Afera Zondacrypto. 10 rzeczy, które powinieneś wiedzieć
Donald Tusk twierdzi, że korzenie giełdy kryptowalut Zondacrypto są "wyjątkowo złowrogie" i wspomina o rosyjskiej mafii i służbach. Prezes firmy twierdzi, że dostęp do rezerw bitcoina ma zaginiony założyciel giełdy. A prokuratura wszczyna śledztwo i mówi o szkodzie nie mniejszej niż 350 mln zł. Oto co warto wiedzieć w sprawie Zondy.
O co chodzi w aferze Zondacrypto
Chodzi o problemy największej polskiej giełdy kryptowalut m.in. z wypłatami środków dla klientów, którzy skarżą się m.in. na oficjalnym kanale firmy na Telegramie - internetowym komunikatorze. Pierwsze alarmujące sygnały pojawiły się tam już w grudniu.
Na co skarżą się klienci
Z bieżącej korespondencji prowadzonej na Telegramie między użytkownikami giełdy a jej przedstawicielami wynika, że zlecenia wypłat są realizowane przez wiele godzin, a nawet dni, od momentu ich złożenia.
Nie jest to rynkowy standard. Wypłaty bitcoinów zwykle są realizowane od 20 minut do godziny. Administrator czatu na Telegramie potwierdził w jednym z wpisów, że na platformie "występuje problem z realizacją transferów", co spotkało się z rosnącą frustracją użytkowników. Pojawiały się porównania do kasyna czy bukmachera, gdzie "tylko się wpłaca", a jeden z użytkowników podsumował sytuację słowami: "Najgorsza giełda, jaką spotkałem od 5 lat. (...) Co chwilę pojawia się jakiś problem, którego nie umiecie naprawić".
O co chodzi w aferze Zondacrypto? "Prezes celowo nam nie odpowiedział"
Jak tłumaczy się spółka?
Obecne trudności - zarówno w korespondencji z Wirtualną Polską, jak i w komunikacji na platformie - giełda tłumaczy enigmatycznymi "problemami technicznymi", nie podając szczegółów. "Wypłaty są realizowane, jednak mamy problem techniczny i obsługujemy je manualnie. Jestem bardzo aktywny pod tymi wpisami i osobiście pomagam użytkownikom w realizacji wypłat" - przekazał WP prezes Zondacrypto Przemysław Kral.
W czwartek Kral wskazał, że publikacje na temat giełdy w mediach doprowadziły do gwałtownego wzrostu liczby wypłat zleconych przez klientów tej giełdy. Jak zauważył, "w normalnych warunkach" klienci Zondacrypto zlecali rocznie około 100 tys. wypłat, tymczasem tylko w wielkanocny poniedziałek zlecono ich 25 tys. - W ciągu kilkudziesięciu minut zlecono tyle wypłat, ile zleca się w trzy miesiące. Żadna instytucja finansowa by tego nie przetrwała - stwierdził Kral.
Co wykazały analizy
Analiza firmy Recoveris, wykonana dla WP i money.pl, wykazała, że bitcoinowy gorący portfel (ang. hot wallet) Zondy, czyli portfel stale podłączony do internetu, jest niemal pusty. - Średni miesięczny stan BTC na portfelach Zondacrypto spadł z około 55,7 BTC w sierpniu 2024 do 0,18 BTC w marcu 2026, co stanowi spadek o 99,7 procent.
Spadek salda bitcoinów w gorącym portfelu Zondy zbiegł się w czasie z masowym transferem środków z Zondacrypto do konkurencyjnej giełdy - Krakena. Analiza Recoveris wskazuje, że w niespełna cztery miesiące - od 18 grudnia do 2 kwietnia 2026 r. - za pomocą 511 przelewów wytransferowano z giełdy aktywa o łącznej wartości przekraczającej 21 mln dolarów (76,1 mln zł). Transfer objął 30 różnych kryptowalut, w tym także bitcoiny o wartości 4,59 mln dolarów.
Jak stan rezerw Zondy opisuje prezes
Przemysław Kral, zapytany przez nas na potrzeby naszego tekstu, ile wynosiło saldo bitcoinowego portfela Zondy 1 kwietnia 2026 r., odpowiedział, że ponad 4,5 tys. BTC. Tyle że nie przedstawił żadnych dowodów potwierdzających tę informację. Dodał natomiast, że giełda posiada ponad 3,2 mln adresów, w tym również typu cold wallet - portfeli odciętych od internetu, do których firmy analityczne nie mają dostępu.
Kral wrócił do wątku w swoim czwartkowym 18-minutowym nagraniu, opublikowanym w serwisie X. Ujawnił on m.in. adres portfela, na którym Zonda trzyma 4,5 tys. bitcoinów o wartości ok. 330 mln dolarów. Problem w tym, że firma ani Kral - jak sam mówi - nie mają do tych środków dostępu. Posiada je, według Krala, były prezes Sylwester Suszek, który zaginął w 2022 roku.
Tajemniczy przelew
7 kwietnia 2026 r. – dzień po publikacji naszego pierwszego artykułu – na gorący portfel Zondacrypto (działający online, który da się zweryfikować), na sieci Ethereum, trafiły dwie duże wpłaty. Łącznie: 1 152 732 USDC (usd coin), co odpowiada kwocie ok. 4,2 miliona złotych. W ciągu 48 godzin – od 7 do 9 kwietnia – około 67 procent tej kwoty, czyli ok. 772 tys. USDC (ponad 2,8 mln zł), zostało przelane nie do czekających w kolejce klientów, lecz na adres depozytowy na giełdzie Kraken.
Do kogo należy konto? Dane wskazują na dwa możliwe wyjaśnienia. Pierwsze zakłada, że to konto samej Zondy. Dlaczego? Jak już wspomnieliśmy, od tygodnia Zonda publikuje raporty o wypłatach dla klientów. Analitycy Recoveris porównali te raporty z tym, co widać na blockchainie. Liczby się zgadzają, ale tylko, jeśli przelewów na Krakena w ogóle nie liczyć jako wypłat dla klientów. Kwota wypłat, według Zondy, wyniosła do 10 kwietnia 95 565,43 zł. Gdyby pieniądze przelane na konto w Krakenie trafiły do klientów, Zonda powinna je wpisać do raportu. Skoro ich tam nie ma, to znaczy, że Zonda nie potraktowała tego przelewu jako wypłaty dla klientów.
Drugi scenariusz to wersja Przemysława Krala, prezesa giełdy: transfery to "realizacja zleceń klientów instytucjonalnych i operacje market-makingowe". Tak wyjaśniono je 7 kwietnia na oficjalnym profilu zondacrypto Polska w serwisie X. W pierwszym przypadku byłyby to po prostu przelewy do partnerów biznesowych. W drugim – "market-makingu" – operacje związane z tzw. animacją rynku, czyli składanie zleceń kupna i sprzedaży, które ma zapewnić na giełdach płynność handlu.
Donald Tusk mówi o możliwych powiązaniach z rosyjską mafią i służbami
Korzenie tej firmy, która powoduje lęk tysięcy inwestorów giełdy kryptowalut, są wyjątkowo złowrogie, to jest zaginięcie i najprawdopodobniej śmierć założyciela tej firmy, to są rosyjskie pieniądze, mafii rosyjskiej, to jest wpływ rosyjskich służb - tak w piątek o działalności giełdy Zondacrypto mówił premier Donald Tusk.
Tajemnicze zaginięcie założyciela
Zondacrypto to giełda kryptowalut, będąca spadkobiercą założonej w 2014 roku przez Sylwestra Suszka giełdy BitBay. Jak pisaliśmy, BitBay oferowała obrót kryptowalutami i zarabiała na prowizjach od transakcji oraz różnicach między kursem kupna i sprzedaży. Początkowo miała ok. 3 tys. użytkowników. Znacząca hossa dla tego sektora przyszła w 2017 i 2018 roku, wówczas Komisja Nadzoru Finansowego zwróciła uwagę na skalę handlu, który odbywa na nieuregulowanym rynku. Efektem tego było wpisanie giełdy na listę ostrzeżeń KNF.
W konsekwencji giełda wyniosła siedzibę z Polski, przenosząc się najpierw na Maltę, a później do Estonii. Firma działa na bazie licencji udzielonej BitBay przez estońskiego regulatora Financial Intelligence Unit (FIU). W 2021 roku BitBay zmieniła nazwę na Zonda, a w 2023 - na Zondacrypto. W międzyczasie, w 2022 roku, zaginął Sylwester Suszek. Według nieoficjalnych ustaleń prokuratury został uprowadzony. Do dziś nie wiadomo, gdzie przebywa i czy wciąż żyje - ten wątek jest też ważny dla sytuacji, w której firma się teraz znalazła.
Ilu może być poszkodowanych
Premier Tusk w piątek na konferencji prasowej, pytany o ilu potencjalnie pokrzywdzonych osobach i jakiej sumie mowa w przypadku giełdy Zondacrypto, odpowiedział, że przez weto prezydenta Karola Nawrockiego do ustawy o kryptoaktywach brakuje narzędzi, które pozwoliłyby wniknąć w głąb dokumentacji tej firmy. - Według szacunków poszkodowanych może być nawet 30 tysięcy ludzi - powiedział.
Prokuratura wszczyna śledztwo
Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła w piątek śledztwo w sprawie Zondacrypto. Jest ono prowadzone pod kątem "wprowadzenia w błąd wielu osób co do możliwości dokonania zakupu oraz przechowywania walut typu fiat oraz kryptowalut w ramach giełdy Zondacrypto i doprowadzenia w ten sposób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem".
"Zawiadomienia pokrzywdzonych trafiają do Prokuratury Regionalnej w Katowicach z terenu całego kraju" - podał w komunikacie rzecznik katowickiej prokuratury Michał Binkiewicz. Dodał, że wysokość szkody w sprawie Zondacrypto obecnie wynosi nie mniej niż 350 mln zł.
Źródło: money.pl, PAP