pis (strona 25 z 224)

Zaniżone ceny paliw w Polsce. "Tej władzy podoba się ręczne sterowanie gospodarką. Mamy PRL bis"
WIDEO

Zaniżone ceny paliw w Polsce. "Tej władzy podoba się ręczne sterowanie gospodarką. Mamy PRL bis"

Od kilku tygodni widoczny jest "rozjazd" w cenach paliw między Polską a Niemcami, Czechami, Słowacją, Litwą, a nawet Węgrami. Tankowanie tam jest coraz droższe, u nas kierowcy płacą coraz mniej. Czy to efekt kampanii wyborczej w Polsce? - Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Rozbieżność w cenach sięgają 20 proc. - powiedział podczas gospodarczej debaty "Money.pl" prof. Paweł Wojciechowski z Instytutu Finansów Publicznych. – Dolar w ciągu miesiąca zdrożał o 8 proc., ropa na rynkach światowych poszła w górę o 12 proc. Cena paliwa w Polsce powinna być zatem odpowiednio wyższa. Po wyborach przekonamy się, jak wyglądały marże Orlenu i czy były wykorzystywane rezerwy interwencyjne. Problem polega na tym także, że mamy wielką monopolizację sektora i teraz jeden podmiot przed wyborami na telefon może zaniżać ceny. Tak samo było przed wyborami na Węgrzech, gdzie w końcu paliwa zabrakło. Teraz także inflacja wystrzeliła. Takie były skutki manipulowania cenami. Inflacja w Polsce, choćby z uwagi na to, co się dzieje z paliwami, spadnie. Gdyby tych sztucznych regulacji nie było, gdyby zadziałał sam rynek, odczyt za wrzesień byłby nadal dwucyfrowy, tymczasem mamy inflację w okolicach 8,5 proc. - dodaje ekspert. - Jestem przekonany, że sterowanie gospodarką bardzo się obecnej władzy podoba. To jest PRL bis – uważa Andrzej Byrt, były ambasador RP w Niemczech i we Francji. - Rynek to jest skomplikowany mechanizm, który ma swoje reguły i ich nie można zmieniać ich ot tak. Do tego potrzebni są ludzie, którzy się na tym znają i wiedzą, jak to robić dla dobra swoich obywateli. Metody, które stosuje obecna władza, mogą doprowadzić nie tylko do dochodzenia przed określone organy, ale mogą wywołać katastrofę. Paliw może w końcu zabraknąć. Zresztą ostrzegał przed tym sam prezes Orlenu Daniel Obajtek przed świętami, kiedy przestrzegał przed scenariuszem węgierskim. Dziś sam ten scenariusz realizuje. Mam tylko nadzieję, że to wszystko nie wypłynie na polską gospodarkę tak jak stało się to na Węgrzech. Manipulacje cenowe, o których mówimy, świadczą także o tym, że te wybory nie będą równe dla wszystkich – przyznal Byrt.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Emerytury stażowe. Realna obietnica? "PiS specjalnie nie podało szczegółów"
WIDEO

Emerytury stażowe. Realna obietnica? "PiS specjalnie nie podało szczegółów"

PiS obiecało wprowadzenie emerytur stażowych. Czy ona jest realna? I czy nie uderzy to w system emerytalny? Pomysł od dwóch lat leży w Sejmie. - Jako OPZZ walczymy o emerytury stażowe od 2010 r. i pierwszy był nasz projekt. Zebraliśmy 800 tys. podpisów. Tak dużo obywateli nie walczyłoby o rzecz, która jest nierealne. To się pojawiło nawet w postulatach sierpniowych - powiedział Sebastian Koćwin w trakcie pierwszej debaty gospodarczej w programie "Money.pl". - Wierzę w tę obietnicę, ale pomysł nie jest do końca akceptowalny przez nas. My zakładaliśmy przejście na emeryturę po okresie 40 lat w przypadku mężczyzn i 35 - w przypadku kobiet. Propozycja rządu jest gorsza, mówi o wieku 43 i 38 lat. Nie znamy szczegółów. Być może tylko okresy składkowe będą brane pod uwagę. Może być tak, że osoby ciężko pracujące, z powodu chorobowego, nie będą brane pod uwagę. Wtedy to będzie oferta tylko dla wybranych – dodał. - To sztuczne wywoływanie tematu w kampanii – uważa z kolei Oskar Sobolewski, ekspert emerytalny i rynku pracy. – Gdyby PiS chciało tę obietnicę spełnić, już dawno by to zrobiło. Z 800 plus jakoś udało się szybko zadziałać. Jeśli chodzi o założenia, to faktycznie niewiele wiemy. Ale to też chodzi o to, by z tych szczegółów nie można było potem rozliczać PiS. Negatywnie oceniam to rozwiązanie. Emerytury stażowe mogłyby być realizowane pod warunkiem, że byłaby to część większej reformy emerytalnej związanej z wyrównywaniem i podnoszeniem wieku emerytalnego – zaznaczył ekspert.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
PiS chce rewolucji w emeryturach. Stać nas na to? Ekspert: to wywali system emerytalny
WIDEO

PiS chce rewolucji w emeryturach. Stać nas na to? Ekspert: to wywali system emerytalny

PiS obiecało wprowadzenie emerytur stażowych. Czy Polskę na to stać? - Emerytury stażowe są zależne od tego, co wypracuje pracownik. Emerytura w tej chwili to jest to co uzbieramy na naszym koncie dzielone przez dalszy okres do życia liczony w miesiącach - powiedział Sebastian Koćwin w trakcie pierwszej debaty gospodarczej w programie "Money.pl". - Warto zaznaczyć, że wcześniejsze przejście na emeryturę będzie oznaczało, że tych zebranych środków będzie mniej i będą dłużej wypłacane, ale to wcale nie obciąży systemu emerytalnego. Natomiast jeśli patrzymy na kwoty, projekt, który my zakładaliśmy, to byłby koszt od 8 do 14 mld zł rocznie na emerytury stażowe. Ale projekt rządu jest gorszy, mniej osób skorzysta. Póki nie dostaniemy gotowego projektu, to trudno oceniać koszt, ale uważam, że on będzie stosunkowo niski. Pracujemy coraz dłużej, ale brakuje zdrowia. Pracujemy 1,9 tys. godzin w skali roku, na Zachodzie to jest 1,3 tys. godzin. Patrząc długookresowo Polak pracuje o 10 lat dłużej niż Niemiec, dlatego emerytury stażowe są potrzebne. Jedna czwarta mężczyzn nie dożywa w Polsce emerytury. Takie są fakty – uważa. - Nie stać nas na emerytury stażowe. Ten pomysł rozwali system emerytalny - uważa z kolei Oskar Sobolewski, ekspert emerytalny i rynku pracy. - Polska jest społeczeństwem starzejącym się, wydłuża się czas życia. Jeśli to sobie zderzymy z emerytura stażową w wieku 56-57 lat, to widzimy perspektywę długiego bycia na emeryturę. Reforma powinna polegać na wyrównaniu wieku emerytalnego, wyrównaniu stażu dla kobiet i mężczyzn. Pamiętajmy, że sobie zamykamy źródło finansowania i że nie będzie osób wykonujących określone prace. Brakuje rąk do pracy na rynku. Musimy to naprawić i stworzyć wizję reformy systemu emerytalnego, nie polityczną, a merytoryczną. Trzeba spojrzeć na perspektywę osób, które mają teraz 30-40 lat i będą przechodzić na emerytury za czas jakiś. Osobami, które pracowały ciężko w trudnych warunkach także państwo powinno się zaopiekować, ale to nie muszą być emerytury stażowe. Trzeba pomyśleć o systemie przekwalifikowania tych osób - dodał ekspert.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek