Krypto w politycznym klinczu, Zonda w centrum uwagi. Kto naprawdę korzysta na chaosie?
Opozycja blokuje ustawę o kryptoaktywach, a w centrum sporu znalazła się giełda Zonda i jej finanse. Zdaniem eksperta sytuacja jest o tyle niebezpieczna, że z dnia na dzień firmy bez licencji znajdą się poza prawem, a na braku regulacji obecnie korzystają oszuści.
Problemy giełdy Zondacrypto (w skrócie Zonda), opisane przez money.pl w artykule "Wielki problem Zondacrypto? Klienci się skarżą. Mamy niepokojącą analizę", poróżniły polityków.
Koalicja rządząca wypomina przy okazji prezydentowi Karolowi Nawrockiemu dwukrotne weto wobec ustawy o kryptoaktywach (1 grudnia 2025 r. oraz 12 lutego 2026 r.), która miała profesjonalizować rynek i zwiększać bezpieczeństwo jego uczestników.
Natomiast sprzyjająca głowie państwa oraz branży krypto opozycja zarzuca rządowi, że jego propozycja wykracza poza ramy unijnego rozporządzenia MiCA (Markets in Crypto-Assets), wprowadzającego jednolite zasady dla rynku kryptowalut w całej UE, i domaga się liberalizacji projektu ustawy.
Zbudował potężną firmę. Mówi, czego potrzebuje polska gospodarka
Rząd daje jednak jasno do zrozumienia, że nie zamierza w tej kwestii negocjować. Powołując się na ustalenia ABW, premier Donald Tusk przed środowym posiedzeniem rządu poinformował, że na przełomie października i listopada 2025 r. prezes Zondacrypto Przemysław Kral dokonał wpłat na rzecz dwóch fundacji.
Według premiera 450 tys. zł trafiło do Instytutu Polski Suwerennej, a część środków przeznaczono na prawników i obrońców Dariusza Mateckiego oraz księdza Michała Olszewskiego. Dodatkowo spółka powiązana z Zondą przekazała 70 tys. euro fundacji "Dobry Rząd" posła Konfederacji Przemysława Wiplera.
Teraz wystarczy wpis do rejestru
Opozycja ma alternatywne propozycje wobec tego, co chce zrobić rząd. W nieoficjalnych rozmowach z osobami uczestniczącymi w procesie legislacyjnym słychać jednak opinie, że te pomysły nie są poważnymi rozwiązaniami, lecz ofertą skierowaną do tej części środowiska, która najchętniej zachowałaby status quo. Wyjaśnijmy, dlaczego.
Aby prowadzić w Polsce giełdę lub kantor kryptowalutowy, wystarczy wpis do rejestru firm kryptowalutowych prowadzonego przez dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Katowicach. Koszt: 616 zł.
11 sierpnia 2023 roku do polskiego rejestru wpisała się spółka BB TRADE ESTONIA OU – zagraniczny właściciel Zondy.
Oprócz uzyskania wpisu, biznes krypto musi przestrzegać też przepisów o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu – w tym weryfikować tożsamość klientów oraz raportować do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej (GIIF), ale jak słyszymy nieoficjalnie, w większości nie wywiązuje się z tego obowiązku.
Za chwilę sytuacja tych firm diametralnie się zmieni. Obowiązujące od 30 grudnia 2024 roku unijne rozporządzenie MiCA gruntownie przebuduje europejski rynek krypto.
Zbliżając tę branżę standardami do sektora bankowego i kapitałowego, wyeliminuje z niego podmioty niedokapitalizowane i nieuczciwe. Termin dostosowania się do nowego reżimu upłynie 30 czerwca.
Aby legalnie prowadzić działalność kryptowalutową na terenie UE po tym terminie, konieczne będzie posiadanie stosownego zezwolenia. W przypadku giełd – licencji dostawcy usług w zakresie kryptoaktywów (z ang. Crypto-Asset Service Provider, w skrócie CASP). Do 1 kwietnia takie zezwolenie uzyskało 177 firm w różnych krajach UE, najwięcej w Niemczech i Holandii (na tej liście nie ma Zondy).
Zasiadanie w organach licencjonowanych spółek wymaga wiedzy, doświadczenia i – przede wszystkim – nieposzlakowanej opinii. Nie wszystkim przedstawicielom branży krypto taki wymóg jest na rękę.
Branża kwestionuje w rządowym projekcie ustawy w szczególności wysokie koszty nadzoru, sankcje karne i administracyjne, wpisywanie domen do rejestru stron zakazanych za działalność bez licencji oraz ich blokowanie, a także szeroki zakres obowiązków sprawozdawczych wobec urzędów i organów ścigania.
Z dnia na dzień mogą znaleźć się na nielegalnym rynku
Ani koalicja rządząca, ani opozycja nie chcą ustąpić w sprawie regulacji rynku krypto. Sytuacja legislacyjna utknęła więc w głębokim impasie.
– Nawet w przypadku błyskawicznego przyjęcia ustawy zabraknie możliwości i odpowiednich zasobów urzędniczych, aby jakikolwiek wniosek licencyjny mógł zostać rozpatrzony i zakończony przed graniczną datą 1 lipca 2026 roku – uważa adwokat Jan Ziomek, specjalizujący się w regulacjach finansowo-technologicznych.
Aby możliwe było ubieganie się o licencję KNF, konieczne jest wcześniejsze uchwalenie ustawy o kryptoaktywach. Rozwiązaniem awaryjnym pozostaje uzyskanie licencji w innym kraju UE i świadczenie na jej podstawie usług w Polsce.
Jak słyszymy nieoficjalnie, część polskich firm wybiera Słowację lub Czechy, gdzie opłaty licencyjne są niższe niż w innych państwach. Proces licencyjny za granicą nie oznacza jednak braku wpływu KNF – wbrew temu, co twierdzą niektórzy politycy prawicy.
Nadzorcy wymieniają się informacjami o podmiotach ubiegających się o licencję, a KNF może interweniować u nadzorcy macierzystego, jeśli firma działająca na zagranicznej licencji narusza prawo w Polsce.
Jeśli firmy nie zdążą uzyskać zagranicznej licencji do końca czerwca, z dnia na dzień znajdą się na nielegalnym rynku i narażą się na konsekwencje, które w praktyce mogą oznaczać koniec ich działalności.
Zdaniem Jana Ziomka dalsze świadczenie usług bez zezwolenia zostanie potraktowane przez nadzorców jako brak rękojmi stabilnego zarządzania. Oznacza to, że taka firma trwale przekreśli swoje szanse na legalne uzyskanie licencji w jakiejkolwiek innej jurysdykcji w przyszłości.
Firmom bez licencji grozi też całkowite odcięcie od systemu płatniczego. Jak tłumaczy nasz rozmówca, zarówno krajowi, jak i zagraniczni dostawcy usług płatniczych oraz banki zerwą współpracę z takimi podmiotami, zamykając im rachunki bankowe. W efekcie te podmioty zostaną odcięte od systemu finansowego, co całkowicie zablokuje możliwość wymiany walut tradycyjnych (fiat) na kryptowaluty.
Brak ustawy o kryptoaktywach nie oznacza bezkarności
– Organy ścigania i nadzorca rynku finansowego będą mogli ścigać nielicencjonowane podmioty na podstawie innych obowiązujących przepisów, np. ustawy o usługach płatniczych czy ustawy o obrocie instrumentami finansowymi – mówi Ziomek.
Nielicencjonowane platformy zostaną zablokowane również technologicznie. Giganci tacy jak Google i Apple wyrzucą aplikacje nielicencjonowanych giełd ze swoich oficjalnych sklepów, uniemożliwiając klientom ich pobieranie i korzystanie z usług.
Giełdy stracą też możliwość pozyskiwania klientów. Brak licencji wiąże się bowiem z rygorystycznym zakazem prowadzenia działań marketingowych.
– Nielicencjonowane firmy nie będą mogły kierować reklam do Europejczyków, sponsorować wydarzeń sportowych ani w żaden sposób zachęcać klientów do nawiązywania relacji biznesowych – wyjaśnia Jan Ziomek.
338 dni roboczych. NIK: minister nie zapewnił
Paradoksalnie – jak zauważa rozmówca money.pl – na braku ustawy w Polsce najbardziej korzystają podmioty działające w szarej strefie oraz oszuści. Jak wskazuje, chodzi o firmy, które wpisują się do wspomnianego wcześniej rejestru firm kryptowalutowych, prowadzą działalność, ale nie przestrzegają przepisów o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i obsługują zorganizowane grupy przestępcze naciągające Polaków na fałszywe inwestycje kryptowalutowe oraz podszywające się pod spółki i znane osoby.
Ustawa o kryptoaktywach wyeliminuje oszustów z rynku. Tymczasem oszuści stają się największymi beneficjentami obecnego chaosu legislacyjnego – uważa Ziomek.
GIIF (Generalny Inspektor Informacji Finansowej) ma możliwość prowadzenia postępowań wobec osób i firm z sektora krypto, w przypadku których zachodzi podejrzenie prania pieniędzy. Może także podejmować działania wobec podmiotów niespełniających obowiązków wynikających z przepisów AML (ustawa o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu).
Jednak zdaniem naszego rozmówcy z powodu braków kadrowych i finansowych instytucja nie jest w stanie działać na bieżąco. Natomiast brak szybkiej reakcji GIIF-u oraz odcinania takich podmiotów od systemu bankowego umożliwia im swobodne funkcjonowanie i transfer ogromnych środków.
Potwierdza to ubiegłoroczny raport Najwyższej Izby Kontroli. Wynika z niego, że średni czas od wpływu zawiadomienia do jego kwalifikacji do analizy wynosił co najmniej 338 dni roboczych (490 dni kalendarzowych). Według NIK w kontrolowanym okresie (1 stycznia 2022 r. – 30 czerwca 2024 r.) minister finansów nie zapewnił odpowiednich zasobów kadrowych i informatycznych, które umożliwiłyby GIIF realizację zadań w sposób efektywny i skuteczny.
Po agresji Rosji na Ukrainę, a także w związku ze zwiększonym przepływem kapitału w Polsce – kraju przyfrontowym – ryzyko prania pieniędzy i finansowania terroryzmu wzrosło, na co również uwagę zwrócił NIK w swoim raporcie.
Według Basel AML Index 2025 Polska znalazła się w pierwszej dziesiątce krajów o najwyższym ryzyku prania pieniędzy i finansowania terroryzmu – zajęła 9. miejsce wśród 34 analizowanych państw europejskich. W 2022 roku zajmowała tę samą pozycję.
Zdaniem Jana Ziomka przedłużający się paraliż legislacyjny nie tylko utrudnia państwu walkę z praniem pieniędzy, lecz także prowadzi do marginalizacji polskiego sektora finansowego i odpływu legalnych firm do bardziej przyjaznych jurysdykcji. Polska – ocenia ekspert – zaprzepaściła szansę na zostanie regionalnym centrum finansowym, a brak skutecznego nadzoru KNF skutkuje odpływem inwestycji i obniżeniem poziomu ochrony klientów.
Karolina Wysota, dziennikarka money.pl