Inwestowanie w czasach czarnych łabędzi. Oto podstawowe zasady [OPINIA]
Szukanie sposobu zachowania, który zapewni minimalizację strat lub nawet zyski w okresach dużej zmienności, jest normalne dla każdego inwestora. Znajdziecie więc Państwo tutaj kilka rad, które zdecydowanie nie są rekomendacjami. Mało tego – może się okazać, że w niektórych swoich zasadach się mylę - pisze w opinii dla money.pl Piotr Kuczyński, analityk z 33-letnim doświadczeniem na rynkach.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne. Poniższy tekst nie jest rekomendacją redakcji ws. inwestowania, z którym zawsze wiąże się ryzyko.
Jak pisać o inwestowaniu, kiedy wydaje się, że wszystko się wali i nic nie jest pewne? Dokładnie tego obecnie doświadczamy. Prawdę mówiąc nie wiedziałem, czy podejmę się pisania tekstu, w którym będą same truizmy. Stwierdziłem jednak, że skoro mam trzydzieści trzy lata doświadczeń na rynkach, a wielu Czytelników najpewniej ma mniej, to może moje truizmy będą dla niektórych prawdami objawionymi (żart!).
Na początku krótki wstęp. Od kilkunastu lat mówię (i w moich prezentacjach pojawia się to nieodmiennie), że żyjemy w czasach interregnum. Uważam bowiem, że kończy się system, który powstał w latach 80. XX wieku, a nowy jeszcze się nie pojawił. My żyjemy w środku, czyli w tymże interregnum i czekamy na nowego króla (system). A życie w takim okresie przejściowym musi owocować licznymi perturbacjami. Nasuwa się tutaj uważane za chińskie (podobno nim nie jest) przekleństwo "obyś żył w ciekawych czasach".
"Nie będzie mu na rękę". Analityk mówi, co dla Trumpa oznacza długi konflikt z Iranem
Oczywiście nie tylko ja tak twierdzę. Wielu znanych ludzi też na to wpadło, chociaż inaczej to nazywa. Na przykład Martin Wolf, główny komentator ekonomiczny "Financial Timesa", wydał książkę pod wiele mówiącym tytułem "Kryzys demokratycznego kapitalizmu". W Polsce również pojawiają się takie pozycje – na przykład profesora Grzegorza Kołodki "Błądzący świat".
Jak zwał tak zwał, a chodzi po prostu o okres, w którym wiele rzeczy się zmienia - i do tego zmienia się jednocześnie, prowadząc ludzkość w nieznanym kierunku. Widzimy na przykład powolny rozpad globalizacji, z dziwnymi postaciami u sterów rządów wielu państw. Widzimy też coraz mniejszą i coraz bogatszą część ludzkości, co prowadzi do potężnych konfliktów. Widoczne to jest w wielu filmach – szczególnie koreańskich (np. "Parasite", czyli "Pasożyt", i "Squid Game").
Naciera też na nas sztuczna inteligencja. Warto na przykład przeczytać viralowy już tekst na temat tego, co nas czeka, napisany przez Matta Shumera ("Something big is happening") lub posłuchać Mustafy Suleymana (prezes Microsoft AI), który powiedział w wywiadzie dla "Financial Timesa", że w ciągu 12-18 miesięcy AI będzie mogła wykonać wszystkie prace białych kołnierzyków. Już to pokazuje (nawet jeśli AI nie uderzy w nas tak szybko), w jakich czasach żyjemy.
Jak inwestować w czasach niepewności
Mógłbym tak długo, ale nie zaryzykuję, bo przecież tytuł obiecywał coś innego, a ja jestem zdecydowanym, gorącym, przeciwnikiem tytułów typu clickbait. Teraz, kiedy trwa wojna, w którą według mnie USA zostały wciągnięte przez władze Izraela, która to wojna uderza w całą ludzkość i oczywiście w rynki finansowe, każdy inwestor myśli: co mam robić? Pamiętać trzeba, że do listopadowych wyborów do Kongresu USA jest jeszcze sporo czasu i Donald Trump zapewne doprowadzi przedtem do wypłynięcia kolejnych czarnych łabędzi (czyli niemożliwych do przewidzenia wydarzeń, które będą miały negatywne skutki dla rynków finansowych - przyp. red.).
Szukanie sposobu zachowania, który zapewni minimalizację strat lub nawet zyski w okresach dużej zmienności, jest normalne dla każdego inwestora. Znajdziecie więc Państwo tutaj kilka rad, które zdecydowanie nie są rekomendacjami. Mało tego – może się okazać, że w niektórych swoich zasadach się mylę. Dlatego radzę podejść do tych moich sugestii z dużą dozą krytycyzmu.
W żadnym wypadku i nigdy nie należy popadać w skrajności (euforia i panika). Wiem, że to trudne, sam musiałem z tym walczyć w początkowym okresie, kiedy intensywnie inwestowałem (miałem 150 proc. linii kredytowej, więc czasem używałem 2,5-krotności kapitału). To jest trudne, ale nie niemożliwe. Na przykład jak zobaczycie tytuł mówiący, że złoto zdrożeje do 100 tys. dolarów albo stanieje do 1000 dolarów, to po prostu nie otwierajcie tekstu. Nie ma to żadnego sensu, a może zakazić strachem/chciwością.
W żadnym wypadku nie uśredniajcie "do dołu". Tak, wiem, że wielu stosuje z powodzeniem tą strategię, ale jeśli obawiacie się dużych strat, to tego nie róbcie. Może się bowiem okazać, że kapitał się skończy, a dane aktywo będzie nadal taniało.
Przykład z życia. Wiele lat temu jeden z moich kolegów obstawiał na kontraktach wzrosty WIG20. Niestety indeks spadał, a on uzupełniał depozyt (czyli de facto uśredniał do dołu). Przyszedł jednak czas, kiedy kapitału mu już zbrakło (miał 150 tys. zł) – bank wyrzucił jego pozycję po bieżącym kursie, a kolega został z długiem do banku w wysokości 8 tys. zł. Dwa dni po tym wydarzeniu indeks ruszył w oczekiwanym przez niego kierunku…
Stosujcie od czasu do czasu kontrariańskie podejście. Polega ono na tym, że jeśli olbrzymia większość obstawia jakiś kierunek na rynku, to najczęściej rynek pójdzie w innym kierunku. I proszę pamiętać – nie chodzi o zwykłą większość, a jedynie o przygniatającą. Ja na przykład od czasu do czasu obserwuję wskaźnik CNN, który pokazuje półkole z różnymi polami: od skrajnego strachu do skrajnej chciwości (https://edition.cnn.com/markets/fear-and-greed). Skrajny strach zapowiada przynajmniej odbicie indeksów, skrajna chciwość jest nieomylna w zapowiadaniu spadków. Uzasadnienie jest banalnie proste. Jeśli potężna liczba inwestorów obstawia na przykład wzrost indeksów, to znaczy, że mają już akcje. Jeśli tak, to liczba tych, którzy mieliby je kupować po wyższych cenach jest nieduża, a to zapowiada spadki indeksów.
Jeśli słuchasz analityka, to pamiętaj – wybieraj takiego, który najczęściej się nie myli. Jeśli zacznie się mylić, to będzie się mylił nieomylnie. Klasycznym przykładem jest Abby Joseph Cohen, o której już w jednym ze swoich teksów pisałem. Od lat 90. XX wieku (była wtedy Głównym Strategiem Inwestycyjnym Goldman Sachs) nieodmiennie mówiła "kupuj" i miała rację. Dopóki nie przestała jej mieć. Nie doceniła bessy w latach 2000-2003 i potem w latach 2007-2009. To ostanie przeważyło szalę i przestała być Głównym Strategiem Inwestycyjnym, ale nadal pracowała w Goldman Sachs – plus dla firmy - (odeszła na emeryturę w 2022 roku).
Zasada nie do końca prawdziwa, ale zazwyczaj się sprawdza
Jeśli inwestujecie za pomocą funduszy inwestycyjnych, a nie osobiście - szczególnie, jeśli nie jesteście day traderami (czyli inwestorami, którzy otwierają i zamykają pozycje na tym samym instrumencie w ciągu jednej sesji, nie pozostawiając otwartych pozycji na noc - przyp. red.), to pamiętajcie o zasadzie, która nie jest do końca prawdziwa i kiedyś zostanie sfalsyfikowana, ale najczęściej jednak się sprawdza. Na akcjach w długim terminie zawsze się zarabia. Ja zwalczałem ten pogląd i nadal uważam, że kiedyś zostanie zweryfikowany negatywnie, ale od lat 80. XX wieku zawsze się sprawdzał. Czasem jednak trzeba mieć potężną odporność psychiczną, albo inwestować kapitał, od którego nie zależy jakość naszego życia.
Przykład z USA: w 2000 roku rozpoczęła się korekta, która obniżyła S&P 500 o 50 proc., a NASDAQ o 80 proc. Na S&P 500 trzeba było czekać do 2007 roku z powrotem do poziomu z 2000 roku, a na NASDAQ do 2015 roku (15 lat). Ale teraz S&P 500 i NASDAQ są ponad cztery razy wyżej. Wystarczyło poczekać.
Jeśli jesteś inwestorem indywidualnym, to pamiętaj o zasadzie "małe straty, duże zyski". W tym momencie część Czytelników się obrusza i myśli: "łatwo powiedzieć". To naprawdę jest możliwe. Nie przytoczę tutaj często przeze mnie cytowanej opowieści o inwestorze z USA otrzymującym sygnały kupna i sprzedaży od rzekomego UFO (poszukajcie, z pewnością znajdziecie). Wniosek z tej opowieści i z doświadczenia jest jeden: trzeba mieć własny system, który każe zamykać pozycje przy małych stratach (bez względu na to, że umysł się buntuje) i trzymać długo, podsuwając w górę, pozycje "stop loss", każące automatycznie zamykać zyskowną pozycję.
Szczęście też jest potrzebne
I na koniec, bo tekst jest już przydługi. Jeśli jesteście inwestorami indywidualnymi, to pamiętajcie, że do inwestowania potrzebna jest nie tylko wiedza, system, ale i po prostu szczęście. Serio, widziałem sukcesy ludzi, którzy niczym się nie wyróżniali, ale mieli po prostu szczęście.
Czego i wszystkim Czytelnikom życzę.
Piotr Kuczyński, główny analityk domu inwestycyjnego Xelion