pis (strona 24 z 224)

Bilion zł. Taki jest rachunek za obietnice wyborcze. "Niech powiedzą, że VAT trzeba podnieść do 30 proc."
WIDEO

Bilion zł. Taki jest rachunek za obietnice wyborcze. "Niech powiedzą, że VAT trzeba podnieść do 30 proc."

Bilion złotych - to łączny koszt wszystkich obietnic, które pojawiły się w kampanii wyborczej. Tak wynika z wyliczeń money.pl i Forum Obywatelskiego Rozwoju. - To gigantyczna kwota, która pokazuje, że politycy mieli wyjątkowy rozmach. Obiecali nam wszystko, wręcz złote góry - powiedział w programie "Newsroom" Łukasz Kijek, szef redakcji money.pl. - Jako redakcja uznaliśmy, że trzeba to policzyć, bo taka jest nasza rola. Musimy patrzeć politykom na ręce. Tym bardziej, że politycy prawie nigdy nie mówią o tym, skąd na spełnienie obietnic wziąć pieniądze. Dlatego zachęcam do odwiedzenia strony wybory2023.money.pl, by dowiedzieć się, jaka jest prawda. Każda z tych partii zaproponowała ogromny wzrost wydatków publicznych w najbliższym czasie. Mówimy tak naprawdę o ogromnej dziurze w finansach publicznych - dodał Łukasz Kijek. - Najdroższy jest program Bezpartyjnych Samorządowców - powiedział Marcin Zieliński, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju. - Ale chciałbym jeszcze powiedzieć, jak nasz ranking powstał. Rząd PiS przedstawił projekt budżetu na przyszły rok, który zakłada deficyt na poziomie 170 mld zł i na tej podstawie dodawaliśmy to, czego w tym budżecie nie ma. Okazuje się, że nawet najtańsze programy zakładają, że w przyszłym roku będziemy mieć deficyt na poziomie 8 proc. PKB. To jest 300 mld zł. Tę kwotę nabiła obietnica zniesienia podatku dochodowego od osób fizycznych, która kosztuje 170 mld zł. Gdzie są te wydatki, które będziemy ciąć po drugiej stronie, by ten deficyt się nie powiększył? Obietnice są do spełnienia, ale trzeba powiedzieć szczerze: potrzebne jest podniesienie podatków. I to jest uczciwe postawienie sprawy. Nie ma poważnego traktowania wyborcy. Przy takich obietnicach, trzeba by podnieść VAT do 30 proc. Jestem ciekawy, kto by za tym zagłosował? - zastanawia się ekspert.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Zaniżone ceny paliw w Polsce. "Tej władzy podoba się ręczne sterowanie gospodarką. Mamy PRL bis"
WIDEO

Zaniżone ceny paliw w Polsce. "Tej władzy podoba się ręczne sterowanie gospodarką. Mamy PRL bis"

Od kilku tygodni widoczny jest "rozjazd" w cenach paliw między Polską a Niemcami, Czechami, Słowacją, Litwą, a nawet Węgrami. Tankowanie tam jest coraz droższe, u nas kierowcy płacą coraz mniej. Czy to efekt kampanii wyborczej w Polsce? - Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Rozbieżność w cenach sięgają 20 proc. - powiedział podczas gospodarczej debaty "Money.pl" prof. Paweł Wojciechowski z Instytutu Finansów Publicznych. – Dolar w ciągu miesiąca zdrożał o 8 proc., ropa na rynkach światowych poszła w górę o 12 proc. Cena paliwa w Polsce powinna być zatem odpowiednio wyższa. Po wyborach przekonamy się, jak wyglądały marże Orlenu i czy były wykorzystywane rezerwy interwencyjne. Problem polega na tym także, że mamy wielką monopolizację sektora i teraz jeden podmiot przed wyborami na telefon może zaniżać ceny. Tak samo było przed wyborami na Węgrzech, gdzie w końcu paliwa zabrakło. Teraz także inflacja wystrzeliła. Takie były skutki manipulowania cenami. Inflacja w Polsce, choćby z uwagi na to, co się dzieje z paliwami, spadnie. Gdyby tych sztucznych regulacji nie było, gdyby zadziałał sam rynek, odczyt za wrzesień byłby nadal dwucyfrowy, tymczasem mamy inflację w okolicach 8,5 proc. - dodaje ekspert. - Jestem przekonany, że sterowanie gospodarką bardzo się obecnej władzy podoba. To jest PRL bis – uważa Andrzej Byrt, były ambasador RP w Niemczech i we Francji. - Rynek to jest skomplikowany mechanizm, który ma swoje reguły i ich nie można zmieniać ich ot tak. Do tego potrzebni są ludzie, którzy się na tym znają i wiedzą, jak to robić dla dobra swoich obywateli. Metody, które stosuje obecna władza, mogą doprowadzić nie tylko do dochodzenia przed określone organy, ale mogą wywołać katastrofę. Paliw może w końcu zabraknąć. Zresztą ostrzegał przed tym sam prezes Orlenu Daniel Obajtek przed świętami, kiedy przestrzegał przed scenariuszem węgierskim. Dziś sam ten scenariusz realizuje. Mam tylko nadzieję, że to wszystko nie wypłynie na polską gospodarkę tak jak stało się to na Węgrzech. Manipulacje cenowe, o których mówimy, świadczą także o tym, że te wybory nie będą równe dla wszystkich – przyznal Byrt.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek