"Biedniejsi na własne życzenie". Ekonomista nie zostawia suchej nitki na brexicie
Dziesięć lat po referendum coraz więcej Brytyjczyków uważa, że brexit był błędem. Zdaniem Bartosza Pawłowskiego, prezesa mTFI, decyzja o opuszczeniu Unii Europejskiej oznaczała dobrowolne nałożenie gospodarczych sankcji na własny kraj i kosztowała Wielką Brytanię miliardy funtów.
Bartosz Pawłowski wspominał w "Horyzontach" Patrycjusza Wyżgi noc referendum jako jedno z najbardziej burzliwych wydarzeń w swojej karierze zawodowej. Pracował wtedy w londyńskim City i obserwował reakcję światowych rynków finansowych praktycznie z pierwszego rzędu.
Jak przypomniał, początkowo wszystko wskazywało na to, że zwolennicy pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej zwyciężą. Gdy zaczęły napływać kolejne wyniki, sytuacja odwróciła się jednak diametralnie.
- Działy się dantejskie sceny - mówił o wydarzeniach na rynku walutowym. Funt zanotował największy jednodniowy spadek w historii, a gwałtowne ruchy objęły także euro, jena oraz inne waluty.
"Brytyjczycy sami nałożyli na siebie sankcje"
Zdaniem prezesa mTFI referendum nie było jedynie politycznym wydarzeniem. Oznaczało również dobrowolne ograniczenie własnej gospodarki poprzez utrudnienie handlu, inwestycji i przepływu kapitału.
Pawłowski przywołał słowa brytyjskiego dziennikarza Jamesa O'Briena, który określił brexit jako przypadek bez precedensu. - W demokratyczny sposób ludzie zagłosowali za nałożeniem sankcji gospodarczych na samych siebie - podkreślił.
Jak zaznaczył, przez kolejne lata Wielka Brytania mierzyła się z osłabieniem funta, wyższą inflacją, mniejszą liczbą inwestycji oraz przenoszeniem części działalności finansowej do innych europejskich miast. Jednocześnie kraj nie ograniczył migracji w takim stopniu, jak oczekiwali zwolennicy wyjścia z Unii. Z czasem zmieniła się jedynie struktura napływu migrantów
Coraz więcej Brytyjczyków uważa brexit za błąd
Ekspert zwrócił uwagę, że jeszcze przed referendum większość ekonomistów ostrzegała przed gospodarczymi skutkami opuszczenia wspólnego rynku. Jego zdaniem prognozy w dużej mierze się sprawdziły.
Ekonomicznie nie spotkałem się z nikim - a szukałem - kto by powiedział, że to miało pozytywne konsekwencje - stwierdził.
Pawłowski zauważył jednocześnie, że negatywne skutki brexitu nie pojawiły się natychmiast. Gospodarka nie załamała się z dnia na dzień, lecz przez lata rozwijała się wolniej, niż mogłaby bez opuszczenia Unii. To sprawiło, że wielu mieszkańców nie powiązało pogarszającej się sytuacji bezpośrednio z referendum. Mimo to obecnie większość Brytyjczyków uważa, że decyzja z 2016 r. była błędem.
Czy Wielka Brytania może jeszcze zyskać?
Pawłowski wskazał tylko jeden obszar, w którym brexit może okazać się pewnym atutem. Chodzi o rozwój sztucznej inteligencji. Ponieważ Wielka Brytania nie podlega unijnemu AI Act, ma większą swobodę w tworzeniu korzystnych warunków dla firm technologicznych.
Ekspert zastrzegł jednak, że nie jest to efekt samego brexitu, lecz konsekwencja późniejszych zmian regulacyjnych. Jego zdaniem nawet jeśli kraj wykorzysta potencjał sztucznej inteligencji, będzie to oznaczało rozwój pomimo brexitu, a nie dzięki niemu.
Podsumowując bilans dekady od referendum, Pawłowski nie pozostawił wątpliwości. - Po prostu są biedniejsi na własne życzenie - ocenił.