"Przepadły bezpowrotnie". Przy granicy z Białorusią wciąż nie zdołali odżyć
Uwolnienie Andrzeja Poczobuta przełoży się na odwilż w relacjach gospodarczych Polski i Białorusi? Od kilku miesięcy otwarte pozostają jedynie dwa przejścia graniczne - w Kuźnicy i Bobrownikach. Od przedstawicieli biznesu z Podlasia słyszymy, że przedsiębiorcom doskwierają skutki sankcji nałożonych na Białorusinów oraz uciążliwe kontrole po polskiej stronie.
W listopadzie 2025 roku Polska otworzyła dwa przejścia graniczne z Białorusią, w Kuźnicy i Bobrownikach. Pierwsze z nich było zamknięte od jesieni 2021 roku po wywołaniu przez reżim Łukaszenki kryzysu migracyjnego. Ruch na przejściu w Bobrownikach został zawieszony w lutym 2023 r. decyzją szefa polskiego MSWiA jako forma nacisku na władze w Mińsku po skazaniu na osiem lat kolonii karnej Andrzeja Poczobuta.
Biznes przy granicy z Białorusią odżył? Oto co słyszymy
W tych warunkach po cichu umierał podlaski biznes, żyjący z handlu również z mieszkającymi po drugiej stronie granicy Białorusinami. Podlaskie Forum Gospodarcze oraz Porozumienie Polskich Przedsiębiorców "Zjednoczony Wschód" apelowały do władz o otwarcie na rynek wschodni. Po kilku miesiącach pytamy o to, czy biznes odbudował się chociaż w części.
Sygnały nie są optymistyczne. Słyszymy, że samo udrożnienie przejść granicznych nie rozwiązało sprawy, pojawiły się inne komplikacje.
Ostrzega przed piramidami finansowymi. Wskazuje, na co uważać
Duża część rynku wschodniego, jaki działał, umarła bezpowrotnie. Ruch zwiększył się po otwarciu dwóch przejść w Kuźnicy i Bobrownikach, to prawda. Ale mamy sankcje, których nie jesteśmy w stanie przeskoczyć, a do tego sytuacje, z jakimi się mierzymy - nadinterpretacje naszych celników przy kontrolach. To się wydłuża do tego stopnia, że ludzie wolą nadrabiać setki kilometrów przez Terespol, bo wiedzą, że szybciej przekroczą granicę, zamiast czekać na pasie przez wiele godzin - mówi money.pl Mateusz Grygoruk z Porozumienia "Zjednoczony Wschód".
Biznes z Podlasia, jak słyszymy, szczególnie uwiera "utrudnianie życia", z jakim mierzą się ludzie próbujący handlować po obu stronach granicy. - Miałem sytuację, że klientka wiozła stół roboczy z plastiku. Czekała trzy godziny, by usłyszeć, że nie można go przewieźć, po czym okazało się, że ma do tego prawo. Dwa dni później kolejny klient, z takim samym stołem. Usłyszał od celnika, że nie może go wwieźć i zagroził mu mandatem za transport towaru sankcyjnego. Chaos to mało powiedziane - przyznaje z rozczarowaniem Mateusz Grygoruk.
Sam fakt udrożnienia przejść w mojej ocenie nie zmieni wiele. Po latach zamknięcia nasze kontakty handlowe przepadły bezpowrotnie - podsumowuje nasz rozmówca.
Mimo to na Podlasiu liczą na dalsze odmrożenie relacji z Białorusią, choć nie mają złudzeń, że skala handlu kiedykolwiek wróci do tej sprzed 2021 r. - Gospodarka białoruska oberwała przez sankcje, również po wojnie Rosji z Ukrainą. Białorusini nie są skłonni wydawać tak ochoczo, jak kilka lat temu. Teraz nie mogą przewieźć chemii domowej. Ja rozumiem, że obejmuje to produkty podwójnego zastosowania. Ale proszki i płyny do prania? - docieka Grygoruk.
Bartłomiej Chudy, dziennikarz money.pl