Kto zapłacił za luksusowy zegarek Piesiewicza? "Pokazujemy fakturę"
- Piesiewicz twierdzi, że 40 tys. euro właściwie założył za niego Przemysław Kral, a on w ratach spłacał te pieniądze. Tylko że Przemysław Kral nie prowadził firmy pożyczkowej, a giełdę kryptowalut. Z dokumentów, które mamy, wynika, że wersja Piesiewicza jest po prostu nieprawdziwa - tak o wspólnych ustaleniach Wirtualnej Polski i TVN24 opowiadał w programie "Newsroom" dziennikarz WP i współautor tekstu Szymon Jadczak.
Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz dostał od szefa Zondacrypto Przemysława Krala zegarek Patek Philippe wart 40 tysięcy euro oraz inne prezenty - wynika z ustaleń wspólnego śledztwa Wirtualnej Polski i TVN24, o których można przeczytać w tekście "Szef Zondacrypto, prezes PKOl i złoty zegarek za 40 tysięcy euro".
O te ustalenia pytany był w programie "Newsroom" dziennikarz Wirtualnej Polski i współautor tekstu Szymon Jadczak.
- Radosław Piesiewicz trzeba powiedzieć zachował się w bardzo dziwny sposób, bo najpierw nie odpowiadał na nasze pytania, a potem wyrzucił te wszystkie odpowiedzi na Twitterze. Bardzo takie dziwne, niestandardowe zachowanie. Piesiewicz twierdzi, że 40 tys. euro właściwie założył za niego Przemysław Kral, a on w ratach spłacał te pieniądze. Tylko, że Przemysław Kral nie prowadził firmy pożyczkowej, a giełdę kryptowalut. Z dokumentów, które mamy wynika, że wersja Piesiewicza jest po prostu nieprawdziwa. My pokazujemy fakturę na nazwisko Przemysława Krala. Zapłacono 40 tys. euro. Co pokazuje Radosław Piesiewicz? Nic. Twierdzi, że jest tak, jak było, ale nie przedstawia na to żadnych dowodów. Nie kupuje się zegarka za 173 tys. zł po prostu na gębę z człowiekiem, którego się tak naprawdę zna od miesiąca, dwóch miesięcy? To wszystko to jest bardzo, bardzo naciągana wersja Radosława Piesiewicza - mówił w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski Szymon Jadczak.
Interwencja ws. Zondy?
Czy istnieje uzasadnione podejrzenie, że Radosław Piesiewicz obiecał interwencję w sprawie Zondacrypto u władz państwa i otrzymał za to korzyść? - Według nas tak właśnie było. Przy czym trzeba powiedzieć, że Przemysław Kral tego "załatwiacza" wybrał wyjątkowo nieudolnie. Wybrał Piesiewicza do misji, której ten nie mógł wykonać, ponieważ Piesiewicz co prawda powoływał się - według naszych informacji - na kontakty u Mateusza Morawieckiego i Tomasza Chróstnego (prezesa UOKiK - red.), ale on nie mógł mieć tych kontaktów, ponieważ jest człowiekiem Jacka Sasina, a Sasin i Morawiecki się nienawidzą. Z kolei z Tomaszem Chróstnym Radosław Piesiewicz nie mógł nic załatwić z tego prostego powodu, że Chróstny jeszcze niedawno kontrolował podmioty zarządzane przez Piesiewicza i bardzo surowo je karał w ramach właśnie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
- Można powiedzieć, że Piesiewicz wykorzystał to, że Kral mieszkał od dawna poza Polską i chyba trochę nie do końca się orientował w tych naszych polskich zależnościach. I jak mówił klasyk, "cóż szkodzi obiecać". No i Piesiewicz obiecał - mówił Szymon Jadczak.
Był pytany, czy to jest normalna praktyka, że prezes PKOl-u jeździ w takie miejsca jak mecze Atalanty Bergamo czy PSG i otrzymuje podczas wyjazdu do Monako zegarek za 40 tys. euro.
- Może jeździ, tylko że Radosław Piesiewicz nie jeździł tam jako prezes PKOl-u, tylko jako prywatna osoba. Zabierał tam żonę, syna, kolegów i w żaden sposób nie informował o tym PKOl-u. Zresztą przecież nie ma na stronach PKOl-u wizyty, relacji z wizyt Piesiewicza na meczu Atalanty Bergamo. Nie ma żadnych relacji z tego, że zajadał steki z Kralem na korzyść Krala - zwrócił uwagę Jadczak.
Dziennikarz Magazynu Wirtualnej Polski, laureat wielu nagród dziennikarskich. Specjalizuje się w dziennikarstwie śledczym dotyczącym korupcji, przestępczości zorganizowanej oraz nadużyć władzy. Autor głośnych materiałów odsłaniających afery polityczne i gospodarcze. Ceniony za odwagę, precyzję i skuteczność w ujawnianiu patologii.