Franczyza też zamknięta w niedziele. Wszyscy zapomnieli o kontrowersyjnym przepisie. Uderzy w 70 tys. sklepów

Prowadzisz sklep spożywczy "U Marioli"? Będziesz mógł go otworzyć w niedzielę. Jednak gdy nad wejściem powiesisz logo franczyzowej sieci abc, Odido czy Żabka, to już handlować nie będziesz mógł. Choć przepis jest absurdalny, a nawet niezgodny z konstytucją, to dotąd nikt nie zgłaszał do niego specjalnych uwag. Według informacji WP money zmian chce już sama "Solidarność".

Obraz
Źródło zdjęć: © materiały prasowe Eurocash
Sebastian Ogórek

Prowadzisz sklep spożywczy "U Marioli"? Będziesz mógł go otworzyć w niedzielę. Jednak gdy nad wejściem powiesisz logo franczyzowej sieci abc, Odido czy Żabka, to już handlować nie będziesz mógł. Choć przepis, który znalazł się w projekcie zakazu handlu w niedzielę jest absurdalny, a nawet niezgodny z konstytucją, to dotąd nikt nie zgłaszał do niego specjalnych uwag. Według informacji WP money zmian chce jednak już sama "Solidarność".

Statystycznemu Polakowi zakaz handlu kojarzyć może się z zamkniętymi galeriami handlowymi, supermarketami czy hipermarketami. To jednak nie do końca prawda. Tylko jeden akapit ustawy o ograniczeniu handlu w niedzielę zamyka na ten dzień aż 70 tys. małych sklepów. Tyle jest bowiem - według raportu firmy Profit - placówek franczyzowych, a ponad połowę stanowią sklepy spożywcze. Sama tylko sieć abc, która jest częścią Eurocashu, ma ok. 8,5 tys. punktów.

Tego typu sklepy prowadzą najczęściej osoby, które postanowiły się zrzeszyć u większego partnera, by móc liczyć na rabaty, spójny marketing i promocje. Sklepy "U Marioli" czy "U Zenka" zmieniają więc tylko szyld, właściciel pozostaje ten sam. Dla niego to często jedyna metoda na podjęcie walki z sieciami dyskontowymi i supermarketami.

Teraz atut franczyzy może stać się sporym utrudnieniem. Projekt ograniczenia handlu w niedziele zakłada bowiem, że franczyzobiorcy będą traktowani na równi z Biedronką, Lidlem, Tesco oraz centrami handlowymi. Logo na sklepie oznaczać będzie, że sklep będzie musiał zostać zamknięty, choćby za kasą chciał stanąć sam właściciel.

- Mam nadzieje, że nie dojdzie do paradoksów i nie będzie na niedzielę zaklejania czarną taśmą logo, byle tylko móc otworzyć swój sklep - słyszmy w jednej z sieci.

W ramach franczyz działają nie tylko sklepy spożywcze, ale też apteki, drogerie, sklepy z odzieżą. Wszystkie musiałyby w niedzielę być zamknięte. W sumie to wspomniane już 70 tys. placówek.

Jak już pisaliśmy w zeszłym roku, propozycja zakazania handlu jest prawdopodobnie niekonstytucyjna. Taką opinię wyraża prof. Marek Chmaj. Twierdzi on, że nie można jednemu przedsiębiorcy pozwalać na handel, a drugiemu - działającemu na tej samej zasadzie tylko z innym logo - już nie.

Rząd PiS zmiażdżył projekt zakazu handlu w niedzielę. W swoim stanowisku czepia się praktycznie wszystkiego. Także w nim jest sugestia, by przepisy zostały poprawione. Jak zapisano, zamiast zamykania wszystkich sklepów, powinno zakazać się jedynie zmuszania franczyzobiorców do otwierania w niedzielę. Powinna to być tylko ich decyzja.

- Na dalszym etapie prac legislacyjnych, analizując mechanizmy ochrony przed ewentualnym stosowaniem w umowach franczyzowych i agencyjnych jakichkolwiek klauzul wymuszających wykonywanie tych umów w niedziele, należałoby rozważyć zwrócenie uwagi na aspekt równowagi konkurencyjnej między franczyzobiorcami i agentami a przedsiębiorcami działającymi poza tego typu zobowiązaniami cywilno-prawnymi - sugeruje rząd.

Rozwiązanie wydaje się bardzo racjonalne. Dziś bowiem część dużych franczyzodawców zmusza drobnych sklepikarzy do otwierania się w niedzielę. Jednak pomysł ten w tym zakresie nie podoba się Polskiej Izbie Handlu, która zrzesza małe sklepy. Jej zdaniem słowo "franczyza" powinno całkowicie zniknąć z ustawy.

- To jest znowu uderzanie w przedsiębiorców, którzy się jednoczą, by móc walczyć z dyskontami. Absolutnie nie ma naszej zgody na takie pomysły. Przypomnę, że podobnie sprawa wyglądała przy podatku detalicznym. Będziemy chcieli zmian w ustawie. Właściciel musi mieć prawo otworzyć sklep i stanąć za ladą. Nie można sklepikarzy dzielić na lepszych i gorszych - mówi WP money Maciej Ptaszyński z PIH.

Zwraca też uwagę, że przepisy mogą odwrócić trend rynkowy pomagający drobnym kupcom prowadzącym tzw. sklepy convenience. To niewielkie placówki zlokalizowane najczęściej w miejscach, gdzie mieszka dużo osób. Zarabiają głównie na alkoholu oraz papierosach, ale daję też gwarancję, że niemal o każdej porze dnia i nocy można kupić w nich produkty pierwszej potrzeby. Gdy w niedzielę zostaną zamknięte, klienci podświadomie będą robili zapasy lub wybiorą spacer na stację benzynową.

To dlatego z ankiety PIH wynika, że małe sklepy nie chcą zakazu handlu. Większość boi się bowiem, że konsumenci szykując się do niedzieli, zajrzą w sobotę do dyskontu. Uważa tak 56 proc. przepytanych przedsiębiorców. Taki scenariusz miał zresztą już miejsce na Węgrzech. Supermarkety obniżyły tam ceny, klienci w piątek i sobotę wyjeżdżali z koszami pełnymi zakupów.


DLA CIEBIE
Przetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4 

Co na to "Solidarność"? Ta już na początku lutego zgłosiła szereg autopoprawek do swojego projektu. Wśród nich nie ma jednak zasadniczych zmian dotyczących franczyzy. Związek dopisał jedynie, że w niedzielę handlować mogłyby działające na tej zasadzie apteki oraz punkty apteczne.

Według naszych informacji sprawa nie jest jeszcze zamknięta. "Solidarność" przyznaje, że z franczyzą przesadziła i chce całkowicie wycofać się ze swojego pomysłu. Problem w tym, że na obecnym etapie nie ma tego jak zrobić. Projekt jest bowiem w Sejmie i to posłowie będą decydować o jego ostatecznym kształcie. Praktyka ostatniego półtora roku pokazuje, że raczej nie będą sprzeciwiać się rządowym pomysłom.

Wybrane dla Ciebie