odprawa i odszkodowanie za skrócony okres wypowiedzenia również w wysokości dwumiesięcznej pensji – wylicza pan Marek, ale kwot nie podaje.

Pani Bożena walczy o odzyskanie 16 tys. zł. – To 3-miesięczna odprawa i skrócony o dwa miesiące okres wypowiedzenia – wyjaśnia.

Pan Marek wysłał do syndyka już pierwsze i drugie wezwanie do zapłaty. Bez odzewu. - Szykuję drugi pozew, tak poradził mi prawnik w Państwowej Inspekcji Pracy. Powiedział, że jest dobrze, bo syndyk w pierwszym piśmie dobrowolnie uznał, że nasze umowy są na czas nieokreślony – twierdzi były pracownik. Czy rzeczywiście?

Syndyk z mediami nie rozmawia

Czy syndyk powinien potraktować pana Marka i innych zwolnionych pracowników jako pracowników zatrudnionych na czas nieokreślony? Zdaniem adwokat Elizy Kuny mógł, ale zapewne nie w każdym przypadku musiał to zrobić. Skoro jednak w pierwszym wypowiedzeniu uznał ich prawo do trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia, pracownicy mają do niego prawo. I nie ma znaczenia, że miesiąc później się z tego wycofał w kolejnym piśmie.

- W mojej ocenie pierwsze oświadczenie o wypowiedzeniu złożone przez syndyka jest skuteczne, nawet jeśli jest wadliwe. Syndyk jedynie za zgodą pracownika mógłby zmienić okres wypowiedzenia, więc umowa się rozwiązała z miesięcznym okresem wypowiedzenia. Tym samym uważam, że pracownicy mają szanse na uzyskanie odszkodowania – komentuje adwokat.

O tym, czy bank zatrudniając ich przez wiele lat na umowach czasowych, łamał prawo i należy ich traktować jak pracowników stałych, zdecyduje sąd. W przypadku pana Marka, może mu nie przyznać racji, bo pracownik sam nie zadbał o swoje interesy.

- Do limitu umów na czas określony nie wlicza się ani umowy zlecenia ani umowy o pracę na okres próbny, w związku z czym de facto pracownik miał dwie umowy – wyjaśnia adwokat Eliza Kuna. - Przed 22 lutego 2016 r. zawarcie trzeciej umowy na czas określony (po wcześniejszych dwóch umowach również na czas określony) powodowało, że stawała się ona z mocy prawa umową zawartą na czas nieokreślony – wyjaśnia adwokat.

Jednak zmiana prawa z 22 lutego 2016 r. spowodowała, że dopuszczalna liczba umów o pracę na czas określony została zwiększona do trzech i dopiero czwarta staje się umową na czas nieokreślony. Co ważne, nie jest do tego konieczne orzeczenie sądu – dzieje się to automatycznie.

- Fakt, że pracownik pracuje wiele lat, nie jest podstawą do uznania, że należy go traktować jako osobę z umową na czas nieokreślony - podkreśla Eliza Kuna. O tym decyduje sąd. Podobnie jak o wypłacie odszkodowań dla pracowników. I o tym, które pismo syndyka było ważne.

Co na to syndyk? Nie wiadomo, bowiem Andrzej Wrzesiński, który prowadzi postępowanie, nie chce rozmawiać z mediami. Jego biuro twierdzi, że akurat go nie ma, na pytanie, kiedy jest szansa zastać go pod stacjonarnym numerem telefonu, dowiadujemy się, że sprawy SK Banku i tak nie może komentować. Nie otrzymaliśmy również żadnej odpowiedzi na mailowe prośby o kontakt ani pisemnej odpowiedzi na pytania o sytuację zwolnionych przez niego pracowników banków.

Dobra wiadomość jest taka, że pracownicy są w drugiej grupie wierzycieli. Z majątku upadłego banku najpierw zostaną pokryte koszty postępowania upadłościowego, a więc opłaty sądowe, wynagrodzenie syndyka, ale również pracowników, którzy wciąż w firmie pracują.

Roszczenia zwolnionych pracowników zostaną zaspokojone w drugiej kolejności, dopiero za nimi następny w kolejce jest urząd skarbowy, ZUS i trzy kolejne kategorie wierzycieli.

Tagi: upadek sk banku, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz