Notowania

grooming
15-02-2019 (20:09)

"Zawsze lubiłem o siebie zadbać". Otworzył w Polsce barber shop na wzór nowojorskiego

Mieszkał w USA, Francji, Szanghaju, jednak przyjechał do Polski, bo jego zdaniem nad Wisłą łatwiej robi się interesy. - Podatek dochodowy w Polsce jest super - mówi money.pl Adam Borowski. W Warszawie otworzył barbershop dla klientów, którzy chcą być naprawdę szykowni.

Podziel się
Dodaj komentarz
(WP.PL)
Adam Borowski swój warszawski salon wzorował na grooming clubie z Nowego Jorku (Fot: Konrad Niedźwiecki)

Adam Borowski jest przed trzydziestką. Kiedy miał półtora roku, jego rodzice przeprowadzili się do USA i tam zostali. Choć zaczynał od korporacji, to rzucił to, postawił na swój biznes i dziś goli warszawiaków w swoim luksusowym salonie.

Konrad Niedźwiecki: Wychowałeś się w Stanach, pracowałeś na Wall Street i w wielu różnych miejscach na świecie. Co cię przywiało do Polski, niejako z powrotem?

Adam Borowski, właściciel Badger Men’s Grooming Club Warszawa dla mnie promieniuje możliwościami. Ja się wychowałem pod Nowym Jorkiem, mieszkałem też w Szanghaju, więc to dla mnie fajne małe miasto (śmiech). Bardzo je lubię.

Tak naprawdę najpierw pracowałem na Wall Street jako biegły rewident, wyjechałem do Francji na studia magisterskie, to był "financial engineering". W zakres nauki wchodziła też informatyka i zaawansowana matematyka, ale wszystko związane z finansami. Znalazłem w Polsce ofertę pracy w marketingu Google’a. Pomyślałem - czemu nie? Co prawda o marketingu nie wiedziałem zbyt wiele, ale jeden z profesorów powiedział mi, że jestem zbyt słaby z matematyki, żeby być „financial engineer”, za to dobrze sprzedaję.

Zbiórka na rzecz Wisły Kraków. Minimum to 100 zł

Przyjęli mnie, to była bardzo fajna praca, robiliśmy ciekawe rzeczy. Trochę przeszkadzała mi jednak kultura pracy – Google to firma, która chce pracować jak startup, ale mimo wszystko jest korporacją. Wróciłem do Francji, zatrudniłem się w banku inwestycyjnym. W końcu wróciłem do Polski, gdy już otworzyliśmy z moim wspólnikiem nasz własny biznes.

Ale grooming jest przecież tak daleko od wszystkiego, czym się wcześniej zajmowałeś.

Jeszcze jak byłem na pierwszych studiach, to lubiłem o siebie zadbać. Byłem też szczuplejszy (śmiech). Chodziłem do grooming clubu w Nowym Jorku, byłem tam członkiem chyba przez sześć lat. Jak przyjechałem do Polski, to brakowało mi miejsca, gdzie możesz się czegoś dobrego napić, posiedzieć, a w tym samym czasie będziesz mieć zrobione włosy, manicure, pedicure, wyczyszczone buty. Nie było i już.

Mój wspólnik na początku chciał otwierać burgerownię. Mi się ten pomysł nie spodobał, kuchnia jest droga, żaden z nas nie umie gotować...

Strzyc też nie umiecie.

Ale jest taniej. I problem z kuchnią jest taki, że zawsze musisz mieć świeże składniki, ciężko znaleźć personel, to w ogóle jest bardzo trudny biznes. Rzuciłem pomysł grooming clubu, on się zapalił i powiedział "otwieramy to". Myślałem, że żartował, zresztą nawet do momentu otwarcia drzwi nie wierzyłem, że to się uda. Naprawdę mam świetnego wspólnika.

Nie zastanawiałeś się nad tym, że otworzenie biznesu w Polsce to jest droga przez mękę? Lokal, remont, pozwolenia, wentylacje, straż pożarna, sanepid.

Mój wspólnik odwalił kawał świetnej roboty. Raz, że jest cierpliwy. A dwa, że ja nie mówię zbyt składnie po polsku, dobija mnie jeszcze to mówienie sobie na "pan" i "pani". Ale w Polsce jest tak, że największe koszty narzucone przez państwo, związane ze spełnieniem norm i wymagań, są na początku. Potem, jak biznes działa, to - moim zdaniem - jest już łatwiej sobie radzić. Trudno otworzyć, łatwo utrzymać. I to powoduje, że jest dużo możliwości otwierania biznesu, bo po prostu mniej ludzi się na to decyduje. To jest moim zdaniem kluczowa kwestia. Przepisy są dość ostre.

Jak umiesz rozmawiać z urzędnikami, to wszystko jest klarowne. Moim zdaniem stresy rodzą się wtedy, gdy specjalnie usiłujesz obejść przepisy. Musisz mieć dwie łazienki, robisz jedną. A potem masz problem, bo urzędnicy nie chcą się na to zgodzić. Zrobienie od razu dwóch łazienek jest droższe, ale daje spokój.

Czemu nie otwierałeś firmy w USA? Stany są uważane za mekkę dla ludzi biznesu.

W Stanach też jest sporo biurokracji, ale to się oczywiście różni w zależności od stanu i miasta. Mogę mówić o Nowym Jorku – tam otworzyć biznes jest bardzo trudno. Bardzo dużo formalności, licencje. Gdybym chciał tam otworzyć taki sam biznes, to musiałbym nie tylko załatwić np. sanepid, ale mieć licencję barbera. Żeby dostać koncesję na alkohol, trzeba mieć dużo więcej papierów, podatki są dużo wyższe, czynsze też. W Nowym Jorku musiałbym wydać kilka milionów.

Pewnie więcej byś zarabiał.

Procentowo stopa zwrotu byłaby mniejsza albo podobna.

Ale miałbyś też więcej potencjalnych klientów. Cała aglomeracja warszawska to dwa miliony ludzi. W biznesplanie musiałeś założyć, ilu klientów do ciebie przyjdzie.

Dobry, przeciętny miesiąc to jest 200 - 250 gości. Wtedy finansowo wychodzi w porządku, ale szału nie ma. To jest całkiem łatwe do zrobienia.

Klub to pasja, staramy się, żeby sam się utrzymywał, żeby biznes rósł. Ja wiem, że z grooming clubu nie będzie milionów, ale dystrybucja kosmetyków czy alkoholu – a tym się również zajmujemy dzięki klubowi – to bardzo dobre pole do robienia biznesu. Badgera chciałem mieć jako miejsce, gdzie sam będę przychodzić. Jak sam się tam dobrze czuję, to goście też.

Z podatkami sobie poradziłeś?

W końcu jestem biegłym rewidentem (śmiech). Podatek dochodowy w Polsce jest super, jest dużo niższy niż w Stanach. Barierą jest ZUS, jak rząd coś z tym zrobi, to perspektywy dla biznesu, ale i ludzi, będą wspaniałe. W Polsce jest duże przyzwolenie na płacenie pod stołem. Jeśli chcesz komuś dać pensję powiedzmy 6 tysięcy złotych, to de facto kosztuje cię to 10 tysięcy. Tobie się to nie opłaca, pracownik też nie jest zadowolony, bo mógłby dostawać więcej. I pojawia się problem. Ja jestem w komfortowej sytuacji, stać mnie na to, żeby działać etycznie i płacić wszystkim legalnie. Kosztuje mnie to więcej pieniędzy i czasu, ale mam spokój.

Jednak nie dziwię się ludziom, którzy kombinują. Wyobraź sobie, że masz biznes i rodzinę na utrzymaniu, zarabiasz 3 tysiące. A jak zakombinujesz i złamiesz prawo, to będziesz zarabiać 5 tysięcy. Wiele osób da się złamać. To jest największy problem, że system tak poniewiera przedsiębiorców i pracowników. I zmusza ich do stania się kryminalistami, to średniowieczny system na zasadzie „albo kradnę albo głoduję”.

Ale może ten ZUS jednak coś daje. W końcu to z niego są emerytury

Jak płacisz jednemu pracownikowi normalne stawki składek a dwóm minimalne wymagane i pensję pod stołem, to fundujesz tylko jedną emeryturę, a świadczenia będą dostawali wszyscy trzej. Nie można się dziwić, że będą głodowe.

Mi się podoba pomysł na tzw. płaski ZUS, powiedzmy 500 zł w małej firmie i 1000 zł w dużej od każdego pracownika, niezależnie od dochodu. Każdy by na tym zyskał, bo składki byłyby niższe, ale płaciłoby więcej osób. Wszyscy byliby zadowoleni. Pomysł na ZUS jest piękny, ale egzekucja tej idei jest zła. Tylko władzom nie chce się tego zmieniać.

Ponoć w Polsce brakuje rąk do pracy.

Największy problem fatycznie jest z pracownikami, ale mogę mówić o naszej branży. Większe firmy, sieciowe zatrudniają ludzi, którzy wcześniej nie pracowali w tym zawodzie, nauczyli się robienia jednej fryzury i tyle. A my musimy mieć specjalistów, którzy będą pasowali do miejsca, umieli rozmawiać z gośćmi. Długo nam zajęło budowanie ekipy. Nie ma też szkoły dla barberów, nasz główny specjalista szkolił się w Anglii.

Wybraliśmy więc taki model, że przyjmujemy dobrych fryzjerów i uczymy ich robienia brody i zarostu. Bo jak ktoś ma do tego dryg, to przyzwoitego robienia brody nauczy się w dwa miesiące. Ale nauczenie się dobrego strzyżenia włosów to są już lata. Tu po prostu trzeba działać. Żeby być dobrym barberem, musisz „zrobić” dużo bród i głów.

Ponoć zmarnowałeś dużo czasu i to cię skłoniło na serio do tego biznesu?

Kiedyś poszedłem do barbera, zrobienie mi włosów i brody zajęło mu półtorej godziny. A ja mam trochę ADHD, więc po jakimś czasie już się wierciłem. To było dla mnie za długo, u nas trwa to maksymalnie godzinę, godzinę piętnaście. Potem poszedłem do manicurzystki. Usiadłem w salonie, było mi niewygodnie. Obok siedzi jedna pani i opowiada o tym, jak ją mąż zdradza, z drugiej strony inna narzeka na dzieci.

Ogromna witryna, ja mam na sobie różową koszulkę, ulicą przechodzi grupa dzieci i pokazują mnie palcami i śmieją się. Ja nie mam problemu ze swoją męskością, ale wyobraź sobie innego mężczyznę. Przecież on wyjdzie stamtąd czerwony i w życiu nie wróci. A potem jeszcze poszedłem do szewca i zapytałem, ile kosztuje polerowanie butów. "Jesteśmy zawaleni robotą, może za tydzień" – tyle się dowiedziałem.

Ale czym tak naprawdę różni się męski manicure od damskiego?

Kobiety i mężczyźni są podobni, ale błędem byłoby myślenie, że identyczni. Nie możesz zaoferować damskiego manicure facetowi, szczególnie w typowo damskim otoczeniu. U nas siedzisz na fotelu, jesteś strzyżony, na jednej ręce masz robiony manicure, w drugiej trzymasz drinka, kawę albo telefon – wedle uznania.

Buty masz oddane do polerowania. I to jest męskie. Dla mnie to, czy ktoś jest gejem czy nie, nie zmienia nic w męskości. Facet musi być zadbany. Kobieta nie szuka goryla albo niedźwiedzia, mężczyzna nie jest brudny i śmierdzący. Mówienie o tym, że dbanie o siebie jest gejowskie jest dla ludzi, którzy nie umieją albo nie chcą tego zrobić, bo są za leniwi.

Ilu klientów decyduje się u was na manicure czy pedicure?

Jak ktoś przyjdzie raz, to przyjdzie drugi, trzeci i czwarty. Ja robię sobie manicure co tydzień od kilku lat. Owszem, możesz sam sobie obciąć paznokcie, ale różnica jest duża – chodzi o kształt, skórki, nawilżenie, zupełnie inne odczucie. Bardzo męskie. U mnie w rodzinie mężczyźni z pokolenia na pokolenie byli uczeni, że dbanie o dłonie i o buty to jest podstawa bycia dżentelmenem.

Próbowałeś uciec od pytania, ilu mężczyzn przychodzi "na pazurki"?

Mniej więcej 60 proc., ale zawsze dążymy do tego, żeby było więcej. Dla mnie wartość naszej usługi jest taka, że jak przyjdziesz, to jesteś "ogarnięty" od stóp do głów. Naszym zadaniem jest nakierowanie naszych gości na to, żeby decydowali się na manicure, pedicure i inne usługi. I powiem ci, że nie zdarzyło się, żeby ktoś nie był zadowolony.

Lekarz, prawnik, finansista – okej, rozumiem, że muszą być wyjątkowo zadbani. Kto jeszcze przychodzi?

Kelnerzy, kucharze. Jak jesteś kelnerem w jakimś fajnym miejscu, musisz być zadbany. Jesteś kucharzem – to bardzo niszczy ręce. Jesteś piłkarzem? Często przychodzą na pedicure, bo w tym zawodzie mają poobijane stopy i poniszczone paznokcie. Do nas przychodzi się, żeby mieć małe wakacje w ciągu dnia.

Przyjść, usiąść, bez pośpiechu, ale sprawnie dać się obsłużyć. Mamy gości, którzy przychodzą z kontrahentami, posiedzieć, podpisać umowę. Kilka razy do roku przychodzi do nas facet, który wykańczał nam lokal, budowlaniec. Przed weselem syna, przed świętami. On ciężko pracuje, ale lubi się ogarnąć. Dlatego też nie szalejemy z cenami, chcemy, żeby przyszedł do nas nawet ktoś, kto zarabia powiedzmy 2000 zł. Może nie co miesiąc, ale co jakiś czas.

Zauważasz, że to się zmienia na plus? Że mężczyźni zaczynają o siebie dbać?

Tak. Mi się w Polsce bardzo podoba to, że ludzie są bardzo otwarci ekonomicznie. Jak widzą, że jest nowa usługa albo produkt ze Stanów, Anglii, Francji czy Japonii, to bardzo chętnie tego próbują. Są chłonni, ciekawi. I to według mnie to też jest powodem, dla którego w Polsce łatwiej się robi biznes.

Mody przychodzą i odchodzą.

Może i faktycznie jest moda na barber shopy, ale moim zdaniem to bardziej długoterminowy trend. To, że dziś w centrum Warszawy jest 20 barber shopów, to nie znaczy, że za dwa lata nie zostaną dwa. Może tak się stać, ale dbanie o siebie to mus, szczególnie dla ludzi o określonych zawodach.

W Nowym Jorku nie nosiłem brody, bo jak pracujesz na Wall Street nie możesz mieć zarostu. Tam w ogóle mają dziwne zasady. Na przykład jak jesteś pracownikiem niższego szczebla, to możesz nosić koszulę, jaką chcesz, białą, niebieską, różową. Ale jak jest kolorowa, to nie może mieć białego kołnierzyka. Jak byłem stażystą w firmie maklerskiej, inny stażysta przyszedł w koszuli z białym kołnierzykiem. Aż przykro było patrzeć, jaki za to zebrał ochrzan, wysłali go też do domu, żeby się przebrał.

Grooming to jedna sprawa, ale zaczęliście też dystrybuować alkohole i kosmetyki. Nie robi się to przypadkiem większy biznes od dbania o wygląd?

Jak otworzyliśmy Badgera, to nie było na rynku takich kosmetyków, jakie chcieliśmy. Teraz ściągamy je ze Stanów, Anglii. Sprzedajemy je innym barber shopom, sklepom internetowym, sporo idzie za granicę. A alkohol to jest w ogóle śmieszna historia. Mam w Stanach kolegę, który jest kierownikiem dużego sklepu alkoholowego. On mi zawsze sprzedawał fajne burbony i częstowaliśmy gości moją prywatną kolekcją. Pewnego razu pojechałem też do Stanów z Konradem, moim wspólnikiem.

Danny wystawił nam 12 burbonów do spróbowania, Konradowi nie przypasował żaden. Dostaliśmy do spróbowania burbon o smaku bekonu i ten mu bardzo przypadł do gustu. Robi go jedna firma, w unikalny sposób, zachowując jedynie naturalny aromat. Dwa lata pracowali nad recepturą, jest powtarzalna, klarowna, smaczna. Przywieźliśmy butelkę, poszła w tydzień, wszystkim smakowała. No i teraz ściągamy już kolejną paletę, bo po jakimś czasie zaczęli do nas wpadać ludzie i pytać, czy to tu można kupić bekonówkę. Kupują od nas bary, sklepy, próbujemy w supermarketach. Została doceniona na Warsaw Whisky Festiwal.

I faktycznie jest pyszna.

Prawda? I cieszymy się, że ludziom smakuje, mam wrażenie że część klientów przychodzi specjalnie, żeby jej spróbować (śmiech)

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przezdziejesie.wp.pl

Tagi: grooming, grooming club, Adam Borowski, gospodarka, wiadomości
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
09-02-2019

wp.dePodatek dochodowy jest super? to kara za pracę!!!!

05-02-2019

zeflikPodatki niskie sa dla spółek! Obywateli rżnie się do żywego. Kwota wolna to niespełna 1k euro. Skuli mnie to mogą być 90% przy kwocie wolnej 200k zł. … Czytaj całość

09-02-2019

wiolaW tym biznesie chyba nie wszystko wykazuje , poczekaj na kontrolerów a wyjdziesz w skarpetach.

Rozwiń komentarze (12)