Tak Polska wpuściła Wschód na rynek krypto © Getty Imges, Google | Omar Marques

Rzeczpospolita kryptowalutowa. 616 złotych i drzwi otwarte

Karolina WysotaSzymon Jadczak
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

616 zł opłaty skarbowej, dwa oświadczenia, żadnej weryfikacji. Przez cztery i pół roku polska furtka do legalnego handlu kryptowalutami była otwarta dla każdego - także dla firm z Rosji i Białorusi, krajów objętych sankcjami po agresji na Ukrainę. Jak ustalił money.pl, państwo wiedziało, że system działa jak sito, ale go nie uszczelniło.

38 firm w rejestrze ma beneficjentów rzeczywistych z Rosji lub Białorusi. Niemal wszystkie wpisano po 24 lutego 2022 r., gdy kryptowaluty stały się wojennym narzędziem i sposobem na obejście sankcji.

 386 firm zarejestrowano pod zaledwie trzema adresami: Piotrkowska w Łodzi 116/52 - 139 podmiotów, Hoża 86/210 w Warszawie - 130, Bartycka 22B/21A w Warszawie - 117. To ponad 20 proc. całego rejestru.

Wpis do rejestru kosztuje 616 zł opłaty skarbowej i wymaga dwóch oświadczeń. Bez dyplomów, bez certyfikatów, bez dokumentów potwierdzających, że oświadczenia są prawdziwe.

Według informacji money.pl, 70 proc. firm wpisanych do rejestru nie podłączyło się do systemu raportowego GIIF, mimo ustawowego obowiązku. Państwo nie reagowało.

W grudniu 2024 r. do rejestru wpisano 187 firm - rekord w historii systemu. Tego samego miesiąca w pełni weszło w życie unijne rozporządzenie MiCA. Firmy zdążyły wpisać się przed terminem, by działać na starych zasadach do 30 czerwca 2026 r.

Zagłębie

Żeby legalnie prowadzić kantor czy giełdę krypto w Polsce, wystarczy wpis do rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych. Koszt: 616 zł opłaty skarbowej. Do tego dwa oświadczenia: o wiedzy lub doświadczeniu oraz o niekaralności. Bez dyplomów, certyfikatów czy dokumentów potwierdzających, że podane informacje są prawdziwe. W praktyce niemal każdy w dwa tygodnie mógł zdobyć przepustkę do rynku, przez który przepływają miliardy w czasie, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, a kryptowaluty stały się sposobem na omijanie sankcji i finansowanie wojny.

Za rejestr odpowiada dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Katowicach. Prowadzenie działalności bez wpisu zagrożone jest karą do 100 tys. zł.

To z Katowic wyrosła ponad dekadę temu jedna z największych polskich giełd kryptowalutowych. BitBay, dziś działający jako Zondacrypto pod estońskim nadzorem, od lat budzi kontrowersje. W 2018 r. Komisja Nadzoru Finansowego wpisała giełdę na listę ostrzeżeń publicznych za działalność bez licencji płatniczej. Dwa lata później dziennikarze "Superwizjera" TVN ujawnili powiązania spółki ze światem przestępczym. W 2022 r. zaginął współzałożyciel firmy Sylwester Suszek. Mimo to oficjalny właściciel platformy - estońska BB Trade Estonia OÜ - został wpisany do polskiego rejestru 11 sierpnia 2023 r. pod numerem RDWW-893.

Historia Zondacrypto
Historia Zondacrypto © oprac. własne | money.pl

Listę otworzyła Agencja ITP, wpisana 10 listopada 2021 r. Zamknął ją internetowy kantor Cinkciarz.pl, który uzyskał wpis 27 grudnia 2024 r. - dokładnie dwa miesiące i 25 dni po tym, jak KNF cofnęła Conotoxii, spółce z tej samej grupy kapitałowej, zezwolenie na świadczenie usług płatniczych. W tym samym czasie klienci Cinkciarza alarmowali, że nie mogą odzyskać swoich pieniędzy. Podobnie jak dziś użytkownicy Zondy.

Do 5 maja z rejestru wykreślono 652 podmioty. Aktywnych pozostawało 1189 - 64,6 proc. Właściciele większości to obcokrajowcy. Głównie z Ukrainy, Wielkiej Brytanii, Łotwy, Chin, Cypru, Stanów Zjednoczonych, Indii, Białorusi, ale również z Rosji, Kambodży, Syrii, Iraku, Vanuatu czy Wenezueli.

Trzy adresy

Schemat powtarza się dziesiątki razy. Spółka z minimalnym kapitałem zakładowym - ustawowe 5 tys. zł. Rejestracja w KRS, a po kilku dniach lub tygodniach wpis do rejestru walut wirtualnych. Część firm trafiała do niego niemal natychmiast po powstaniu. To nie wyglądało jak naturalny rozwój biznesu. Bardziej przypominało seryjną produkcję podmiotów tworzonych po to, by zdobyć kryptowalutowy glejt.

Ślady masowej produkcji widać w adresach. 386 firm zarejestrowano pod zaledwie trzema. Przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi 116/52 - 139 podmiotów. Przy Hożej 86/210 w Warszawie - 130. Kolejne 117 przy Bartyckiej 22B/21A. Tylko te trzy lokalizacje skupiają ponad jedną piątą całego rejestru.

To fragment większej układanki. Adresów, pod którymi rejestrowano dziesiątki firm, jest co najmniej dziesięć. Oprócz Warszawy i Łodzi podobne "fabryki" działają we Wrocławiu i Grudziądzu.

To są tzw. spółki z półki - podmioty zakładane wyłącznie po to, by później je odsprzedać. Za ich masową rejestracją stoją wyspecjalizowane kancelarie. Takie firmy trafiają później na rynek za 40-50 tys. zł. Zdarzały się też oferty sięgające 30-40 tys. euro. Dzięki temu działalność można uruchomić w 24-48 godzin, omijając wielotygodniowy proces rejestracji w KRS - mówi osoba znająca kulisy rynku.

Splot wydarzeń

Niemal 95 proc. firm w rejestrze wpisało się do niego już po 24 lutego 2022 r. - po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę. W listopadzie i grudniu 2021 r. do rejestru trafiło 36 podmiotów. Rok później - 552. W 2023 r. - 512. Rekord padł w 2024 r., kiedy wpis uzyskało 741 firm.

Eksplozja rynku zbiegła się z wejściem w życie nowych przepisów. Tempo rozwoju rejestru, a także napływ podmiotów ze Wschodu i rajów podatkowych pokazują jednak, że nie był to organiczny rozwój polskiego rynku kryptowalut.

Wymóg wpisu do rejestru zaczął obowiązywać 31 października 2021 r. po nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Firmy działające wcześniej dostały czas do 30 kwietnia 2022 r. na dostosowanie się do nowych obowiązków. Wszystko, co dopisano później, czyli większą część listy, to w rzeczywistości nowy biznes.

System, który miał uszczelnić rynek, otworzył go na masowy napływ nowych podmiotów. Często bez realnej kontroli państwa.

W grudniu 2023 r. Generalny Inspektor Informacji Finansowej w "Krajowej Ocenie Ryzyka Prania Pieniędzy oraz Finansowania Terroryzmu" oszacował potencjalne zyski z nielegalnej działalności w Polsce na ok. 3,3 proc. PKB. Ryzyko prania pieniędzy oceniono na trzeci poziom w czterostopniowej skali zagrożenia.

Krytyczne wnioski przyniósł też raport Najwyższej Izby Kontroli z lipca 2025 r. NIK negatywnie oceniła skuteczność polskiego systemu przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu w latach 2022-2024. Polska znalazła się wśród dziesięciu państw Europy o najwyższym ryzyku prania pieniędzy.

Około 70 proc. firm wpisanych do rejestru w ogóle nie podłączyło się do systemu raportowego GIIF, choć taki obowiązek wynika wprost z przepisów. Mimo ignorowania prawa państwo przez lata nie reagowało - mówi nasz rozmówca znający kulisy rynku.

Wschód

W rejestrze figuruje 198 firm należących do obywateli Ukrainy. Kolejne 32 podmioty mają beneficjentów posiadających białoruskie obywatelstwo, a sześć - rosyjskie. Gros z nich wpisano do rejestru już po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie.

Sama obecność w rejestrze nie jest dowodem popełnienia przestępstwa. Nie znaleźliśmy też tych firm ani powiązanych z nimi osób na krajowych i międzynarodowych listach sankcyjnych. Dlatego nie publikujemy nazw podmiotów ani nazwisk osób z nimi związanych. Zbieżność dat trudno jednak uznać za przypadkową.

Kryptowaluty od początku wojny stały się jednym z narzędzi pozwalających omijać tradycyjny system finansowy. Umożliwiają transfer środków i rozliczanie transakcji poza klasycznym obiegiem bankowym - także podmiotom z Rosji i Białorusi.

Na ryzyko zwracała uwagę KNF. W komunikacie z 10 czerwca 2021 r. Komisja pisała, że kryptowaluty "ze względu na swoje atrybuty związane przede wszystkim z technologią, która umożliwia zachowanie anonimowości lub przynajmniej istotne utrudnienie identyfikacji stron transakcji i ostatecznych beneficjentów rzeczywistych, instrumenty te z dużym prawdopodobieństwem mogą odgrywać istotną rolę w procesie unikania sankcji nałożonych na Federację Rosyjską, Republikę Białorusi i ich obywateli".

W 19. pakiecie sankcji przyjętym jesienią ubiegłego roku Unia Europejska objęła ograniczeniami obywateli Rosji i Białorusi, którzy są powiązani z sektorem kryptowalut.

Podwójne uderzenie

W grudniu 2024 r. do rejestru wpisano 187 podmiotów - najwięcej w całej historii systemu. Poprzedni rekord padł w kwietniu 2022 r. i wynosił 101 firm. To nie wyglądało jak naturalny wzrost rynku. Bardziej przypominało wyścig z czasem.

30 grudnia 2024 r. w pełni zaczęło obowiązywać unijne rozporządzenie MiCA - Markets in Crypto-Assets. Wprowadziło obowiązek uzyskania licencji CASP dla giełd i kantorów kryptowalutowych. Nowe zezwolenie, wydawane przez krajowy nadzór finansowy, ma zastąpić dotychczasowy wpis do rejestru działalności w zakresie kryptowalut.

Firmy, które zdążyły wpisać się przed końcem 2024 r., zyskały prawo do dalszego działania na starych zasadach aż do 30 czerwca 2026 r. Tego dnia kończy się okres przejściowy. Jeśli do tego czasu nie uzyskają licencji CASP, zostaną zawieszone w próżni.

Polska do dziś nie uchwaliła ustawy o kryptoaktywach dostosowującej krajowe przepisy do MiCA. Projekt był już dwukrotnie wetowany przez prezydenta Karola Nawrockiego. Pierwotna wersja z lutego 2024 r. zakładała przejście rynku pod nadzór KNF i obowiązek uzyskania nowej licencji jeszcze przed końcem ubiegłego roku. Rejestr miał zostać wygaszony z początkiem 2026 r. Państwo miało szansę wcześniej zamknąć furtkę. Nie zrobiło tego.

I nie była to jedyna zmarnowana okazja.

Lata zaniedbań

Aby zrozumieć skalę opieszałości państwa, wystarczy wrócić do historii regulacji kantorów internetowych. Już od 2013 r. są one zobowiązane do weryfikowania klientów i raportowania podejrzanych transakcji. Do dziś funkcjonują w nadzorczej szarej strefie. Nie są objęte ścisłym nadzorem ani Narodowego Banku Polskiego, ani Komisji Nadzoru Finansowego - mimo wcześniejszych alarmów ze strony banku centralnego i Rzecznika Praw Obywatelskich. Bezczynność państwa krytycznie oceniła także Najwyższa Izba Kontroli w raporcie z 2025 r.

Ministerstwo Finansów przez lata deklarowało potrzebę zmian. Efektów nie było. Ten sam schemat powtarzał się przy kolejnych rządach i kolejnych ministrach. Dopiero w listopadowej wersji projektu ustawy o kryptoaktywach z 2024 r. pojawiła się propozycja uregulowania internetowej wymiany walut. Przepisów do dziś nie uchwalono.

Przepisy dotyczące kantorów pojawiły się w projekcie niejako przy okazji - po problemach Cinkciarza.pl, których skutki odczuły tysiące klientów. Wrzutka spowolniła prace nad ustawą. Branża kantorowa zażądała konsultacji i oceny skutków regulacji.

Międzynarodowe instytucje ostrzegały od lat. FATF - międzyrządowa organizacja zajmująca się zwalczaniem prania pieniędzy i finansowania terroryzmu - rekomendowała stosowanie szczególnych środków wobec aktywów wirtualnych i dostawców usług kryptowalutowych.

W latach 2017-2019 bitcoin stał się zjawiskiem masowym. Rynek kryptowalut gwałtownie rósł, a wraz z nim pojawiały się pierwsze spektakularne upadki giełd i coraz większe pieniądze. Narodowy Bank Polski i KNF opublikowały komunikat ostrzegający przed walutami wirtualnymi jako instrumentami spekulacyjnymi. To był pierwszy wyraźny sygnał, że państwo chciało rynek ograniczać, a nie regulować.

Banki zaczęły wypowiadać umowy giełdom i kantorom kryptowalutowym. KNF wpisywała kolejne podmioty na listę ostrzeżeń publicznych i kierowała zawiadomienia do prokuratury. Efekty pozostawały niewielkie. Część firm przenosiła działalność za granicę, by później wracać do Polski poprzez fasadowy rejestr.

W 2018 r. Polska wdrożyła unijną V dyrektywę AML. Do prawa trafiła definicja waluty wirtualnej i podstawowe obowiązki dla firm kryptowalutowych. Państwo pozwoliło im jednak funkcjonować poza ścisłym nadzorem - podobnie jak wcześniej kantorom. Rejestr firm krypto powstał dopiero jesienią 2021 r.

Nowy system miał uporządkować rynek. Stał się narzędziem jego uwiarygodnienia. Firmy kryptowalutowe zyskały państwowy wpis, którym mogły posługiwać się w kontaktach z klientami i partnerami biznesowymi. Bez realnego nadzoru.

Papierki lakmusowe

Cinkciarz.pl przez lata uchodził za symbol polskiego sukcesu fintechowego. Największy kantor internetowy w Europie, miliony klientów, miliardowe obroty. Firma rosła dokładnie wtedy, gdy nadzór nad kantorami internetowymi był niewystarczający. Kiedy spółka wpadła w problemy, a klienci zaczęli alarmować, że tracą dostęp do pieniędzy, ujawniła się skala luki w państwowym systemie kontroli.

Sprawą zajmuje się Prokuratura Regionalna w Poznaniu. Śledczy badają, czy klienci Cinkciarza.pl byli wprowadzani w błąd co do przeznaczenia środków wpłacanych w ramach internetowej wymiany walut. Podejrzani usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się przestępstwami przeciwko mieniu, dokumentom i obrotowi gospodarczemu, a także nierzetelnym prowadzeniem ksiąg rachunkowych i sporządzaniem nierzetelnych sprawozdań finansowych. Według prokuratury wartość szkody przekracza obecnie 174 mln zł. Za zarzucane przestępstwa grozi kara do 25 lat więzienia. Marcin P., prezes i właściciel kantoru, jest poszukiwany. Może przebywać w Chicago.

Afera wokół Zondacrypto - dawnego BitBay - stała się jednym z najgłośniejszych kryzysów w historii polskiego rynku kryptowalut. 17 kwietnia śledztwo wszczęła Prokuratura Regionalna w Katowicach. Postępowanie dotyczy podejrzenia wprowadzenia klientów w błąd co do możliwości zakupu i przechowywania walut fiat oraz kryptowalut. Według śledczych mogło dojść do doprowadzenia wielu osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Zawiadomienia napływają z całego kraju. Szacowana wartość szkody przekracza już 350 mln zł.

Prokuratura zapowiada zbadanie całej historii powstania i działalności Zondacrypto, w tym przepływów finansowych spółki. Śledztwo prowadzi Zarząd we Wrocławiu Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Prezes giełdy Przemysław Kral może przebywać obecnie w Izraelu.

Pytania bez odpowiedzi

Próbowaliśmy sprawdzić, jak w praktyce wygląda kontrola rynku kryptowalut. Pytania wysłaliśmy do Generalnego Inspektoratu Informacji Finansowej. Chcieliśmy ustalić, ile firm podłączyło się do systemu goAML, ile raportowało podejrzane transakcje i jak często kontrolowano podmioty wpisane do rejestru. Zapytaliśmy o kary nakładane za łamanie przepisów AML. Do czasu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Pytania wysłaliśmy także do Ministerstwa Finansów, w którego strukturach działa GIIF. Chcieliśmy ustalić, jakie działania podjęto po publikacji raportu NIK z 2025 r. Do czasu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Pytania wysłaliśmy także do dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Katowicach, który prowadzi rejestr. Chcieliśmy ustalić, jak wygląda procedura wpisu podmiotów do rejestru VASP i w jaki sposób weryfikowani są beneficjenci rzeczywiści. Zapytaliśmy także o zasady obowiązujące po 30 grudnia 2024 r., czyli po wejściu w życie MiCA. Do czasu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Karolina Wysota, Szymon Jadczak, dziennikarze money.pl i wp.pl

Wybrane dla Ciebie