Rewolucyjne pomysły podatkowe rządu. Kto by skorzystał? Mamy wyliczenia

W rządzie trwają dyskusje o nowych stawkach PIT i progach podatkowych. Rządzącym zależy, by podatnicy odczuli zmiany w roku wyborczym. Jednym z pomysłów jest wprowadzenie nowej stawki PIT na poziomie ok. 24 proc. Eksperci tłumaczą, kto na takim ruchu skorzystałby najbardziej.

Minister finansów i szef rząduMinister finansów i szef rządu
Źródło zdjęć: © KPRM, PAP | Kasia Zaremba, Piotr Juszczyk
Grzegorz OsieckiTomasz ŻółciakŁukasz Kozłowski
  • Rząd finalizuje prace nad budżetem na 2027 r.
  • Musi go przyjąć na przełomie sierpnia i września, by rozesłać go do konsultacji społecznych.
  • Według naszych ustaleń na podniesienie kwoty wolnej od podatku szanse są niewielkie, ale rządzący dyskutują o nowych stawkach PIT i progach podatkowych.
  • Analizowany jest wariant wprowadzenia jednej nowej stawki PIT wynoszącej ok. 24 proc.

W przyszłym roku, obok dzisiejszych stawek PIT 12 proc. i 32 proc., pojawić się może kolejna około 24 proc. – ustalili Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl. To jeden z pomysłów, który rozważa rząd.

Obecnie stawka PIT wynosi 12 proc. dla dochodów nieprzekraczających 120 tys. zł rocznie. Po przekroczeniu tej kwoty PIT rośnie od razu do 32 proc.

Nowy pomysł, jaki pojawił się w rządzie, zakłada, że "po drodze" pojawi się nowa stawka, która ma złagodzić przeskok do wyższego opodatkowania.


WIDEO
"W 2046 roku dalej będą numerem jeden". Ekonomista nie ma złudzeń


Kto skorzystałby na takich zmianach w podatkach

Nie wiadomo jeszcze, od jakiego progu miałaby obowiązywać oraz jak to wpłynie na pozostałe stawki i progi. Jak informowaliśmy, jeden z naszych rozmówców sugeruje, że stawka 24 proc. lub zbliżona do tej wartości mogłaby dotyczyć progu "bliższego Pełczyńskiej-Nałęcz niż Czarnkowi".

Chodzi o postulaty zgłaszane przez tych polityków. Liderka Polski 2050 chce, by podnieść próg podatkowy ze 120 tys. do 140 tys. zł, a Przemysław Czarnek z PiS postuluje poziom 180 tys. zł.

Jeżeli nowa stawka PIT wiązałaby się z progiem zbliżonym do postulatu Pełczyńskiej-Nałęcz, może to być np. 130 tys. zł, ale równie dobrze więcej. – Może się okazać, że jest 150 tys. zł, by przelicytować Pełczyńską-Nałęcz i nie dać jej odtrąbić własnego sukcesu – ocenia jeden z naszych rozmówców z rządu.

Wariant z progiem pośrednim 24 proc. między 120 a 150 tys. zł podstawy to najbardziej oszczędne budżetowo rozwiązanie spośród dyskutowanych. Maksymalna korzyść podatnika wynosi 2400 zł rocznie, czyli 200 zł miesięcznie. Dla porównania, podniesienie progu do 140 tys. zł dawałoby najlepiej zarabiającym 4000 zł rocznie

– wylicza Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy firmy inFakt.
Skala obecna
© Piotr Juszczyk

"Zmiana odczuwalna od ok. 12 tys. zł brutto miesięcznie"

Ekspert zwraca uwagę, że drugi próg podatkowy przekroczyło już ponad 2,4 mln podatników, a tylko w ostatnim roku przybyło ich około pół miliona – to efekt zamrożenia progu od 2022 r. przy dynamicznie rosnących płacach.

– Skoro koszt podniesienia progu do 140 tys. zł oszacowano na do 9 mld zł rocznie, analogiczny wariant z progiem pośrednim 24 proc. można szacunkowo wycenić na ok. 3-4 mld zł - mniej niż połowę tej kwoty – tłumaczy w komentarzu dla money.pl.

Dodaje, że dzieje się tak z dwóch powodów: ulga na złotówkę dochodu nad progiem jest o połowę mniejsza (8 pkt proc. zamiast 20), a pełną korzyść konsumuje się dopiero przy podstawie 150 tys. zł. Jednocześnie likwiduje duży skok składki podatkowej z 12 proc. od razu na 32 proc., rozbijając go na dwa stopnie.

Dla pracownika na etacie zmiana staje się odczuwalna od ok. 12 tys. zł brutto miesięcznie, a pełne 200 zł miesięcznie więcej netto zyskuje każdy zarabiający powyżej ok. 14,8 tys. zł brutto

– wskazuje Piotr Juszczyk. 

Powrót do trzech stawek? "Paradoks"

Na ile najnowsze pomysły, jakie pojawiły się w rządzie, są ryzykowne w kontekście sytuacji budżetowej? Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, mówi, że zależy to od szczegółowych parametrów, czyli przede wszystkim od tego, na jakim poziomie będzie ustalona nowa stawka tego środkowego progu podatkowego.

– Im bardziej będzie przewyższała 120 tys. zł, tym bardziej będzie to wpływało na obciążenie budżetu. Natomiast myślę, że biorąc pod uwagę sytuację finansów publicznych, to Ministerstwo Finansów będzie dążyło do tego, żeby to nie przewyższało bardzo mocno tej granicy 120 tys. zł – uważa Kozłowski.

Jak mówi, to pewnego rodzaju paradoks, że wracamy do systemu, który mieliśmy przed 2008 rokiem, czyli do trzech stawek podatkowych.

Zmniejszyliśmy stawki z trzech do dwóch, co było ogłaszane jako pewnego rodzaju sukces, natomiast teraz system podatkowy w Polsce trochę bardziej zaczyna być podobny się do tego, co mieliśmy 20 lat temu

– zwraca uwagę Kozłowski.

Jak mówi, jest to częściowo pokłosie Polskiego Ładu.

– To Polski Ład "przykrywał" ten porządek, w którym nieuchronnie musieliśmy wrócić do trzeciej stawki. Dlatego że w ramach naprawienia Polskiego Ładu tę stawkę – początkowo 19-proc., później 18-proc. – obniżono do 12 proc. po to, żeby de facto dać taki efekt, jaki dawała tzw. ulga dla klasy średniej, która powodowała dużo problemów i musiała być zlikwidowana – tłumaczy ekonomista.

Jak mówi, to spowodowało, że dziura pomiędzy pierwszym a drugim progiem stała się tak duża, że zmiana musiała być konieczna, bo to rozwiązanie bardzo dotkliwe dla podatników.

Ludzie w ciągu roku, kiedy wpadają w drugi próg, zaczynają zarabiać wyraźnie mniej, bo nagle ich krańcowa stawka podatkowa rośnie o 20 punktów procentowych. Stąd też takie rozwiązanie musiało się pojawić

– uważa Kozłowski.

Najnowsza propozycja rządu nie jest dla niego zaskoczeniem, bo – jak mówi ekspert –w kręgach ekspertów podatkowych pojawiały się opinie o zasadności takich rozwiązań.

Ryczałt do zmiany? Ekspert: zaskoczenie

Z ustaleń money.pl wynika, że rząd nie wyklucza też radykalnego ograniczenia możliwości rozliczania się ryczałtem. W 2021 r. rząd PiS podwyższył limit przychodów z 250 tys. zł do 2 mln euro, w ramach którego można rozliczyć się w tej formie. To spowodowało prawdziwy exodus podatników z innych form właśnie na ryczałt. Teraz, jak słyszymy, w grę wchodzi opcja powrotu do limitu 250 tys. zł.

Zdaniem Łukasza Kozłowskiego to byłby dobry kierunek.

– To, co Ministerstwo Finansów proponowało do tej pory, było raczej zmianą punktową niż systemową. Mam na myśli ograniczenie stosowania stawki 8,5 proc., która faktycznie była przez niektóre grupy osób prowadzących działalność nadużywana, również dzięki korzystnym dla nich interpretacjom podatkowym. Natomiast szersze ograniczenie ryczałtu, który bardzo mocno rozszerzył Polski Ład, byłoby zmianą idącą w dobrą stronę – przyznaje ekonomista.

Jak mówi, ryczałt jest obecnie systemem, który "generuje sporo ryzyk, ponieważ ryczałtowcowi nie opłaca się brać faktur kosztowych – płaci przecież podatek od przychodu".

– To trochę zaburza szczelność systemu podatkowego. Dlatego myślę, że częściowe odwrócenie Polskiego Ładu właśnie poprzez ograniczenie ryczałtu byłoby dobrym kierunkiem i dużą zmianą filozofii systemu podatkowego w Polsce. Do tej pory bardzo mocno promowano rozwiązania ryczałtowe kosztem rozliczania według skali podatkowej i podatku liniowego – wyjaśnia Kozłowski.

Wybrane dla Ciebie