Kijów może mieć spory problem. Koalicja chętnych bez chętnych [OPINIA]

Koalicja chętnych, ale bez chętnych nie jest wyłącznie skutkiem zmian politycznych w Londynie czy Paryżu oraz zmęczenia zachodnich wyborców. To także pytanie o to, czy przez te wszystkie miesiące w Kijowie budowano rezerwę zaufania i cierpliwości na dzień, w którym przywódcy się zmienią, a emocje z pierwszych lat wojny wygasną - pisze w opinii dla money.pl Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku.

Wołodymyr ZełenskiWołodymyr Zełenski
Źródło zdjęć: © Getty Images | Beata Zawrzel
Piotr Arak

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Wraz ze słabnięciem rządów w Europie i wymianą liderów bezwarunkowych sojuszników Kijowa jest coraz mniej. Nawet wśród samych Ukraińców spada zaufanie do Wołodymyra Zełenskiego, a większość społeczeństwa liczy się z tym, że potrzebny będzie nowy prezydent. Przedłużający się konflikt sprawia, że zmęczenie wojną oraz inne problemy, z którymi zmagają się europejscy liderzy, wymagają dziś większej uwagi niż sama wojna na wschodzie. Zmiany polityczne na Zachodzie mogą wymusić na Kijowie większą elastyczność, m.in. w relacjach z Warszawą.

Koalicja bez kapitana

Koalicję chętnych, czyli nieformalny sojusz państw finansujących ukraińską armię i deklarujących gotowość do udziału w ewentualnej misji pokojowej, coraz mniej łączy. Od początku jej trzon stanowiły dwa rządy: Wielkiej Brytanii i Francji, choć uczestniczyły w niej również m.in. Niemcy, Polska oraz państwa nordyckie i bałtyckie.

Problem polega na tym, że oba duże państwa tracą swoich dotychczasowych liderów. Keir Starmer odszedł, a funkcję premiera objął Andy Burnham. Choć deklaruje on dalsze wsparcie dla Ukrainy i zapowiada przekazanie nowego systemu dronowego Stone Cloak, jest kolejnym szefem brytyjskiego rządu bez mandatu uzyskanego w wyborach, a jego poparcie społeczne jest słabe. Brytyjczycy mierzą się z konsekwencjami Brexitu, wysokimi kosztami życia i narastającymi problemami wewnętrznymi.


WIDEO
Polska przegrywa stawkami. "We Francji i Niemczech płaci się lepiej"


We Francji kadencja Macrona kończy się w 2027 r., a bukmacherzy typują na następczynię prezydenta Marine Le Pen, która w przeszłości była przyjaźnie nastawiona do Rosji. Dzisiaj chce pomocy dla Ukrainy, ale konsekwentnie sprzeciwia się przekazywaniu Ukrainie francuskiej broni dalekiego zasięgu do uderzeń w głąb Rosji, a także wysyłaniu francuskich wojsk. Uznaje to za ryzyko uczynienia Francji stroną konfliktu.

Do tego dochodzi Friedrich Merz, teoretycznie najsilniejszy kandydat na nowego lidera koalicji, osłabiony jednak wewnętrzną niestabilnością w Niemczech, czujący oddech AfD w sondażach i wynikach wyborów do władz landów. Do tego zmaga się ze strukturalnymi problemami niemieckiej gospodarki.

Relacje Ukrainy z Polską pozostają trudne, w dużej mierze z powodu decyzji władz w Kijowie dotyczących eksponowania tradycji UPA i postaci Stepana Bandery. W tej sytuacji trudno oczekiwać, by Polska chciała wypełniać lukę po zachodnich liderach wspierających Ukrainę. Nie ma też u nas poparcia dla wysyłania wojsk polskich na Ukrainę.

Koalicja chętnych była zbudowana na osobistych relacjach garstki przywódców, których zaraz nie będzie.

Zmiany nastrojów społecznych

To, co odróżnia rok 2026 od 2022 czy 2023, to fakt, że zmęczenie przestało być sprawą kilku polityków. W Wielkiej Brytanii poparcie dla pomocy Ukrainie "aż do zwycięstwa" spadło z 50 do 36 procent. W Niemczech, Francji, Włoszech i Hiszpanii większość respondentów woli już negocjacje pokojowe niż kontynuację wsparcia wojskowego. W Polsce poparcie dla pomocy wojskowej spadło z ponad 60 do 52 procent.

A w samej Ukrainie Gallup notuje latem 2026 r. 69 procent zwolenników jak najszybszego negocjowanego zakończenia wojny wobec zaledwie 24 procent za walką do zwycięstwa. Zaufanie do ukraińskiego prezydenta spadło do 49 procent – z poziomów bliskich powszechnej aklamacji sprzed kilku lat. Aż 67 procent Ukraińców spodziewa się, że po zakończeniu wojny ich prezydent zostanie zastąpiony.

W Polsce najbardziej wymowny sygnał tego zmęczenia nie płynie z sondaży dotyczących samej Ukrainy, tylko z poparcia partii Grzegorza Brauna. Przez cały 2026 r. jego partia notuje około 10 procent. To sygnał, że przekaz radykalny i otwarcie nieprzychylny Ukrainie znajduje w Polsce realny elektorat.

Nawet w kraju bardziej narażonym geograficznie i mniej skłonnym do "zmęczenia" niż Londyn czy Paryż, grunt pod dalsze bezwarunkowe wsparcie zaczyna pękać.

Długa wojna

A wojna trwa długo, nawet bardzo długo. Licząc od pełnoskalowej inwazji w lutym 2022 r., konflikt trwa już dłużej niż cała I wojna światowa – cztery lata i trzy miesiące. A licząc od 2014 r., od aneksji Krymu i wybuchu wojny w Donbasie, mówimy już o ponad dekadzie.

Im więcej czasu mija, tym coraz więcej demokratycznych przywódców się zmienia. Europa, której kluczowe decyzje zapadają na forum Rady Europejskiej, siłą rzeczy pozostaje zależna od ich stanowisk, a te w dużej mierze odzwierciedlają nastroje społeczne. W Rosji decyzje podejmuje Putin, który pomimo coraz większych problemów gospodarczych nigdzie się nie wybiera.

Nasuwają się dziś pytania o to, jak działała ukraińska dyplomacja, wiedząc, że taki moment prędzej czy później nadejdzie. Czy Ukraina przygotowała swoich sojuszników na zmianę politycznych realiów? Czy demokratyczne państwa wspierające Kijów otrzymały przez ostatnie lata argumenty pozwalające przekonywać własnych wyborców, że dalsza pomoc jest zarówno opłacalna, jak i moralnie uzasadniona, czy też coraz częściej musiały się z niej tłumaczyć? Czy ograniczono korupcję na tyle, by każdy kolejny pakiet wsparcia nie wymagał aktu wiary? Czy znalazło się miejsce na uwzględnienie wrażliwości takich państw jak Polska w kwestiach fundamentalnych dla Warszawy, jak sprawy Wołynia?

Koalicja chętnych bez chętnych nie jest wyłącznie skutkiem zmian politycznych w Londynie czy Paryżu oraz zmęczenia zachodnich wyborców. To także pytanie o to, czy przez te wszystkie miesiące w Kijowie budowano rezerwę zaufania i cierpliwości na dzień, w którym przywódcy się zmienią, a emocje z pierwszych lat wojny wygasną. Wreszcie, pytanie, czy Kijów w relacjach z Polską nie popełnił błędów, które mogą być dla niego niebezpieczne w kolejnym roku wojny.

Wybrane dla Ciebie