Zapłacimy więcej za zabiegi. NFZ zmuszony do radykalnych cięć
NFZ szykuje ograniczenie płatności za część badań i wizyt ponad limity wynikające z umów. Dla pacjentów oznacza to przymusowe wypchnięcie na prywatne wizyty. Eksperci ostrzegają przed dłuższymi kolejkami i odwlekaniem w czasie podwyżek w ochronie zdrowia, co skutkuje przenoszeniem kosztów na pacjentów.
Narodowy Fundusz Zdrowia szuka oszczędności, bo składka zdrowotna nie pokrywa wszystkich wydatków. Na utrzymanie świadczeń na dotychczasowym poziomie ma brakować co najmniej 23 mld zł. Tymczasem przygotowany jesienią ubiegłego roku plan Ministerstwa Zdrowia zakładał oszczędność rzędu 10,3 mld zł.
W jego ramach obcięte mają zostać tzw. nadwykonania, czyli świadczenia wykonane ponad limit z umowy. Na początku marca prezes NFZ Filip Nowak powiedział, że co prawda "nie wprowadzamy limitów świadczeń", ale te realizowane ponad umowę będą sfinansowane w wysokości 40 proc.
Zmiany mogą uderzyć m.in. w dostęp do:
- gastroskopii i kolonoskopii
- rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej
- leczenia zaćmy
"Będziemy płacić więcej". Mówi, na czym polega problem z utylizacją odpadów
To oznaczałoby realny krok wstecz – de facto cofnięcie systemu o kilkanaście lat. Już dziś sytuacja jest trudna – szpital nadal nie otrzymał zapłaty za nadwykonania z ubiegłego roku i oczekujemy na rozwiązanie tej kwestii do końca marca - mówi serwisowi Business Insider Polska Tomasz Kopiec, dyrektor Szpitala Klinicznego im. Prof. W. Orłowskiego w Warszawie.
Zaznaczył, że wciąż mowa o projektach, ale jeśli stosowne zarządzenie NFZ w tej sprawie wejdzie w życie, to on sam - jako dyrektor lecznicy - będzie zmuszony ograniczyć działalność wyłącznie do zakresu finansowanego w ramach kontraktu. - Nie będziemy mogli realizować nadwykonań, ponieważ oznaczałoby to zadłużanie szpitala. W praktyce oznacza to konieczność stopniowego ograniczania świadczeń
W skrajnym scenariuszu działalność szpitala zostanie ograniczona głównie do ratowania życia - odpowiada Kopiec, pytany o możliwy skutek cięć.
W podobnym tonie wypowiada się Mariusz Paszko, dyrektor Zamojskiego Szpitala Niepublicznego. - Jeśli NFZ wprowadzi ograniczenia w płatności za nadwykonania, to nikt nie będzie wykonywał świadczeń ponadlimitowych. (...) Pacjent, który będzie potrzebował porady, pójdzie prywatnie - ocenia.
Rząd zaplanował cięcia w ochronie zdrowia już w 2025 r.
W grudniu ubiegłego roku kasa Funduszu świeciła pustkami. Znając zamiary MZ i NFZ szpitale powiatowe ostrzegały, że proponowane cięcia mogą doprowadzić do likwidacji nawet 30 proc. placówek. NFZ zalegał im już ponad 1 mld zł za świadczenia za ubiegły rok.
Rzecznik rządu Adam Szłapka uspokajał, że "cięć w ochronie zdrowia nie będzie", a rząd "zasypie" dziurę finansową w finansach Funduszu. Według danych rządu nakłady na ochronę zdrowia wyniosły 211 mld zł w 2024 r., 237 mld zł w 2025, a w obecnym mają wynieść 248 mld zł.
Łukasz Kozłowski, ekspert FPP i członek Rady Nadzorczej NFZ, opisuje sytuację Funduszu jako bardzo trudną. - NFZ będzie więc kupował coraz mniej świadczeń, bo z roku na rok stają się one droższe. Drożeją, bo od pięciu lat, co roku są gwarantowane podwyżki, i udźwignięcie tego kosztu dla NFZ staje się szalenie trudne. Proponuje więc ograniczenie limitów, by zachować płynność finansową - tłumaczy.
Źródło: businessinsider.com.pl