Bitcoinowcy żądają milionów. Pierwszy taki pozew w Polsce

Karolina Wysota
KNF pierwszy taki pozewSpółka twierdzi, że wpisanie jej na listę ostrzeżeń publicznych nie było pojedynczą decyzją nadzoru
Źródło zdjęć: © East News, GETTY | Dawid Wolski, Reza Estakhrian

Niemal 2,5 mln zł odszkodowania, dziesięciu świadków i zarzut, że nadzór prowadził nieformalną politykę wypychania firm kryptowalutowych z rynku. W poniedziałek rusza pierwszy w Polsce proces o odszkodowanie za wpis na listę ostrzeżeń KNF. BitMarket24 chce wykazać, że wpis odciął giełdę od systemu bankowego i doprowadził do zakończenia jej działalności.

• Od spotkania z Urzędem Komisji Nadzoru Finansowego do utraty rachunku bankowego minęło 17 dni. 11 stycznia 2019 r. przedstawiciele giełdy przyszli do nadzoru rozmawiać o dalszej działalności. 28 stycznia Credit Agricole wypowiedział jej konto.

• BitMarket24 żąda dokładnie 2 481 660,85 zł. Wysokość szkody spółka wyliczyła na podstawie prywatnej opinii finansowej. Obejmuje ona utratę wartości firmy oraz zyski, które – zdaniem powódki – giełda mogłaby osiągnąć, gdyby nadal działała.


DLA CIEBIE
Przetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4 

• Prokuratura umorzyła postępowanie ws. działalności giełdy, a sąd utrzymał tę decyzję w 2023 r. BitMarket24 mimo to nadal figuruje na liście ostrzeżeń KNF.

• Na pierwszy termin wezwano dziesięciu świadków, w tym byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego. Spółka chce również przesłuchania obecnego przewodniczącego Jacka Jastrzębskiego jako przedstawiciela strony pozwanej. UKNF chce, by sąd pominął oba te dowody.

Nie chodzi tylko o 2,5 mln zł

Formalnie jest to proces o odszkodowanie. Z pozwu, odpowiedzi UKNF i kolejnych pism procesowych, które przeanalizował money.pl, wynika jednak, że BitMarket24 chce udowodnić przed sądem znacznie więcej. Spółka twierdzi, że wpisanie jej na listę ostrzeżeń publicznych nie było pojedynczą decyzją nadzoru, lecz elementem szerszej, nieformalnej polityki wobec branży kryptowalutowej. Według powódki KNF naciskała na banki i instytucje płatnicze, by nie obsługiwały firm działających na tym rynku. Nadzór temu zaprzecza.

Lista ostrzeżeń publicznych KNF nie jest wykazem firm skazanych za przestępstwa. Trafiają na nią m.in. podmioty, w sprawie których nadzór zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. W przypadku BitMarket24 UKNF podejrzewał prowadzenie usług płatniczych bez wymaganego zezwolenia. Teraz po raz pierwszy nadzór zmierzy się z pozwem o odszkodowanie za skutki takiego wpisu.

UKNF potwierdził money.pl, że wcześniej takiego procesu nie było.

BitMarket24 domaga się 2 481 660,85 zł. Z pozwu wynika, że wysokość roszczenia spółka oparła na prywatnej opinii finansowej sporządzonej na jej zlecenie przez dr. hab. Radosława Pastusiaka. Wyliczenie uwzględnia dwa rodzaje szkody: wartość, jaką przedsiębiorstwo mogłoby osiągnąć w 2023 r., gdyby giełda nadal działała, oraz zyski, które według autora opinii firma mogłaby wypracować przez kolejne cztery lata.

Spółka żąda więc odszkodowania za wartość biznesu, którego – jak twierdzi – nie mogła dalej rozwijać po odcięciu od systemu finansowego.

BitMarket24 to całkowicie martwy podmiot, który od czasu zwrotu środków klientom nie zarabia nic i ponosi jedynie minimalne koszty sprawozdawcze. Utrzymano go wyłącznie po to, by móc dokończyć sprawy z fiskusem, a teraz również stoczyć ten proces odszkodowawczy – mówi money.pl adwokat Leszek Kieliszewski, pełnomocnik spółki.

UKNF przedstawia sprawę zupełnie inaczej. Twierdzi m.in., że BitMarket24 nie wykazał szkody, ponieważ spółka nadal istnieje i działa operacyjnie. Zdaniem nadzoru nie można więc uznać, że jej wartość spadła do zera.

Od rozmowy z KNF do utraty konta. 17 dni

Początki sporu sięgają stycznia 2019 r. BitMarket24 działał wtedy od blisko pięciu lat. Początkowo firma nie osiągała dużych przychodów, ale wraz ze wzrostem popularności kryptowalut rosły również jej obroty. W 2018 r. giełda zarobiła na prowizjach 956 tys. zł, a na początku kolejnego roku miała 23 086 użytkowników.

Branża działała jednak w niejasnym otoczeniu prawnym, dlatego BitMarket24 szukał sposobu na dalsze funkcjonowanie. Zarejestrował spółkę w Wielkiej Brytanii, rozmawiał o współpracy z Dotpay, który miał status krajowej instytucji płatniczej i zgłosił się do programu Innovation Hub prowadzonego przez Urząd Komisji Nadzoru Finansowego. Chciał ustalić taki model działalności, który zaakceptuje nadzór.

11 stycznia 2019 r. przedstawiciele giełdy spotkali się z urzędnikami UKNF. Obie strony potwierdzają, że do spotkania doszło, ale różnią się w ocenie jego przebiegu. BitMarket24 twierdzi w pozwie, że jego przedstawiciele usłyszeli wtedy, że nadzór nie zgodzi się na żadną formę działalności związanej z kryptowalutami.

Pięć dni później, 16 stycznia, UKNF zawiadomił prokuraturę w Krakowie. Podejrzewał, że giełda świadczyła usługi płatnicze bez zezwolenia, ponieważ nie ograniczała się do kojarzenia kupujących ze sprzedającymi, lecz przechowywała pieniądze klientów na własnym rachunku.

21 stycznia KNF wpisała BitMarket24 na listę ostrzeżeń publicznych. Tego samego dnia do rejestru małych instytucji płatniczych została wpisana inna firma z branży kryptowalutowej – spółka Tapik. UKNF wskazuje dziś tę decyzję w sądzie jako argument przeciwko twierdzeniom BitMarket24, że nadzór chciał wyeliminować z Polski całą branżę.

Z pozwu wynika, że wpis na listę ostrzeżeń zamknął spółce BitMarket24 drogę do dalszych rozmów z instytucjami płatniczymi i zagroził utrzymaniu konta w banku. 28 stycznia Credit Agricole wypowiedział giełdzie rachunek firmowy. Powód wynikał z regulaminu banku: umieszczenie posiadacza rachunku na liście ostrzeżeń KNF.

Bez rachunku BitMarket24 nie mógł przyjmować wpłat od klientów. Zarząd wezwał użytkowników do wypłacenia pieniędzy i wygasił działalność. Od spotkania w siedzibie UKNF do utraty konta minęło 17 dni.

Prokuratura nie wykryła przestępstwa

Postępowanie wszczęte po zawiadomieniu UKNF ciągnęło się jeszcze przez kilka lat. W maju 2022 r. prokuratura je umorzyła, a w styczniu 2023 r. sąd utrzymał tę decyzję z powodu braku znamion czynu zabronionego.

Dla BitMarket24 jest to jeden z głównych argumentów w procesie o odszkodowanie. Skoro postępowanie zakończyło się stwierdzeniem braku znamion przestępstwa, spółka uważa, że nie było podstaw do wpisu, który – według niej – doprowadził do utraty banku i zakończenia działalności. Sam wpis jednak nie zniknął. BitMarket24 nadal znajduje się na liście ostrzeżeń publicznych KNF.

UKNF domaga się oddalenia pozwu. Twierdzi przede wszystkim, że roszczenie jest przedawnione, a wpis na listę był skutkiem wykonania obowiązku, jaki na nadzór nakładały przepisy po złożeniu zawiadomienia do prokuratury. Kwestionuje również związek między działaniami KNF a zamknięciem giełdy. Wskazuje, że rachunek wypowiedział Credit Agricole na podstawie własnego regulaminu, a nadzór nie ingerował w decyzję banku.

UKNF uważa zarzuty BitMarket24 za bezzasadne, co będziemy wykazywać przed sądem – odpowiedział money.pl Jacek Barszczewski, dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej UKNF.

Czy była polityka wypychania kryptowalut?

BitMarket24 chce jednak wykazać, że jego historia nie była wyjątkiem. Według spółki KNF prowadziła w tamtym okresie nieformalną politykę, która utrudniała firmom kryptowalutowym działalność w Polsce.

W dokumentach procesowych powódka wskazuje, że już w latach 2016-2017 przedstawiciele branży mieli problemy z podjęciem dialogu z nadzorem, a od 2018 r. kolejne firmy związane z kryptowalutami trafiały na listę ostrzeżeń z powodu podejrzenia świadczenia usług płatniczych bez odpowiednich zezwoleń.

BitMarket24 powołuje się również na historię kantoru kryptowalutowego Quark. Rok po wypowiedzeniu rachunku giełdzie Credit Agricole zakończył współpracę także z tą drugą firmą. W piśmie do klienta bank wskazał, że 16 grudnia 2019 r. otrzymał od KNF zalecenie nakazujące wypowiadanie umów rachunków podmiotom prowadzącym obrót kryptowalutami.

Biuro prasowe banku doprecyzowało wówczas, że chodziło o zalecenia wydane po kontroli. Sprawę opisał "Puls Biznesu", a BitMarket24 powołuje się dziś na tę publikację w pismach procesowych. KNF zaprzeczała z kolei, że wydawała bankom wytyczne nakazujące wypowiadanie umów wszystkim firmom z branży kryptowalutowej.

Powódka nie przedstawia dokumentu, w którym taka polityka byłaby zapisana wprost. Twierdzi, że miała charakter nieformalny, dlatego chce odtworzyć sposób działania nadzoru także na podstawie zeznań urzędników, bankowców i przedstawicieli operatorów płatności.

Spór sprzed siedmiu lat wraca w czasie, gdy relacje państwa z branżą kryptowalut ponownie są napięte. 1 lipca 2026 r. zakończył się okres przejściowy przewidziany przez MiCA (unijne przepisy regulujące działalność kryptowalutową), a sam wpis do krajowego rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych przestał wystarczać do świadczenia takich usług.

Polska ustawa o rynku kryptoaktywów została zawetowana przez prezydenta już trzy razy, a 4 września Sejm po raz trzeci nie zebrał większości potrzebnej do odrzucenia weta. W Sejmie są już kolejne projekty regulacji rynku.

BitMarket24 chce przesłuchań byłego i obecnego szefa KNF

Wśród dziesięciu świadków wezwanych na pierwszy termin jest Marek Chrzanowski, były przewodniczący KNF. BitMarket24 chce, by zeznawał on w związku z opisaną w pozwie tezą o istnieniu w Komisji i Urzędzie "nieformalnej polityki mającej na celu wyeliminowanie z obrotu podmiotów funkcjonujących na rynku kryptoaktywów".

Chrzanowski kierował KNF do listopada 2018 r., czyli w okresie, w którym – według BitMarket24 – miała się kształtować polityka nadzoru wobec branży. Spółka chce również przesłuchać obecnego przewodniczącego Jacka Jastrzębskiego jako przedstawiciela strony pozwanej. To on kierował już Komisją w styczniu 2019 r., gdy UKNF zawiadomił prokuraturę ws. giełdy, a BitMarket24 trafił na listę ostrzeżeń.

Jastrzębski miałby odpowiadać m.in. na pytania o powody złożenia zawiadomienia, działania urzędu przed wpisaniem giełdy na listę oraz spotkanie z przedstawicielami BitMarket24.

Pozostali świadkowie mają pomóc odtworzyć, co działo się między giełdą, bankiem, operatorami płatności i nadzorem.

  • Dwoje pracowników Credit Agricole ma zeznawać o przyczynach wypowiedzenia rachunku BitMarket24 i kontaktach banku z KNF w sprawach firm kryptowalutowych.
  • Przedstawicielki Dotpay i Krajowego Integratora Płatności mają wyjaśnić, dlaczego zakończyły lub nie podjęły współpracy z giełdą, a troje pracowników UKNF – opowiedzieć o spotkaniu z zarządem spółki, powodach wpisu na listę ostrzeżeń i pismach wysyłanych przez urząd do banków i innych nadzorowanych firm.
  • Zeznawać ma również autor prywatnej opinii finansowej, na której BitMarket24 oparł wysokość roszczenia, oraz osoba zaangażowana w próbę dostosowania działalności giełdy do oczekiwań KNF.

Spółka chce w ten sposób pokazać sądowi cały ciąg zdarzeń: działania nadzoru, reakcję banku i operatorów płatności, a na końcu utratę możliwości prowadzenia biznesu.

UKNF chce jednak, by sąd pominął zeznania obu przewodniczących. W przypadku Marka Chrzanowskiego argumentuje, że pytania sformułowane przez powódkę z góry zakładają istnienie polityki, którą BitMarket24 dopiero ma udowodnić. Nadzór uważa też, że takie okoliczności powinny wynikać przede wszystkim z dokumentów.

W przypadku Jacka Jastrzębskiego UKNF przekonuje, że kwestie, o których miałby mówić, zostały już opisane w dokumentach oraz zeznaniach dwóch pracowników urzędu. Osobnym pismem nadzór wniósł także o zwolnienie przewodniczącego z udziału w ewentualnym posiedzeniu przygotowawczym. Wskazuje, że wystarczy obecność pełnomocnika.

– Uważam, że Jacek Jastrzębski odpowiada za politykę urzędu oraz narzędzia używane do jej realizacji, więc posiada kluczową wiedzę. W sporze z udziałem organu władzy publicznej, dla zachowania transparentności, przewodniczący powinien pofatygować się do sądu – mówi Kieliszewski.

Zapytaliśmy KNF o przesłuchanie obu przewodniczących. Urząd do tego wątku się nie odniósł.

Wybrane dla Ciebie