Zondacrypto z formalnym zakazem. Komunikat estońskiego urzędu
Estoński urząd nadzoru finansowego częściowo zawiesił licencję spółki BB Trade Estonia OÜ zarządzającej giełdą Zondacrypto. Decyzja zapadła w związku z problemami platformy, która przestała wypłacać klientom środki. Regulator daje firmie miesiąc na naprawę sytuacji, zabrania jej też przyjmowania depozytów. Wskazuje ponadto, co mogą zrobić poszkodowani inwestorzy.
Estoński nadzór finansowy podjął kroki wobec podmiotu stojącego za marką kryptowalutową Zondacrypto. Jak wynika z oficjalnego komunikatu Financial Intelligence Unit (Rahapesu Andmebüroo), 18 maja podjęto decyzję o częściowym zawieszeniu ważności licencji operacyjnej estońskiej spółki BB Trade Estonia OÜ, która nadzoruje giełdę.
Decyzja urzędu oznacza natychmiastowe zamrożenie możliwości rozwoju biznesu przez platformę. To zresztą kontynuacja wcześniejszych kroków – zarejestrowana w Estonii spółka już w ubiegłym roku wzbudziła zastrzeżenia tamtejszych organów po tym, jak nie przedstawiła kluczowych dokumentów.
Zgodnie z obecnymi wytycznymi estońskiego regulatora, firma otrzymała kategoryczny zakaz przyjmowania jakichkolwiek dodatkowych aktywów od swoich obecnych klientów. Restrykcja ta obejmuje zarówno tradycyjne waluty, jak i same kryptoaktywa. Ponadto firma nie może od tego momentu nawiązywać relacji biznesowych z nowymi użytkownikami.
"Aż odjęło mi mowę". Rafał Brzoska mówi, co usłyszał od prezydenta Francji
Zablokowane wypłaty a stanowisko urzędu
Kluczowym elementem komunikatu FIU jest kwestia dostępu klientów do ich własnych pieniędzy. Estoński urząd wyraźnie zaznaczył w swoim oświadczeniu, że częściowe zawieszenie licencji w żadnym stopniu nie wpływa na możliwość zwrotu lub wypłaty aktywów przez dotychczasowych użytkowników. Z prawnego punktu widzenia platforma ma obowiązek obsługiwać żądania wypłat.
W tym miejscu należy jednak przypomnieć o niezwykle istotnym kontekście całej sprawy. Mimo teoretycznego braku blokad ze strony regulatora, giełda Zondacrypto już wcześniej przestała wypłacać środki swoim klientom. Użytkownicy od dłuższego czasu zgłaszają brak możliwości odzyskania zdeponowanych na platformie pieniędzy. Fakt, że spółka BB Trade Estonia OÜ jest podmiotem formalnie zarejestrowanym i działającym w Estonii, sprawia, że to właśnie tamtejsze organy nadzoru są właściwe do interweniowania w przypadku nieprawidłowości, z którymi obecnie borykają się inwestorzy.
Ultimatum dla spółki i droga dla poszkodowanych
Działania estońskiej jednostki analityki finansowej nie kończą się na samym zawieszeniu działalności operacyjnej. Urząd nałożył na BB Trade Estonia OÜ nakaz dostosowania swoich operacji do warunków wymaganych do posiadania licencji. Regulator wyznaczył w tym celu ścisły termin.
Firma otrzymała trzydzieści dni na uporządkowanie swojej sytuacji i spełnienie wymogów prawnych. Jak podkreślono w komunikacie, częściowe zawieszenie licencji pozostanie w mocy do momentu, aż FIU zweryfikuje, czy spółka faktycznie dostosowała się do narzuconych warunków. Jeśli po upływie wyznaczonego miesiąca sytuacja nie ulegnie poprawie, estońskie prawo zobliguje urząd do całkowitego cofnięcia licencji na prowadzenie działalności.
Swoją decyzję nadzór oparł na konkretnych przepisach, powołując się między innymi na ustawę o zapobieganiu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu oraz ustawę o ogólnej części kodeksu działalności gospodarczej.
Sytuacja prawna klientów w Polsce
Problemy estońskiej platformy to pokłosie potężnej afery, która wstrząsnęła rynkiem w ostatnich miesiącach. Sprawa nabrała wagi państwowej w kwietniu, gdy premier Donald Tusk publicznie zwrócił uwagę na "wyjątkowo złowrogie" korzenie Zondacrypto, wspominając o powiązaniach z niebezpiecznymi grupami. Skala zamieszania zaniepokoiła również opinię publiczną nad Bałtykiem. Według doniesień tamtejszej prasy ekonomicznej, w wyniku zawieszenia wypłat poszkodowanych mogło zostać nawet 30 tysięcy klientów, a straty szacowano na 80 milionów euro.
Sytuacja użytkowników w Polsce jest dodatkowo skomplikowana przez luki w przepisach. Z racji zagranicznej rejestracji, ta konkretna giełda kryptowalut znajdowała się w szarej strefie jurysdykcyjnej. Prawnicy oceniający niedawno ten impas wprost przyznawali, że skuteczny nadzór nad tego typu platformą był w Polsce praktycznie niemożliwy, co ma szansę zmienić się dopiero po wejściu w życie przygotowywanej ustawy o kryptoaktywach.
Wobec faktu, że wielu użytkowników wciąż nie ma dostępu do swoich portfeli, estoński urząd zamieścił w swoim komunikacie bezpośrednią wskazówkę dla inwestorów. Regulator poinformował, że jeśli klienci spółki BB Trade Estonia OÜ nie są w stanie odzyskać swoich aktywów, mają pełne prawo zgłosić się do organów ścigania w swoim kraju zamieszkania.