Wyścig z czasem ws. reformy PIP. Miliardy na stole i sądy do odtworzenia
Koalicja musi przyspieszyć z reformą Państwowej Inspekcji Pracy. Inaczej mogą być poważne problemy z wypłatą kolejnych pieniędzy z KPO dla Polski. Rząd musi też odtworzyć część zlikwidowanych w ostatnich latach sądów pracy, które mają być ostateczną instancją dla decyzji inspektora o zmianie umowy cywilnoprawnej na etat.
Rząd liczy, że uda się zamknąć legislacyjny tok prac nad ustawą dotyczącą PIP do końca marca. A to znaczy, że w ciągu półtora miesiąca projekt powinien zostać przyjęty przez rząd. Potem ustawa musi zostać uchwalona przez Sejm i Senat oraz podpisana przez prezydenta.
Rada Ministrów ma zająć się sprawą na posiedzeniu w przyszłym tygodniu. - Podpis Karola Nawrockiego powinien być złożony najpóźniej do końca marca - słyszymy w rządzie.
Tu Nawrocki unika wet
Koalicja oczekuje, że prezydent da zielone światło.
Zauważyliśmy, że prezydent unika wet w przypadku ustaw, które dotykają KPO, bo nie chce, żeby spadła na niego odpowiedzialność za blokadę pieniędzy - ocenia nasz rozmówca z rządu.
"Nie pozwolimy się ograć". Poseł KO komentuje gest prezydenta
Teoretycznie, gdyby Polska nie wypełniła kamienia milowego, groziłaby nam utrata około 11 mld zł, a możliwe, że nawet 13 mld zł. W takim przypadku rząd musiałby albo zmniejszyć finansowanie wybranych inwestycji, albo uciąć finanse na wszystkie po trochu.
Ale nawet jeśli Karol Nawrocki powie "tak", ale poślizg będzie, to Polskę mogą dotknąć konsekwencje finansowe. Wniosek o płatność został wysłany już w grudniu i jest w nim ujęty kamień milowy dotyczący właśnie reformy PIP.
Komisja zatwierdzi wniosek dopiero, jak zostaną spełnione wszystkie kamienie milowe, które są do niego przypisane. Pieniądze powinny do nas spłynąć w kwietniu, ale żeby było to możliwe, Komisja musi zatwierdzić wniosek do końca marca - wyjaśnia rozmówca z rządu.
Jeśli tak się nie stanie, to Komisja Europejska może zatwierdzić wniosek, ale bez sumy przypisanej do kamienia milowego. - W takim przypadku ogromny problem ma budżet państwa, bo musi to pokryć ze środków krajowych - zaznacza rozmówca. To spowoduje, że minister finansów może mieć ból głowy, bo będzie musiał znaleźć pieniądze na bieżące pokrycie wydatków licząc, że brakująca suma zostanie odzyskana w kolejnych transzach.
Sądy do odtworzenia
Co prawda w toku negocjacji z KE ustalono, że treść kamienia milowego KPO nie będzie musiała być zmieniona, jednak sama reforma będzie się różnić w szczegółach od pierwotnego pomysłu, by uzyskać zielone światło w samym rządzie. Docelowo ma wyglądać to tak, że inspektor pracy dalej będzie mógł wydać decyzję przekształcającą pozorną umowę cywilnoprawną lub B2B w etat, ale będzie ona wchodziła w życie dopiero gdy minie czas na jej zaskarżenie lub (w przypadku zaskarżenia) gdy sąd wyda prawomocny wyrok w tej sprawie. Przy czym w pewnych sytuacjach, jeszcze przed wyrokiem, sąd mógłby wydać zabezpieczenie, np. w sprawie wysłania pracownicy na urlop macierzyński.
Jednym z kluczowych elementów reformy w tym zakresie jest zapewnienie efektywności sądów pracy, by sprawy, które będą do nich napływać po kontroli w firmach, nie czekały całymi latami na rozstrzygnięcie. Na dziś jednak trudno uzyskać w obozie rządzącym jednoznaczną deklarację, ile tych sądów trzeba będzie odtworzyć oraz ile kosztować będzie ta operacja.
Ze strony Lewicy nieoficjalnie słychać o konieczności przywrócenia części likwidowanych w ostatnich latach wydziałów sądów pracy. - Zwłaszcza tam, gdzie były one likwidowane jeszcze za czasów ministra Ziobry czy Kwiatkowskiego - wskazuje rozmówca z tej formacji. Sam Krzysztof Kwiatkowski (obecnie senator), w rozmowie z money.pl twierdzi, że za jego kadencji na stanowisku ministra sprawiedliwości sądy były okrajane w miejscach, gdzie np. było tylko pół etatu sędziowskiego, więc ich obłożenie nie było duże. Pytanie więc, czy odtwarzanie ich dzisiaj będzie miało sens.
Rozmówca z resortu funduszy, negocjującego z Komisją Europejską treść kamieni milowych KPO, przekonuje, że w toku rozmów nie zakładano jakichś wielkich liczb. - Przy stole negocjacyjnym mówiliśmy o sądach, które PiS zlikwidowało za pierwszych swoich rządów, więc Komisja usłyszała co najwyżej o kilkunastu sądach do odtworzenia - twierdzi rozmówca.
Tę wersję potwierdza zresztą osoba z Ministerstwa Sprawiedliwości, wskazując, że na ten moment oszacowano, że trzeba będzie przywrócić 13-14 sądów pracy. - Być może też część tych wydziałów zostanie połączona w wydziałami cywilnymi, ale to będzie równoległy proces - zastrzega nasz rozmówca.
Czy będą pieniądze
Pytanie też, skąd wziąć na tę operację pieniądze, bo wcale nie jest powiedziane, że będą mogły to być środki z KPO.
To nie jest tak, że tych 11 mld zł z KPO jest jakoś specjalnie dzielone, to tort podzielony trzy lata temu. Nie jest więc powiedziane, że Ministerstwo Sprawiedliwości dostanie teraz tę kasę na dodatkowe sądy. To specyficzna reforma z KPO, bo nie ma do niej przypisanej inwestycji - wskazuje rozmówca z MFiPR.
Jak dodaje, formalnie pieniądze w ramach rozliczania kamienia milowego KPO trafią na konta Polskiego Funduszu Rozwoju, a tam zdecydują, na które zlecenia z KPO przeznaczy pieniądze w ramach refinansowania. - Może będzie tak, że minister Domański dogada się z ministrem Żurkiem, więc gdzieś znajdzie pieniądze. W budżecie państwa jest rezerwa pod KPO na dofinansowanie inwestycji. Wynika to z faktu, że kasa z KPO przychodzi raz na pół roku, a inwestycje muszą iść dalej - podkreśla rozmówca.
Resort sprawiedliwości podchodzi do sprawy bez emocji. Rozmówca stamtąd przekonuje, że na razie operacja przywracania sądów może być przy planowanej skali finansowana środkami z budżetu państwa (środki resortowe), a jeśli okaże się, że brakuje, wówczas trzeba będzie ponegocjować z ministrem finansów o dodatkowym zastrzyku pieniędzy z tegorocznego lub przyszłorocznego budżetu. - Nie będzie w końcu tak, że te sprawy związane z kontrolami umów przez PIP naraz zaleją wszystkie sądy w Polsce - zwraca uwagę rozmówca.
Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki, dziennikarze money.pl