Gra o odsetki przegrana. TSUE ustawił granice rozliczeń z frankowiczami
TSUE otwiera bankom drogę do rozliczeń z frankowiczami w jednym procesie, ale zamyka kurek z odsetkami. Jeśli bank broni ważności umowy, nie może naliczać odsetek za opóźnienie. To one - a nie sam kapitał - decydują dziś o rachunku sporów.
Spory o hipoteki frankowe od lat zalewają sądy, a ich bilans dla sektora bankowego jest jednoznaczny. Zdecydowana większość spraw z powództwa kredytobiorców kończy się unieważnieniem umów, co w praktyce oznacza tzw. darmowy kredyt - zwrot pożyczonego kapitału bez odsetek i dodatkowych kosztów naliczanych przez bank.
Klienci najczęściej domagają się unieważnienia umowy, rzadziej jej "odfrankowienia", wskazując na abuzywny charakter klauzul przeliczeniowych.
Dwa pozwy, jeden licznik
W Polsce utrwalił się model dwóch pozwów: klient pozywa bank o unieważnienie umowy, a bank odpowiada osobnym pozwem o zwrot kapitału.
Taki schemat wydłuża postępowania i generuje dodatkowe koszty. Nie chodzi wyłącznie o zabezpieczenie roszczeń banków przed przedawnieniem na wypadek przegranej. Osobny pozew otwierał też drogę do naliczania ustawowych odsetek za opóźnienie, które dziś wynoszą 9,5 proc. rocznie (stopa referencyjna NBP powiększona o 5,5 pkt proc.).
To właśnie odsetki stały się w ostatnich latach jednym z kluczowych elementów gry procesowej - często decydującym o tym, kto po potrąceniu wychodzi z salda "na plus".
Jak to wygląda w praktyce? Klient, który w 2008 r. zaciągnął kredyt frankowy na 360 tys. zł, do marca 2022 r. spłacił łącznie 327 338 zł. W listopadzie tego samego roku wystąpił do sądu z żądaniem zwrotu tej kwoty wraz z odsetkami za opóźnienie, liczonymi od 8 września. Do 26 stycznia 2026 r. same odsetki urosły do 125 603,62 zł.
Bank odpowiedział własnym roszczeniem. 18 lipca 2024 r. wezwał klienta do zwrotu 360 tys. zł, wyznaczając termin zapłaty na 5 sierpnia. Do 26 stycznia 2026 r. naliczone przez bank odsetki wyniosły 57 027,94 zł. Gdyby strony rozliczyły się tego dnia, po potrąceniu wzajemnych roszczeń bank byłby winien klientowi 35 913,68 zł - przy założeniu, że potrąceniu podlegałyby także odsetki naliczone po obu stronach.
Złoto wystrzeliło: kto pompuje rynek i po co? Alfred Adamiec w Biznes Klasie
Potrącenie zamiast wojny pozwów
Strategia "pozew na pozew" słono kosztuje. Banki, świadome, że coraz częściej znajdują się po przegranej stronie, chcą rozliczać się z klientami w ramach jednego postępowania - wszczętego z powództwa kredytobiorcy. W tym kierunku idzie także rządowy projekt tzw. ustawy frankowej, który jest obecnie na etapie prac w komisji sejmowej. Zakłada on możliwość podniesienia przez banki zarzutu potrącenia aż do zamknięcia rozprawy przed sądem drugiej instancji.
Ministerstwo Sprawiedliwości przekonuje, że celem jest "odkorkowanie" sądów, w których toczy się dziś około 180 tys. spraw frankowych. Prawnicy reprezentujący frankowiczów odpowiadają, że takie rozwiązanie w praktyce wzmacnia pozycję banków.
Co istotne, prawo już dziś pozwala bankom rozliczyć się z klientem w jednym procesie poprzez podniesienie zarzutu potrącenia. W praktyce wymaga to jednak działania w krótkim terminie - co do zasady w ciągu dwóch tygodni od upływu wskazanego terminu zapłaty. Oznacza to, że bank musiałby sięgnąć po ten instrument w toku postępowania, w którym jednocześnie broni ważności umowy.
Dlatego banki korzystają z tego rozwiązania sporadycznie. Sięgają po nie, zastrzegając, że czynią to wyłącznie na wypadek, gdyby umowa została ostatecznie uznana za nieważną. To właśnie ta strategia wzbudziła wątpliwości prawne.
TSUE: potrącenie tak, odsetki – nie
Rozstrzygnął je Trybunał Sprawiedliwości UE w wyroku z 22 stycznia (sygn. C-902/24). TSUE uznał, że dyrektywa 93/13 nie blokuje bankom możliwości podniesienia zarzutu potrącenia w sprawie wytoczonej przez konsumenta - także w formie zarzutu ewentualnego. Bank może więc rozliczyć kapitał i raty w jednym procesie, nawet jeśli do samego końca broni ważności umowy.
Kluczowe ograniczenie dotyczy jednak odsetek. Wezwanie banku do zapłaty kapitału nie wywołuje skutków - w tym naliczania odsetek za opóźnienie - dopóki bank twierdzi, że umowa jest ważna. Jeśli więc bank broni ważności umowy aż do prawomocnego wyroku sądu, licznik odsetek po jego stronie nie zacznie biec.
"Dzięki potrąceniu zostaje usunięta niepewność stron co do wzajemnych rozliczeń. Jest ono korzystne nie tylko dla samych stron sporu, lecz także dla wymiaru sprawiedliwości, ponieważ eliminuje konieczność wytaczania odrębnego powództwa o zwrot kapitału" - wskazuje w komunikacie Związek Banków Polskich.
O odsetkach - które w praktyce stanowią jeden z najdroższych elementów sporu - nie ma w nim ani słowa. A to one przesądzają o finansowym efekcie potrącenia. Przy założeniu, że bankowi nie przysługują odsetki, a klient zachowuje odsetki należne od swojego roszczenia, w przywołanym przykładzie po potrąceniu bank byłby winien klientowi 92 941,62 zł (na dzień 26 stycznia 2026 r.). To o 57 027,94 zł więcej niż w wariancie, w którym odsetki naliczane są po obu stronach.
-Przedstawiona przez Trybunał argumentacja będzie istotna dla tysięcy kredytobiorców, których banki wezwały do zwrotu całego kapitału. Konsumenci zyskali mocne wsparcie TSUE, z którego będą mogli skorzystać zarówno w toczących się postępowaniach, jak i w negocjacjach - mówi money.pl radca prawny Wojciech Bochenek z kancelarii Bochenek, Ciesielski i Wspólnicy. Jak podkreśla, brak biegu odsetek dotyczy wyłącznie roszczeń banku, a nie roszczeń konsumenta.
Co dalej z procesami?
Trybunał jednoznacznie przesądził również, że banki nie mogą domagać się od konsumentów zwrotu całego udostępnionego kapitału bez uwzględnienia już spłaconych rat kredytu.
- To przecina wątpliwości dotyczące jednostronnego stosowania teorii salda na korzyść banków. Po unieważnieniu umowy sąd porównuje, ile pieniędzy faktycznie przekazały sobie strony. Jeśli klient zapłacił bankowi więcej, niż od niego otrzymał, bank oddaje różnicę - i odwrotnie - wyjaśnia prawnik.
Z kolei adwokat Wojciech Wandzel z kancelarii KKG Legal, reprezentującej banki, podkreśla, że wyrok TSUE nie kwestionuje samej możliwości potrącenia.
- Orzeczenie potwierdza, że z perspektywy prawa europejskiego nie ma podstaw do kwestionowania prawa banku do skorzystania z potrącenia wierzytelności, także w formie procesowego zarzutu ewentualnego - mówi w rozmowie z money.pl.
Jego zdaniem wyrok może prowadzić do częstszego sięgania przez banki po ten mechanizm, choć to, czy faktycznie tak się stanie, zależeć będzie od kilku czynników.
- Po pierwsze, od dalszych losów ustawy frankowej. Po drugie, od tego, czy konsumenci będą kwestionować skuteczność potrącenia, co może wymusić na bankach wytaczanie odrębnych powództw o zwrot kapitału - wskazuje Wandzel.
Jak zaznacza, część kredytobiorców - za namową reprezentujących ich kancelarii - nie chce rozliczać nawet kapitału kredytu, mimo że w czwartkowym wyroku TSUE ponownie potwierdził, iż bankom co do zasady przysługuje prawo do jego zwrotu. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy bank korzysta z ewentualnego zarzutu potrącenia - wówczas nie może naliczać odsetek za opóźnienie.
Odmiennie interpretuje to radca prawny Wojciech Bochenek, reprezentujący frankowiczów. W jego ocenie wyrok TSUE należy rozumieć w ten sposób, że banki nie mogą liczyć na odsetki od kapitału, jeśli wobec konsumenta prezentują sprzeczne stanowisko procesowe - jednocześnie twierdząc, że umowa jest ważna i nieważna, w zależności od przyjętej strategii. Wzywając klientów do zwrotu kapitału, bank – zdaniem prawnika - w istocie przyznaje to drugie.
Karolina Wysota, dziennikarka money.pl