piotr kuczyński

"Przełom nas jeszcze czeka". Mówi, dlaczego kupił złoto
WIDEO

"Przełom nas jeszcze czeka". Mówi, dlaczego kupił złoto

Czy złoto, które pod koniec lutego 2026 roku przebiło pułap 5 tys. dolarów za uncję, a obecnie (pod koniec marca) kosztuje ponad 4,4 tys. dolarów, może jeszcze mocno zdrożeć? Czy "szczyt górki" wcale nie jest za nami, bo świat jest coraz bardziej niespokojny? - To nie jest wykluczone, ale nie jest również pewne - mówił w programie "Horyzonty" Piotr Kuczyński, analityk domu inwestycyjnego Xelion. - Kiedy złoto kosztowało 1,1 tys. dolarów, to dochodziły informacje z rynków, że cena wydobycia w wielu kopalniach jest zbliżona do 1,1 tys. dolarów. W związku z tym dosyć spokojnie mogłem mówić, że trzeba kupować, bo dużo taniej nie będzie. I tak się rzeczywiście stało. Pamiętam, że jak kupowałem wtedy te swoje 10-15 proc. (portfela inwestycyjnego) w cenie poniżej 5 tys. zł za uncję. Teraz jest to 18 tys. zł z groszami - stwierdził. - Nie zmieniam tego, bo zakładałem, że to nie jest kupione po to, żeby zarobić. I wracając do pytania, czy teraz wciąż opłaca się kupować złoto: nie wiem, czy się opłaca kupować złoto, bo ono może równie dobrze mocno stanieć. Ja tego złota nie sprzedaję, bo to jest złoto tak zwane na naprawdę czarną godzinę. Nie na czarną godzinę pod nazwą "wojna", bo ja w wojnę w Polsce nie wierzę. Natomiast ja ciągle twierdzę, że żyjemy w interregnum, czyli jeden system się zmienia, drugi się pojawi, a my żyjemy w środku, w najbardziej dramatycznym okresie. I myślę, że ten przełom nas jeszcze czeka. Na przykład przełom zadłużenia. Coraz częściej się mówi, że kraje są coraz bardziej zadłużone, że politycy nic z tym nie robią. Tak jest. W którymś momencie, nie wiem, czy za rok, pięć czy 10, pojawi się coś, co powie ludziom: te pieniądze, które są drukowane, są bez wartości. I wtedy złoto będzie warte nie 10-15 proc. moich aktywów, a 115 albo 150 proc., bo ludzie przestaną w drukowane pieniądze - podkreślił.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Tomasz Sąsiada Tomasz Sąsiada
Wykład Adama Glapińskiego o cenach chleba. "Powinien mówić o tym, że zrobi wszystko, by obniżyć inflację"
WIDEO

Wykład Adama Glapińskiego o cenach chleba. "Powinien mówić o tym, że zrobi wszystko, by obniżyć inflację"

Podczas ostatniej konferencji prasowej Adam Glapiński zabrał głos ws. cen chleba i masła. - Ja skromnie jem chleb baltonowski, jest bardzo dobry, to normalny chleb – stwierdził szef NBP, dodając, że "w jednej z gazet, którą czyta", znalazł informacje o chlebie za 30 zł. - Trzeba powiedzieć, że Adam Glapiński na tle prezesów innych banków centralnych na świecie jest naprawdę niezwykłym prezesem. Nikt takich ubarwionych, profesorskich wykładów nie robi - powiedział w programie "Newsroom" WP Piotr Kuczyński, analityk Domu Inwestycyjnego Xelion. – Te wykłady przyniosłyby korzyść, gdyby wziął przykład z kolegów i mówił, że RPP zrobi wszystko, by obniżyć inflację, nawet kosztem wprowadzenia recesji. Ale Glapiński tak nie mówi, niestety. Gdyby tak mówił, oczekiwania inflacyjne Polaków pewnie by spadały. Obawiam się jednak, że większość Polaków nie słucha wystąpień prezesa NBP. Do opinii publicznej przebijają się tylko informacje takie jak o chlebie baltonowskim. To ostatnie wystąpienie Adama Glapińskiego było już naprawdę nudne, za często się powtarza. Natomiast trzeba pamiętać, że RPP to jest 10 członków i oni wspólnie podejmują decyzje. Siedem osób, wraz z Glapińskim, jest gołębiami, trzy osoby wybrane przez Senat – są jastrzębiami. Ci ostatni uważają, że stopy procentowe powinny być podnoszone. Ja, choć nie popieram polityki prezesa NBP, jestem po stronie niepodnoszenia stóp procentowych. Uważam, że poziom stóp jest właściwy – dodał ekspert.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak