- Ja paradoksalnie uważam, że CPN nadal obowiązuje, chociaż niby od 1 września są zmiany. To są "Ceny Prezydenta Nawrockiego" - powiedział przed pierwszym powakacyjnym posiedzeniem Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Odpowiedział w ten sposób na pytanie dziennikarza o kolejki do dystrybutorów 31 sierpnia oraz o powrót drożyzny na stacje.
Marszałek Sejmu uderza w prezydenta. Chodzi o ceny paliw
Przedstawiciele koalicji rządzącej wskazywali dotychczas wielokrotnie na weta prezydenta dotyczące przepisów o opodatkowaniu nadmiarowych zysków koncernów paliwowych. Środki z daniny miały sfinansować program obniżający ceny na stacjach.
1 września nastąpiło przywrócenie 23-proc. stawki VAT, co automatycznie spowodowało podwyżki cen paliw objętych pakietem w sprzedaży detalicznej. Analitycy rynku spodziewali się podwyżek cen benzyn i oleju napędowego w przedziale od 60 do 90 groszy na litr.
WIDEOPolacy ruszyli na stacje. Od wtorku wyższe ceny paliw
Pierwsza odsłona pakietu CPN wprowadzona była pod koniec marca br. Był on odpowiedzią na gwałtownie rosnące ceny ropy w związku z konfliktem USA i Izraela z Iranem, który wybuchł 28 lutego. CPN obowiązywał do końca czerwca i obejmował przepisy, na mocy których stosowana była obniżona stawka VAT na benzynę i olej napędowy - oraz ustalana była cena maksymalna tych paliw na stacjach benzynowych. W ramach pakietu wprowadzono też czasową obniżkę akcyzy na paliwa, która obowiązywała do połowy czerwca.
Ponownie CPN zaczął obowiązywać od 17 sierpnia. Cena maksymalna była ustalana według określonej formuły, obejmującej średnią cenę hurtową paliw na rynku krajowym, powiększoną o akcyzę, opłatę paliwową, marżę sprzedażową w wysokości 0,30 zł za litr oraz podatek VAT. Sprzedaż powyżej ceny maksymalnej była zagrożona karą do 1 mln zł.
Według Ministerstwa Finansów dotychczasowy koszt programu CPN wyniósł ok. 4,7 mld zł. Wznowienie obniżonej stawki VAT na ostatnie dwa tygodnie sierpnia miało kosztować budżet państwa ok. 495 mln zł.