UE zapłaciła za kampanię przeciw UE? Media: kontrowersje wokół brexitu
Grupa polityczna, do której należał Nigel Farage w Parlamencie Europejskim, mogła przeznaczyć około 1,8 mln euro z unijnego budżetu na działania związane z kampanią przed referendum brexitowym - wynika z dokumentów, do których dotarł "Financial Times".
Jak informuje "Financial Times", około 1,8 mln euro pochodzących z budżetu Parlamentu Europejskiego miało zostać przeznaczonych na działania związane z kampanią referendalną przed brexitem. Chodzi o lata 2015–2016, gdy trwała intensywna kampania przekonująca Brytyjczyków do opuszczenia Unii Europejskiej.
Według dokumentów, do których dotarła gazeta, środki pochodziły z budżetu grupy Europe of Freedom and Direct Democracy (EFDD), której jedną z najważniejszych postaci był Nigel Farage. Finansowane miały być między innymi wydarzenia organizowane w ramach objazdowej kampanii "Say No to EU", a także materiały promocyjne i obsługa techniczna wystąpień.
Jesienią poprzedzającą referendum Farage rozpoczął trasę po Wielkiej Brytanii pod hasłem "Say No to EU". Podczas jednego z wydarzeń w Westminsterze ogłosił rozpoczęcie kampanii na rzecz wyjścia kraju z Unii Europejskiej, jednocześnie krytykując sposób wydawania środków przez Wspólnotę.
Bessa bez paniki? Filozof przypomina o priorytetach
Według ustaleń "Financial Times" z funduszy EFDD opłacano m.in. wynajem sal, banery kampanijne oraz firmę odpowiedzialną za transmisję wydarzeń na żywo.
Pytania o zgodność z prawem
Sprawa wywołała pytania dotyczące brytyjskich przepisów wyborczych. W Wielkiej Brytanii finansowanie kampanii politycznych podlega ścisłym regulacjom, a darowizny muszą być zgłaszane do komisji wyborczej.
Gavin Millar KC, specjalista prawa wyborczego z Matrix Chambers, zwrócił uwagę, że przepisy określają zamknięty katalog podmiotów mogących finansować działalność polityczną. Jak podkreślił w rozmowie z "Financial Times", grupy działające w Parlamencie Europejskim nie znajdują się na tej liście.
Prawnik zaznaczył, że ujawnione informacje rodzą pytania dotyczące źródła środków, sposobu ich przekazywania oraz zgodności z obowiązującymi regulacjami. Electoral Commission nie odniosła się do sprawy szczegółowo, wskazując jedynie, że nie komentuje potencjalnych naruszeń bez wcześniejszej analizy wszystkich okoliczności.
Wątpliwości dotyczą również prawa europejskiego. Parlament Europejski przypomina, że grupy polityczne mogą finansować działania związane z debatą na tematy europejskie, jednak nie mogą przeznaczać środków na krajowe kampanie wyborcze ani wspierać partii politycznych działających na poziomie krajowym.
Według dokumentów opisanych przez "Financial Times" finansowanie obejmowało dziesiątki spotkań kampanijnych, plakaty oraz materiały promocyjne związane z działalnością UK Independence Party (UKIP). Wiele z nich miało zawierać logo ugrupowania, z którym związany był Farage.
Farage odpiera zarzuty
Przedstawiciel Nigela Farage’a stanowczo odrzucił sugestie dotyczące nieprawidłowości. Stwierdził, że zarzuty są "całkowicie bezpodstawne i pozbawione wartości". Dodał również, że po niemal dekadzie od referendum "Financial Times" nadal koncentruje się na sporach związanych z brexitem.
Jak zauważa dziennik, z dostępnych dokumentów nie wynika jednoznacznie, w jaki sposób środki były przekazywane w Wielkiej Brytanii. To właśnie ten element może mieć znaczenie dla oceny prawnej całej sprawy.
Nie jest to pierwszy przypadek, gdy działalność środowiska skupionego wokół UKIP budziła zastrzeżenia instytucji europejskich - czytamy. W przeszłości kilku europosłów tej partii zostało zobowiązanych do zwrotu środków uznanych przez urzędników Parlamentu Europejskiego za wykorzystane niezgodnie z przeznaczeniem. Sam Farage miał zwrócić 39,5 tys. funtów.
Eksperci podkreślają, że przedstawione informacje nie przesądzają jeszcze o naruszeniu prawa, ale pokazują, że część działań wymierzonych przeciwko Unii Europejskiej mogła być finansowana ze środków pochodzących właśnie z unijnego budżetu.