- Moim zdaniem, w scenariuszu bazowym EUR/PLN przez przynajmniej najbliższy kwartał będzie się utrzymywał w przedziale 4,25-4,35. Bardziej z tendencją do handlu w górnej połowie pasma tego przedziału - powiedziała Monika Kurtek w wywiadzie dla PAP Biznes.
Jednocześnie Kurtek ocenia, że wariant wyraźnie mocniejszego złotego nie jest dziś realny, jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie będzie trwał. Wskazała też zestaw warunków, które musiałyby zadziałać jednocześnie, by euro spadło w okolice 4,20 zł lub niżej.
- Natomiast scenariusz mocniejszego złotego, czyli nawet 4,20/EUR i niżej, moim zdaniem nie jest możliwy w sytuacji trwania konfliktu na Bliskim Wschodzie. Wydaje mi się, że mocny złoty, w okolicy 4,20/EUR czy poniżej, wymaga trwałego otwarcia cieśniny Ormuz oraz spadku cen ropy poniżej 70 USD/baryłkę, a także powrotu amerykańskiego Fedu do łagodzenia polityki monetarnej. I tak naprawdę te warunki musiałyby wystąpić łącznie, aby EUR/PLN zszedł do aż tak mocnych poziomów - dodała.
Złoty w górę i w dół - scenariusze
W rozmowie pojawił się też scenariusz osłabienia złotego, w którym kurs przesuwa się w okolice 4,40 za euro i wyżej. Kurtek wskazała przede wszystkim ryzyka geopolityczne oraz czynniki związane z polityką pieniężną w USA, a także możliwy wpływ przyszłorocznego budżetu.
- Główne ryzyko to eskalacja wojny w Zatoce Perskiej, a także utrzymujący się "jastrzębi" Fed. Do tego dochodzi kwestia budżetu na 2027 r. Jeżeli on by bardzo mocno rozczarował rynki, a przy tym choćby jedna z agencji ratingowych podjęła decyzję o obniżce ratingu Polski, to mogłoby to mocno osłabić złotego - powiedziała.
Jak ocenia ekonomistka, złoty ma solidne fundamenty, ale na rynku nie przekłada się to na dalsze umocnienie. Wśród argumentów wymieniła m.in. tempo wzrostu PKB oraz czynniki związane z napływem kapitału.
- Są argumenty za tym, żeby złoty umacniał się. Jednym z nich jest wzrost gospodarczy Polski. PKB przyspieszył w drugim kwartale do 3,8 proc. z 3,5 proc. Są to wyniki wyraźnie lepsze od tego, co notuje strefa euro, a także nasz region. Prozłotowo działa też napływ środków unijnych z KPO i programu SAFE oraz nabierający tempa cykl inwestycji - powiedziała ekonomistka.
Wskazała też na wzrost zaangażowania inwestorów zagranicznych w polski dług oraz koniunkturę na Giełdzie Papierów Wartościowych, zaznaczając, że mimo tych elementów złoty nie kontynuuje umocnienia.
- Ponadto, nastąpił powrót inwestorów zagranicznych do polskiego długu. W maju zaangażowanie zagranicy wzrosło do 206,2 mld zł, po raz pierwszy od połowy 2017 r. przekraczając taki poziom. No i wreszcie mamy też, w ślad za rynkami globalnymi, hossę i rekordy na GPW. Mimo tych czynników, złoty się nie umacnia, można powiedzieć, że się zatrzymał - dodała.
Dlaczego złoty się nie umacnia?
Jako jedną z przyczyn Kurtek wskazała zmiany w różnicy stóp procentowych między Polską a strefą euro. W jej ocenie, zawężający się dyferencjał działa przeciwko złotemu.
- Mamy bardziej niekorzystną różnicę między stopą referencyjną NBP a stopą depozytową EBC. RPP obniżyła stopy w marcu i od kwietnia stoimy wprawdzie w miejscu, ale EBC zaczął stopy podwyższać. Ten zawężający się właśnie dyferencjał jest argumentem przeciwko złotemu - powiedziała Monika Kurtek.
Ekonomistka dodała też, że część pozytywnych czynników może być już uwzględniona w wycenach rynkowych. Zwróciła również uwagę na konkurencję o kapitał w regionie.
- Trzeci czynnik przemawiający na niekorzyść złotego jest taki, że nasza waluta niestety przegrywa konkurencję o kapitał w regionie. Te komentarze członków Rady Polityki Pieniężnej, które ostatnio słyszeliśmy, tonujące wyraźnie oczekiwania na zacieśnienie polityki monetarnej sprawiły, że polska waluta stała się przejściowo mniej atrakcyjna dla inwestorów zagranicznych, którzy bardziej skupili uwagę na przykład na węgierskim forincie czy koronie czeskiej - powiedziała.
W wypowiedzi pojawił się też wątek finansów publicznych. Kurtek przytoczyła dane o deficycie i odniosła je do postrzegania waluty.
- Czwartym argumentem niesprzyjającym złotemu są finanse publiczne. Jak wiadomo deficyt budżetu państwa po siedmiu miesiącach przekroczył 141 mld zł. Deficyt całego sektora utrzymuje się w okolicach 7 proc. PKB, a jeśli chodzi o dług, to prognozy mówią, że do końca dekady wyniesie on powyżej 70 proc. PKB. To oczywiście nie są dobre informacje z punktu widzenia waluty - dodała Monika Kurtek.