Notowania

wojsko
10.08.2019 12:56

Wycofanie wojsk amerykańskich z Niemiec? Skrajne reakcje niemieckich polityków

Ambasador USA w Niemczech naciska na większy udział Niemiec w podziale kosztów obronności NATO. Grozi konsekwencjami, jeśli to nie nastąpi. Reakcje niemieckich polityków na te słowa są skrajne: od krytyki po zadowolenie.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Pixabay.com)
USA grożą wycofaniem swoich wojsk z Niemiec

Krótko przed planowaną podróżą prezydenta Donalda Trumpa do Europy, USA zaostrzają groźby wycofania części żołnierzy z Niemiec. "To doprawdy obraźliwe, by oczekiwać, że amerykańscy podatnicy nadal będą płacić za utrzymanie ponad 50 tys. Amerykanów w Niemczech, podczas gdy Niemcy wykorzystują nadwyżki na własne cele", powiedział Richard Grenell w rozmowie z agencją DPA.

Ambasador USA w Polsce wtóruje Grenellowi

Georgette Mosbacher, amerykańska ambasador w Polsce, w czwartek opublikowała na Twitterze post, w którym przychyla się do tego, by amerykańskie oddziały stacjonowały w Polsce.

Chiny pokazują, co mają w swoim arsenale. Obejrzyj wideo:

Już w czerwcu, podczas wizyty polskiego prezydenta w Waszyngtonie, Donald Trump wspomniał o przemieszczeniu części oddziałów USA do Polski. Richard Grenell zgadza się z obydwojgiem. „Prezydent Trump i Georgette Mosbacher mają rację”, powiedział. „Liczni prezydenci przekonywali największą gospodarkę Europy, by łożyła na własną obronność. To prośba przekazywana przez wiele lat i wiele rządów. Teraz doszliśmy do punktu, w którym Amerykanie oraz amerykański prezydent muszą zareagować”, dodał ambasador USA w Niemczech.

Skrajne reakcje niemieckich polityków

Wiceprzewodniczący frakcji chadeckiej CDU/CSU w Bundestagu Johann Wadephul rozumie amerykańską irytację wobec niewystarczających wydatków Niemiec na obronność. „Krytyka USA jest wiadoma i uzasadniona. Niemcy zobowiązały się w NATO do wyraźnego zwiększenia wydatków”, powiedział w rozmowie z agencją DPA.

Sceptycznie jednak odniósł się do gróźb częściowego wycofania wojsk z RFN. Według niego, decyzje dotyczące stacjonowania powinny być podejmowane przede wszystkim pod kątem wojskowo-strategicznym. „Przemieszczanie większej liczby amerykańskich żołnierzy na wschód nie ma większego sensu”, dodał Johann Wadephul. Przypomniał też, że NATO, przy udziale Stanów Zjednoczonych, buduje w Ulm nowe centrum dowodzenia logistycznego JSEC.

Sekretarz klubu poselskiego SPD w Bundestagu Carsten Schneider ostro zareagował na groźby wycofania wojsk: „Takie wypowiedzi między członkami Sojuszu są całkowicie nie na miejscu”, powiedział „Spieglowi”. Odniósł się przy tym zarówno do słów Richarda Grenella, jak i amerykańskiej ambasador w Polsce Georgette Mosbacher: „Niemcy nie pozwolą się szantażować. Poza dowódcy polowego już nie robi wrażenia”.

Zdaniem Carstena Schneidera, Richard Grenell widocznie nie jest gotowy, by przyjąć do wiadomości fakt, że Niemcy zwiększyły swoje wydatki na obronność: „Zignorował przy tym, najwyraźniej świadomie, wkład, który w niebezpieczne misje zagraniczne wniosła Bundeswehra, nasi żołnierze i żołnierki; często w krajach i regionach destabilizowanych latami przez amerykańską politykę”.

Szef klubu parlamentarnego Lewicy Dietmar Bartsch z kolei z zadowoleniem przyjął amerykańskie groźby częściowego wyjścia z RFN. „Rząd powinien niezwłocznie przyjąć tę ofertę i uzgodnić z USA plan wycofania żołnierzy”, powiedział Redaktionsnetzwerk Deutschland (RND/sobotnie wydania).

„Amerykański ambasador ma rację: podatnicy w USA nie powinni utrzymywać amerykańskich oddziałów w Niemczech”. Dietmar Bartsch wezwał Waszyngton także do tego, by wycofał z Niemiec swoją broń atomową. „Jeśli Amerykanie chcą wycofać swoich żołnierzy, powinni też zabrać swoją broń jądrową. I oczywiście ze sobą do domu, a nie do Polski, ponieważ stanowiłoby to dalsze dramatyczne zaostrzenie w stosunkach z Rosją, a to nie leży ani w interesie europejskim, ani niemieckim”.

W bazie Bundeswehry w Büchel (Nadrenia-Palatynat) ma znajdować się około 20 bomb atomowych. Oficjalnie informacji tych nie potwierdzono.

35 tys. amerykańskich żołnierzy w RFN

Niemcy są krajem, w którym stacjonuje większość amerykańskich oddziałów w Europie. Po Japonii są drugim największym zagranicznym miejscem stacjonowania sił amerykańskich na świecie. Dowództwo na Europę i Afrykę znajduje się w Stuttgarcie. Największa baza lotnicza USA w Europie jest w Ramstein w Nadrenii-Palatynacie, zaś jedna z największych w Europie baz szkoleniowych dla wojska – w bawarskim Grafenwöhr. Łacznie w Niemczech stacjonuje 35 tys. żołnierzy. Do tego dochodzi 17 tys. amerykańskich oraz 12 tys. niemieckich pracowników cywilnych. Dziesiątki tysięcy dalszych miejsc pracy jest zależnych od amerykańskich sił zbrojnych.

Pogłoski o redukcji oddziałów, spowodowanej irytacją wobec niemieckich wydatków na obronność, krążą już od dłuższego czasu. Na razie jednak były dementowane. Richard Grenell we wrześniu ubiegłego roku nawet zapowiadał zwiększenie amerykańskiego kontyngentu o 1500 żołnierzy. Tymczasem jednak sytuacja się zmieniła. Niemcy chcą w tym roku przeznaczyć na obronność 1,36 proc. PKB, lecz wciąż jest to daleko od oczekiwanych przez NATO 2 proc. Do roku 2024 niemiecki rząd planuje przeznaczyć na ten cel 1,5 proc. PKB. Z planów budżetowych to jednak nie wynika; w roku 2023 przewidziany jest wydatek w wysokości 1,24 proc.

Niemieckie „nie" i amerykańska irytacja

Amerykanie są dodatkowo zirytowani wyraźnym niemieckim „nie" dla udziału w amerykańskiej misji wojskowej „Sentinel”, mającej chronić przed irańskimi atakami flotę handlową w Zatoce Perskiej. Także amerykańska prośba o wysłanie sił lądowych w ramach koalicji do walki z „Państwem Islamskim” w Syrii została odrzucona. Czy myśliwce Bundeswehry „Tornado” dalej będą stacjonować w Jordanii, też stoi pod znakiem zapytania, ponieważ sprzeciwia się temu SPD.

Znaczące dla nadwerężonych stosunków między USA i RFN są plany podróży amerykańskiego prezydenta do Europy, na przełomie sierpnia i września. 24 sierpnia Donald Trump najpierw uda się na szczyt G7 we francuskim Biarritz, gdzie spotka się z kanclerz Angelą Merkel.

Krótko potem, podczas kolejnej podróży do Europy, znów ominie RFN. Od 31 sierpnia do 3 września odwiedzi Danię i Polskę – dwa kraje, które w sporze USA z Niemcami stoją po stronie Waszyngtonu. Dotyczy to przede wszystkim kontrowersji wokół budowy bałtyckiego gazociągu Nord Stream 2 między Niemcami i Rosją. Podczas wizyty w Polsce oczekiwane są konkretne rozmowy o stacjonowaniu wojsk amerykańskich nad Wisłą.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło:
Deutsche Welle
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
10-08-2019

BERLINERA po co mają w Niemczech wydawać rocznie 1,5 Miliarda Dolarów jak w Polsce to Polacy zapłacą za ich utrzymanie

10-08-2019

MerkelDoś już okupacji niemieckiej ziemi przez terrorystów z USA.

10-08-2019

MiszaNo to Niemcy będą płakać ze okupant się w końcu wyptowadzi

Rozwiń komentarze (67)