Wyższe emerytury dla 62 tys. osób? Rząd zdecyduje ws. reformy
Rząd we wtorek zajmie się projektem ustawy, który ma zapewnić emerytury i ubezpieczenie zdrowotne artystom. Reforma budzi emocje, bo państwo ma dopłacać do składek tancerzy, piosenkarzy, filmowców, cyrkowców, a także malarzy i architektów z niewysokimi dochodami. Rocznie na dopłaty mamy płacić ok. 400 mln zł - informuje "Fakt".
Pierwszym krokiem do skorzystania z nowego systemu ma być uzyskanie statusu artysty zawodowego. O przyznaniu takiego tytułu ma decydować nowa instytucja działająca przy resorcie kultury, na podstawie dorobku danej osoby.
Z projektu wynika, że wsparcie ma trafić do artystów, których dochód z trzech poprzednich lat podatkowych nie przekroczył 125 proc. minimalnego wynagrodzenia. Obecnie oznaczałoby to kwotę 6 tys. zł.
W wieku 19 lat zarobił pierwszy milion. Zdradza w co dziś inwestuje
Dopłata nie ma być wypłacana bezpośrednio artyście. Ma uzupełniać składki odprowadzane do ZUS do poziomu wynikającego z minimalnego wynagrodzenia, tak aby na koncie w ZUS były zapisane składki jak u osób pracujących za najniższą krajową.
To ma przełożyć się m.in. na prawo do minimalnej emerytury. Dziś wynosi ona 1 tys. 978 zł i 49 gr brutto - przypomina dziennik.
Projekt ma obejmować ponad 62 tys. osób w różnych zawodach, m.in. architektów (13 693), muzyków (16 346), przedstawicieli sztuk wizualnych (13 176), filmowców (6996), tancerzy (3222), aktorów teatralnych (3960), pisarzy (3010) oraz twórców ludowych (2020) - wylicza "Fakt".
W uzasadnieniu projektu zapisano: "Celem projektowanej ustawy jest włączenie artystów zawodowych do systemu zabezpieczenia społecznego" oraz że rozwiązanie ma umożliwić m.in. korzystanie z opieki medycznej, zasiłku chorobowego i urlopu macierzyńskiego".
"Świadczenia powinny być pochodną wysokości odprowadzonych składek"
Koszty reformy oszacowano na ok. 4,5 mld zł w 10 lat. Krytycznie odniósł się do niej dr Marcin Wojewódka z Instytutu Emerytalnego.
- Chyba nie wszyscy zauważyli, że póki co polski system emerytalny opiera się na zasadzie, zgodnie z którą wysokość wypłacanego świadczenia powinny być pochodną wysokości odprowadzonych składek - mówił "Faktowi".
źródło: "Fakt"