Notowania

Ustawiony przetarg NIK na samochody? Warunki zamówienia z góry wskazały zwycięzcę

Parametry zamówienia były tak wyśrubowane i szczegółowe, że w wyścigu liczył się tylko jeden model samochodu i to on wygrał. Innych ofert nawet nie złożono.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Jacek Bereźnicki)

Kontroluje instytucje publiczne i bezlitośnie wytyka błędy w prowadzonych przez nie przetargach, ale sama nie potrafi ustrzec się przed patologiami, z którymi walczy u innych. W poniedziałek Najwyższa Izba Kontroli poinformowała o wyborze najkorzystniejszej oferty w przetargu na samochody dla swojego ścisłego kierownictwa. Parametry zamówienia były tak wyśrubowane i szczegółowe, że w wyścigu liczył się tylko jeden model samochodu i to on wygrał. Innych ofert nawet nie złożono. Po publikacji tego artykułu NIK poinformował, że poprosi Urząd Zamówień Publicznych o kontrolę przetargu.

Aktualizacja: 17:25

- Oczywiście tak być nie może. Prezes Urzędu Zamówień Publicznych wielokrotnie występował do sądu o unieważnienie takiej umowy - stwierdził Dariusz Ziembiński, ekspert BCC do spraw zamówień publicznych, oceniając dla Money.pl prowadzony przez NIK przetarg.

- Z opinii specjalistów wynika, że przetarg został ustawiony pod wyłącznie jeden model samochodu - nie owija w bawełnę Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

- Takie przetargi już przestały się zdarzać, a jeśli już się zdarzają, to w jakichś małych gminach, gdzie wójt ma kaprys, by jeździć sobie konkretnym modelem samochodu. Jednak w przypadku instytucji publicznych taka sytuacja jest nie do pomyślenia, nie mówiąc już o takiej instytucji jak NIK - mówi w rozmowie z Money.pl kolejny ekspert od zamówień publicznych, który zastrzegł sobie anonimowość.

Przypomnijmy, że 14 lipca NIK ogłosił przetarg na dostawę 5 samochodów osobowych o łącznej wartości mniejszej niż równowartość 134 tys. euro (około 555 tys. zł przy kursie 4,14 zł za euro), czyli około 111 tys. zł za sztukę.

"NIK zamawia pięć samochodów w cenie ok 120 - 130 tysięcy złotych za jeden pojazd dla wiceprezesów Izby, którzy nadzorują kontrole w całym kraju, dla dyrektora generalnego, który odpowiada za majątek NIK we wszystkich województwach oraz dla wydziału zagranicznego, który zajmuje się obsługą spotkań międzynarodowych" - napisał w mailu do Money.pl Paweł Biedziak, rzecznik NIK-u, wyjaśniając powód zorganizowania przetargu.

Wymagania urzędników były zdumiewająco wysokie - w specyfikacji istotnych warunków zamówienia wymieniono takie parametry jak m.in. silnik benzynowy o pojemności minimum 1980 cm3 o mocy co najmniej 200 KM i 340 Nm momentu obrotowego, skrzynia automatyczna o przynajmniej 6 przełożeniach, minimum dwustrefowa klimatyzacja, reflektory minimum ksenonowe, nawigacja z ekranem o przekątnej co najmniej 6 cali, welurowe dywaniki, etc.

Jeśli przy cenie około 111 tys. zł za samochód już samo wyposażenie tego rodzaju poważnie zawęża wybór potencjalnych modeli dostępnych na polskim rynku, w opisie zamówienia jeszcze dołożono inne, trudne do spełnienia razem parametry, m.in. długość nadwozia typu sedan wynosząca co najmniej 4760 mm, szerokość - 1830 mm, rozstaw osi - 2780 mm, emisja CO2 w cyklu mieszanym max 170 g/km, spalanie w cyklu mieszanym max 9 l/100km.

Niejako na deser, urzędnicy NIK zażyczyli sobie, by samochody były wyprodukowane w 2015 roku i nie pochodziły z ekspozycji.

W poniedziałek 3 sierpnia na stronie NIK pojawił się nowy dokument - zawiadomienie o wyborze najkorzystniejszej oferty w prowadzonym przetargu na samochody. Jako zwycięzcę wskazano spółkę Bohemian Motors, dealera Škody z podwarszawskich Falent. Pozostałe dwie oferty, które uzyskały mniejszą liczbę punktów, także pochodziły od dealerów czeskiej marki - Inter Auto z Krakowa i CRH Żagiel z Lublina.

Money.pl zwrócił się do rzecznika NIK Pawła Biedziaka o przekazanie informacji, jaki model oferowany przez zwycięzcę został wybrany w przetargu, ale przedstawiciel Izby odmówił odpowiedzi na to pytanie. "Nie udzielamy takich informacji przed podpisaniem umowy i wyczerpaniem całej procedury (możliwe odwołania itp.). Wszystkie ustawowo wymagane informacje są zamieszczone w BIP" - napisał Paweł Biedziak w mailu przesłanym Money.pl.

Paweł Biedziak nie chciał nam na przykład wyjaśnić, w jaki sposób 200-konny silnik benzynowy pod maską przyczyni się do realizacji ustawowych zadań Izby ani dlaczego, przyjmując taki zestaw parametrów zamówienia, praktycznie z góry wskazano zwycięzcę przetargu, w sensie modelu samochodu.

- Z opinii specjalistów wynika, że przetarg został ustawiony pod wyłącznie jeden model samochodu: Škodę Superb III. Jeśli jest inaczej, to niech ci spece z NIK szczegółowo w milimetrach opisujący dopuszczalny rozstaw osi, wskażą publicznie jakiś inny samochód produkowany na świecie, który może odpowiadać wysmażonym przez nich kryteriom! - denerwuje się Cezary Kaźmierczak. - To pokazuje patologię naszego prawa. Gdybyśmy byli normalnym krajem, prezes NIK nie musiałby się uciekać do różnych tricków, tylko otwarcie wyszedłby i powiedział, że z takich i takich powodów, chce kupić parę takich samochodów i poprosi o oferty na ich zakup. I bierze oczywiście za to odpowiedzialność.

Postanowiliśmy zapytać rzecznika NIK, czy warunki przetargu nie są nadmiernie wyśrubowane i czy nie wykluczyły z ubiegania się o realizację zamówienia większości potencjalnych oferentów, a także, czy tym samym NIK nie naraża się na unieważnienie przetargu przez UZP.

"Zagrożenia, o których Pan wspomina w pytaniach są bezprzedmiotowe" - odpisał Paweł Biedziak, zapewniając, że "przetarg jest prowadzony w zgodzie z prawem i obowiązującymi procedurami".

Jak łatwo sprawdzić, warunki zamówienia eliminują z gry niemal wszystkie dostępne w Polsce modele samochodów, które można by brać pod uwagę w tego typu przetargach, przy takim poziomie cen: Citroën C5, Ford Mondeo, Honda Accord, Hyundai i40, Kia Optima, Mazda 6, Peugeot 508, Toyota Avensis (brak silnika benzynowego o mocy co najmniej 200 KM), Renault Laguna (dodatkowo brak nadwozia typu sedan), Opel Insignia (za mały rozstaw osi), Infiniti Q50 (za wąski), Lexus IS (za krótki).

Zaraz po publikacji warunków zamówienia NIK na dostawę samochodów, Money.pl przeanalizował pod tym kątem ofertę samochodów na polskim rynku i ustaliliśmy, że przy założonych parametrach nadwozia, silnika, etc., jedynym modelem, który może sprostać wymaganiom urzędników NIK jest Volkswagen Passat, ale wyłącznie po bardzo dużym rabacie. Taki sedan z 220-konnym silnikiem 2.0 TSI i 6-biegową skrzynią DSG kosztuje bowiem zgodnie z cennikiem minimum 140 090 zł.

Dlaczego nie wzięliśmy pod uwagę Škody Superb? Zdecydował pierwszy punkt opisu parametrów zamówienia: "nadwozie typu sedan - zgodne ze świadectwem homologacji". Škoda Superb (na zdjęciu), nie jest bowiem klasycznym sedanem, lecz hatchbackiem (lub liftbackiem), z otwieraną wraz z tylną szybą klapą bagażnika.

Obowiązujące w Unii Europejskiej przepisy, do których dostosowano rozporządzenie ministra infrastruktury z 24 października 2005 r. w sprawie homologacji typu pojazdów samochodowych i przyczep, stanowią, że hatchback to "kareta (sedan) z podnoszonymi drzwiami z tyłu nadwozia".

fot. materiały prasowe Škoda Auto

Po ogłoszeniu przez NIK wyboru oferty, z którego wynikało, że do przetargu stanęli wyłącznie sprzedawcy Škody Superb, zwróciliśmy się do Volkswagen Group Polska o przedstawienie świadectwa homologacji tego modelu, aby potwierdzić, czy w przypadku Superba formalnie mamy do czynienia z sedanem. Z przesłanego nam skanu fragmentu dokumentu homologacyjnego wynika, że model ten w istocie został zakwalifikowany jako sedan.

Money.pl zwrócił się do Transportowego Dozoru Technicznego, urzędu, który zajmuje się homologacją pojazdów, o wyjaśnienie, w jaki sposób Škoda Superb mogła zostać zakwalifikowana jako sedan, choć spełnia definicję hatchbacka. Eksperci TDT analizują dla nas europejskie przepisy i normy pod tym kątem, ale rozwiązanie tej zagadki może być prozaiczne. Tomasz Grzelak, specjalista Wydziału Homologacji Pojazdów TDT, wskazał na możliwość, że w przypadku klasyfikacji nadwozi pojazdów, niektóre urzędy homologacyjne opierają się jedynie na deklaracjach producentów.

Oznacza to jednak, że Škoda Superb była od początku jedynym modelem, który miał szansę na zwycięstwo w rozpisanym przez NIK przetargu. Ze specyfikacji zamówienia wynika, że zdecydowanie najważniejszym kryterium w wyborze oferty jest cena, za którą można dostać aż 89 punktów na 100 możliwych do uzyskania. W sytuacji, gdy Škoda Superb z 220-konnym silnikiem benzynowym cennikowo kosztuje od 109 tys. zł, konkurencja ze strony droższego o przeszło 30 tys. zł Volkswagena Passata jest czysto teoretyczna. Co więcej, nawet gdyby wybór między tymi modelami był realny, wciąż oznaczałoby to wygraną jednej firmy - dystrybucją samochodów marek Škoda i Volkswagen w Polsce zajmuje się Volkswagen Group Polska.

Money.pl zwrócił się już w poniedziałek do Urzędu Zamówień Publicznych o stwierdzenie, czy skonstruowane przez NIK warunki zamówienia są zgodne z zasadami przeprowadzania przetargów. Czekamy na reakcję UZP, jeśli otrzymamy stanowisko Urzędu, niezwłocznie je opublikujemy.

_ Oświadczenie _

_ Prezes NIK zwrócił się do Prezesa UZP o zbadanie poprawności przeprowadzonego przez Biuro Gospodarcze NIK przetargu na samochody osobowe. Biuro przygotowało specyfikację na pięć samochodów, które mają przejechać w najbliższych kilku latach ponad 200 tysięcy km, zapewniając podróżującym pasażerom bezpieczeństwo i warunki do pracy w trakcie jazdy. Eksperci Biura Gospodarczego przygotowali przetarg zgodnie z obowiązującymi w polskim prawie procedurami, zapewniając możliwość wystartowania w przetargu przedstawicielom różnych marek pojazdów. Niemniej w związku z wątpliwościami jakie pojawiły się w przestrzeni publicznej Prezes NIK zwrócił się z wnioskiem do Prezesa UZP o zbadanie poprawności przeprowadzonego przetargu. _

_ Paweł Biedziak, rzecznik prasowy NIK _

Tagi: przetarg na samochody dla nik, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz