Anestezjolog ujawnia swoją stawkę za godzinę. Mówi, jaki jest standard
"Moja stawka to 300 złotych za godzinę. Pracuję na kontrakcie" - napisał w piątek w serwisie X anestezjolog Damian Patecki. Jak dodał, w publicznym systemie w miesiącu zwykle przepracowuje od 50 do 80 godzin.
"Przeczytałem umowy, ze względu na wątpliwości interpretacyjne zapytałem szpital i dostałem zgodę od szpitala. Mam jedną z wyższych stawek dla anestezjologii w Polsce ze względu na to, że pracuję z ciężko chorymi dziećmi" - napisał na platformie X Damian Patecki. Jak podkreślił, jest to "nisza, brakuje chętnych, trudno się w tym wyszkolić, koszmarny poziom stresu".
"Z dorosłymi też pracuję i ta praca jest dla mnie o wiele bardziej komfortowa psychicznie. Formalnie anestezjologia i intensywna terapia dzieci nie jest odrębną specjalizacją, ale w praktyce niezbędne jest doświadczenie" - zaznaczył lekarz.
Bessa bez paniki? Filozof przypomina o priorytetach
"Jak pisałem, wedle mojej wiedzy stawki to 200-300 zł/godz. na kontrakcie. Na etacie to kilkanaście tysięcy brutto. W publicznym systemie w miesiącu zwykle przepracowuję od 50 do 80 godzin. Moja stawka to 300 złotych za godzinę. Pracuję na kontrakcie" - ujawnił.
Aktualnie jest to głównie intensywna terapia dzieci. Jeśli nie spina się grafik, to czasem zwiększam tę ilość, ale ze względu na obciążenie psychiczne, raczej nie przekraczam 100 godzin - zaznaczył.
Dodał też, że pracuje także w sektorze prywatnym, gdzie ma klauzulę o zachowaniu prywatności. "Ogólna łączna (sektor prywatny i publiczny) średnia suma godzin to pewnie 160 w miesiącu. Praktycznie nigdy nie przekraczam 200" - podsumował.
"W prywatnym sektorze znieczulam dorosłych i są to głównie zabiegi, które nie mają refundacji na NFZ - chirurgia plastyczna, czasem prywatne zabiegi ortopedyczne" - wyjaśnił. Jak ocenił, "praca w publicznym sektorze i prywatnym to dwa oddzielne światy, które nie mają związku przyczynowo skutkowego".
Anestezjolog dziecięcy: "robota dla pasjonatów"
"Gabinetu nie posiadam. Jedyny związek jest taki, że dzięki temu, że pracuję i pracowałem w publicznym sektorze, osiągnąłem odpowiedni poziom umiejętności i samodzielności. Pracę w publicznym szpitalu postrzegam jako rodzaj misji, jest to trudne, ale satysfakcjonujące. Koszt psychiczny i fizyczny jest dla mnie czasem za duży. Gdyby byli ludzie na moje miejsce, to najchętniej bym zrezygnował (choć uwielbiam pracę z dziećmi, to wolałbym trochę mniej obciążających psychicznie pacjentów). Obawiam się, że nawet jeśli znacznie zwiększymy liczbę lekarzy, to ciągle będzie robota dla pasjonatów" - dodał.
Źródło: X