inflacja (strona 67 z 176)

Adam Glapiński z notesem zdziwiony na zakupach. "Dopiero teraz? To był słaby pomysł"
90
2:44

Adam Glapiński z notesem zdziwiony na zakupach. "Dopiero teraz? To był słaby pomysł"

W czwartek podczas konferencji prasowej po decyzji Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych prezes Adam Glapiński odniósł się do wzrostu cen, który według niego nie jest tak wysoki, jak podają "media z niepolskim kapitałem". Szef NBP stwierdził: "wziąłem notes, długopis, poszedłem do najbliższych sklepów i się bardzo zdziwiłem". - Ja nie wiem, czy pan prezes ma kontakt z rzeczywistością, ale te słowa pokazują, że jego pomysły nie są najlepsze - powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Artur Nowak-Far ze Szkoły Głównej Handlowej.– On powinien przejść się do sklepu dużo wcześniej, rok temu. Wówczas widziałby wzrost cen rok do roku, zwłaszcza w tym koszyku produktów podstawowych. Bo tu te podwyżki są znacznie wyższe niż wskazuje inflacja, to jest więcej niż 17-18 proc. To był słaby pomysł z jego strony. Pewnie poszedł po raz pierwszy. Takie deklaracje to rodzaj PR-u i to nie jest nic złego. Trzeba powiedzieć, że tym razem prezes NBP wykazał się większą umiejętnością komunikowania się ze społeczeństwem. To, że powiedział o tym pójściu do sklepu, nie jest niczym złym. Poprzednie wystąpienia oceniam jako absolutnie fatalne dla niego samego i reprezentowanej przez niego instytucji. Był bardzo źle przygotowany. Dziś to nadal nie jest standard światowy komunikowania się szefa banku centralnego z obywatelami. Robi pogadanki i ja tego naprawdę nie rozumiem.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
RPP wstrzymuje podwyżki stóp. Co dalej? Prof. Marek Belka: zaczynamy płacić za ekscesy z lat poprzednich
12
5:07

RPP wstrzymuje podwyżki stóp. Co dalej? Prof. Marek Belka: zaczynamy płacić za ekscesy z lat poprzednich

- Zatrzymanie podwyżek stóp procentowych przez RPP to prezent na święta dla Polaków, ale bardzo spodziewany - powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Marek Belka, były premier, były szef NBP, europoseł. - Jak popatrzeć na decyzje RPP w ostatnich kilku latach, to w grudniu zwykle stopy nie były zmieniane. Poza tym członkowie RPP obiecują pauzę w podwyżkach. Muszę powiedzieć, że gdybym był członkiem RPP, to byłbym bardziej "jastrzębi", a gdybym był szefem NBP, to byłbym w swoich wypowiedziach bardziej zdecydowany, bo inflacja jest nadal olbrzymia. Samo to przyhamowanie ze stopami nie jest dla mnie ani niespodzianką, ani katastrofą merytoryczną. Ale nie wykluczam podwyżek w przyszłości. To nie jest tak, że stopy procentowe będą rosły do poziomu inflacji bieżącej. One powinny współgrać z inflacją oczekiwaną, ale pytanie jest: jaka ona będzie? Tutaj mamy chaos i niejasność, które płyną ze strategii komunikacyjnej NBP. Mamy potężny impuls inflacyjny w postaci likwidacji tarczy antyinflacyjnej, mamy też niewiadomą związaną z wydatkami państwa, zwłaszcza w okresie przedwyborczym. Są też impulsy deflacyjne z rynku surowców i z rynku żywnościowego. Osłabienie tempa wzrostu gospodarczego w Polsce już następuje, a jego najwyraźniejszym antyinflacyjnym symptomem jest spowolnienie wzrostu płac w relacji do wzrostu cen. Mówiąc krótko: zaczynamy płacić za ekscesy z lat poprzednich spadkiem płac. Jest też możliwy scenariusz taki, że z jakiś nieokreślonych przyczyn inflacja przyspieszy i RPP nie będzie miała wyjścia, będzie pod naciskiem opinii publicznej i podwyżki stóp wrócą.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Węgry na krawędzi kryzysu. "Na stacjach nie ma paliwa, półki w sklepach są puste"
684
3:26

Węgry na krawędzi kryzysu. "Na stacjach nie ma paliwa, półki w sklepach są puste"

- Węgry od ponad roku przesterowują gospodarkę. Rząd Viktora Orbana, aby wygrać wybory, zafundował Węgrom centralne sterowanie: ustalił górną cenę paliw, to samo zrobił z podstawowymi produktami żywnościowymi. To wszystko po to, by się przypodobać biedniejszej części populacji węgierskiej, swojemu elektoratowi - powiedział w programie "Newsroom” WP Wojciech Przybylski, red. nacz. Visegrad Insight i prezes Fundacji Res Publica. – Sytuacja gospodarcza zaczęła się psuć wraz z kosztami, które wszystkie kraje ponoszą w wyniku pandemii. Zaczęła rosnąć inflacja, a Orban kontynuował swoją politykę ochraniania „swoich” obywateli, która przyniosła katastrofalne skutki. Obecnie na jednej czwartej stacji paliw nie ma benzyny. Ograniczenia cen zostały zniesione nagłą decyzją. W efekcie ludzie ustawili się w kolejkach, by jeszcze kupić paliwo jeszcze po tańszej cenie, ale paliwa nie ma. Nie ma czego zatankować, półki w sklepach są puste, a do tego dochodzi jeszcze fatalna sytuacja na rynku pieniężnym. Pozycja forinta jest najniższa w historia, osiąga rekordowe niskie pułapy. Orban wie, kto jest temu winien: rząd węgierski, ale to nie przeszkadza mu wskazywać na wszystkie inne kierunki. Oskarża: Zachód, Wschód, Sorosa, brakuje tylko kosmitów - podkreślił.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
"Jesteśmy krajem biednym". Ekspert ostrzega: można łatwo wpaść w spiralę długu
56
4:32

"Jesteśmy krajem biednym". Ekspert ostrzega: można łatwo wpaść w spiralę długu

- Otrzemy się o 20 proc. inflacji na początku przyszłego roku. Trudno powiedzieć, czy to będzie prawie 20 proc., czy ciut mniej. To jest magia liczb, bo jest symbolika, ale to patrząc na wpływ na gospodarkę, to nie ma to znaczenia - powiedział w programie "Newsroom" WP dr Piotr Maszczyk z SGH. - Polska jest krajem na dorobku i jest krajem biednym – mówię to z całą mocą. Jeśli spojrzymy na wskaźnik PKB, to jesteśmy notowani jako kraj gdzieś od końca UE. Ciągle się dorabiamy. Ostatni ranking przedcovidowy pozwolił nam myśleć, że przyspieszyliśmy w tym gonieniu Zachodu, prawdą jest, że wyprzedzamy kolejne kraje, ale dalej jesteśmy biedni. Dla części osób, których realne dochody są bardzo niskie, istnieje pokusa zaciągania pożyczek. One są bardzo wysoko oprocentowane i wpędzają w spiralę, z której ciężko wyjść. Ale jak pieniędzy brakuje i człowiek chciałby, żeby na stole jednak była ryba, sałatka oraz makowiec i widzi, że nie ma za to tego kupić, to trudno tej pożyczki nie zaciągnąć. Tym bardziej, że szczyt reklam, które będą oferować łatwe pieniądze, dopiero przed nami. Mogę tylko zwrócić uwagę na jedno: nie patrzcie na to, co reklama mówi dużymi literami, ale na to, co mówi literami małymi. Patrzcie na realne oprocentowanie. Nawet oferty parabanków różnią się od siebie. Można zaciągnąć pierwszą pożyczkę nieoprocentowaną: pożyczacie 2 tys. zł i tyle samo oddajecie pół roku później. Patrzmy na parametr RRSO.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
60 zł za kilogram pierogów z kapustą i borowikami. "Absurdalne ceny. Nie mam dobrych wiadomości"
269
3:06

60 zł za kilogram pierogów z kapustą i borowikami. "Absurdalne ceny. Nie mam dobrych wiadomości"

- Nie znamy jeszcze danych o inflacji za grudzień, ale z naszych wyliczeń wynika, że średnio te święta będą o 17 proc. droższe od poprzednich - powiedział w programie "Newsroom" WP dr Piotr Maszczyk z SGH. – Mówimy o wszystkich dobrach konsumpcyjnych i usługach. Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę produkty typowo świąteczne, to obawiam się, że musimy szykować się na wzrosty rzędu 20-30 proc. O tyle więcej będą kosztować zakupy. Natomiast święta to nie jest czas na oszczędzanie. Z pewnością wielu z nas wyda mniej na prezenty, część nie wyjedzie na święta albo wyjedzie na krócej. Zimowych wyjazdów, które często odbywały się w tym okresie świątecznym, z pewnością będzie mniej. Już widać, że obłożenie w hotelach jest mniejsze. Natomiast w sklepach nie wydamy mniej i sklepy to wiedzą, bo święta to jest czas cieszenia się w gronie rodzinnym, przyjaciół. Mówię o produktach typowo świątecznych: mak, bakalie, grzyby, za które z pewnością zapłacimy dużo więcej. Podam cenę, która jest warszawska i może się wydać abstrakcyjna dla widzów z innych części kraju, ale za kilogram pierogów z kapustą i borowikami trzeba w stolicy zapłacić 60 zł. To jest bardzo dużo. Ale trudno sobie wyobrazić wigilię bez pierogów. Nie mam dobrych wiadomości, będzie drogo.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga