Za granicą piszą o aferze wokół NBP. Co oznacza dla gospodarki?

"Polski bank centralny znalazł się w centrum politycznej walki, która może zaniepokoić inwestorów" - komentuje w poniedziałkowym materiale agencja Bloomberga.

Za granicą piszą o aferze wokół NBP. Co to oznacza dla gospodarki?Za granicą piszą o aferze wokół NBP. Co to oznacza dla gospodarki?
Źródło zdjęć: © East News | Filip Naumienko/REPORTER
Tomasz Sąsiada

W październiku sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej przyjęła sprawozdanie ws. wstępnego wniosku o pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej przed Trybunałem Stanu prezesa NBP Adama Glapińskiego. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zapowiedział, że głosowanie Sejmu ws. wniosku o postawienie Glapińskiego przed TS zaplanowane jest na drugą połowę listopada.

Wnioskodawcy zarzucają we wstępnym wniosku prezesowi NBP naruszenie konstytucji i ustaw, m.in. poprzez pośrednie finansowanie deficytu budżetowego w ramach skupu aktywów w latach 2020-2021, prowadzenie tego skupu bez "należytego upoważnienia" od Rady Polityki Pieniężnej, dokonywanie interwencji walutowych bez podobnego upoważnienia zarządu NBP, czy poprzez uchybienie nakazowi apolityczności prezesa NBP.


WIDEO
Polak wraca do giganta AI. "To czas daleko idącej ostrożności"

Prezes NBP ocenił w październiku, że postępowanie komisji nie ma żadnych podstaw, jest szkodliwe z punktu widzenia interesu wewnętrznych Polski i może mieć istotny negatywny wpływ w relacjach z zagranicą. Już wcześniej NBP uznawał zarzuty dla Glapińskiego za całkowicie bezpodstawne. Glapiński informował w 2024 r. że NBP nie będzie brał udziału w procedurze, a jakiekolwiek decyzje komisji nie są dla banku istotne, w związku z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 2024 r. w tej sprawie.

Co dalej z NBP

Jak zwraca uwagę w poniedziałkowym artykule agencja Bloomberga, posłowie partii rządzącej twierdzą, że doprowadziłoby to do zawieszenia Glapińskiego w pełnieniu funkcji przewodniczącego i publicznej twarzy 10-osobowej Rady Polityki Pieniężnej (RPP), która ustala stopy procentowe, a także funkcji prezesa zarządu NBP, który kieruje bieżącą działalnością banku centralnego.

Pogląd ten jest sprzeczny z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego z 2024 r., w którym stwierdzono, że zgodnie z obowiązującymi przepisami parlamentarnymi prezes banku centralnego nie może zostać zawieszony. Przemysław Litwiniuk, prawnik i członek Rady Polityki Pieniężnej, stwierdził, że zawieszenie prezesa jest niemożliwe "zarówno na mocy prawa polskiego, jak i unijnego" oraz że nie istnieją żadne procedury prawne umożliwiające taki proces - relacjonuje Bloomberg.

I dodaje, że teoretycznie próba zawieszenia lub odwołania Glapińskiego mogłaby skłonić Europejski Bank Centralny do interwencji, gdyby uznał on, że podważa to niezależność Narodowego Banku Polskiego, a co za tym idzie – Rady Generalnej EBC, w której zasiadają wszyscy prezesi krajowych banków centralnych UE. Jednak zapytana o tę sprawę w 2023 r. prezes EBC Christine Lagarde stwierdziła, że Glapiński mógłby skierować wszelkie potencjalne działania mające na celu jego zawieszenie do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, sygnalizując tym samym niechęć do opowiadania się po którejkolwiek ze stron sporu.

Dodatkowo na działanie NBP wpływa konflikt między premierem Donaldem Tuskiem a prezydentem Karolem Nawrockim. Członków zarządu Narodowego Banku Polskiego powołuje prezydent na wniosek prezesa banku. Do ich nominacji potrzebna jest jednak zgoda premiera. Obecnie cztery kandydatury nadal czekają na akceptację Donalda Tuska. Presja na rozwiązanie impasu rośnie, bo 4 listopada kończy się kadencja członka zarządu Adama Lipińskiego. Jeśli jego miejsce nie zostanie obsadzone, liczba członków zarządu — bez prezesa banku — spadnie poniżej ustawowego minimum sześciu osób.

- 4 listopada wygasa mandat jedno z członków zarządu NBP. Zobaczymy czy będą podpisy pod wnioskami o mianowanie kolejnych członków zarządu NBP. (...) Ja bym wolał, aby kwestia zarządu NBP została uregulowana. To nie są moje decyzje. To jest decyzja premiera, z którym będę o tym rozmawiał - stwierdził w poniedziałek minister finansów i gospodarki Andrzej Domański w rozmowie z RMF FM. Dodał, że na ten moment nie ma potrzeby wprowadzania zarządu komisarycznego do NBP.

Przepisy nie określają jednoznacznie, jakie skutki wywołuje utrata wymaganego składu. Cytowany przez Bloomberga Maciej Gutowski, profesor prawa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, ocenił, że niepełny zarząd może teoretycznie nadal wykonywać wszystkie obowiązki. Dotyczy to między innymi nadzorowania operacji otwartego rynku, realizowania polityki kursowej oraz przygotowywania projektów uchwał i materiałów dla Rady Polityki Pieniężnej. - Nie mam jednak wątpliwości, że takie decyzje mogą później zostać zakwestionowane z powodów politycznych - podkreślił Gutowski.

Agencja zwraca też uwagę, że długotrwałe nieobsadzenie wakatów albo wykorzystywanie ich w sporze politycznym może przyciągnąć uwagę Europejskiego Banku Centralnego. I cytuje Patrycję Zawadzką, profesor prawa i współautorkę ustawy o Narodowym Banku Polskim, która wskazuje, że EBC może ocenić niezależność oraz działanie krajowego banku centralnego w zakresie swoich kompetencji.

Co to oznacza dla gospodarki

Problemy z obsadą zarządu NBP mogą mieć znaczenie nie tylko dla relacji między prezydentem a rządem. Wątpliwości dotyczą także tego, czy bank zachowa zdolność do reagowania na presję gospodarczą i napięcia na rynkach finansowych - podkreśla Bloomberg. Na razie nie doszło do paniki wśród inwestorów, ale konflikt zwiększył obawy o niezależność banku centralnego.

Do tego deficyt sektora finansów publicznych wzrósł do ok. 7 proc. PKB, a koszty zadłużenia rosną. To oznacza, że w razie kryzysu państwo dysponuje mniejszymi buforami bezpieczeństwa. Inwestorzy żądają również wyższej premii za zakup polskich obligacji skarbowych zamiast niemieckich Bundów. W październiku złoty osłabił się wobec euro do najniższego poziomu od trzech lat, a w tym roku radził sobie słabiej niż między innymi czeska korona i węgierski forint. Polska pozostaje podatna na zewnętrzne wstrząsy ze względu na zależność od importu energii oraz położenie niedaleko Rosji prowadzącej wojnę przeciwko Ukrainie. Każde działanie ograniczające zdolność NBP do stabilizowania krajowych rynków może więc zwiększać ryzyko dla gospodarki - komentuje agencja Bloomberga.

Wybrane dla Ciebie