Spadki od Warszawy po Londyn. Europa czeka na "wyrok" Trumpa
Wtorkowe notowania na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie upłynęły pod znakiem przewagi podaży, wpisując się w szerszy trend widoczny na całym kontynencie. Indeks dwudziestu największych spółek, WIG20, zakończył dzień na poziomie nieco ponad 3416 punktów, co oznacza spadek o niespełna pół procenta w stosunku do poprzedniego zamknięcia.
To kolejna sesja, w której czerwień dominuje na warszawskim parkiecie. Podobne nastroje obserwowaliśmy już pod koniec lutego, kiedy to główne indeksy notowały solidne spadki, a presja sprzedających była jeszcze wyraźniejsza.
Największym obciążeniem dla warszawskiego parkietu okazały się spółki odzieżowe oraz surowcowe. Akcje Modivo potaniały o ponad siedem procent, stając się najsłabszym ogniwem zestawienia. Wyraźne, blisko trzyprocentowe zniżki zanotował również odzieżowy gigant LPP oraz miedziowy KGHM. Pod presją sprzedających znalazł się także sektor energetyczny, w tym walory Tauronu i PGE, które straciły ponad dwa procent.
Sytuację na warszawskim parkiecie próbował ratować sektor finansowy oraz paliwowy, co uchroniło główny wskaźnik przed głębszą przeceną. Największy polski bank, PKO BP, zyskał ponad jeden procent, a na plusie sesję zakończyły również walory Pekao, Santandera, Aliora oraz paliwowego Orlenu.
Zbudował potężną firmę. Mówi, czego potrzebuje polska gospodarka
Czerwień na europejskich parkietach
Spadki w Warszawie nie były zjawiskiem odosobnionym. Dane zebrane przez portal StockWatch.pl pokazują jednoznacznie, że inwestorzy w Europie Zachodniej również decydowali się we wtorek na wyprzedaż akcji, a nastroje były tam wręcz gorsze niż nad Wisłą.
Niemiecki DAX, będący jednym z najważniejszych barometrów europejskiej gospodarki, stracił ponad jeden procent. Podobną skalę przeceny zaobserwowano we Francji, gdzie indeks CAC 40 również zamknął się ponad jeden procent pod kreską. Najszerzej opisujący rynek wskaźnik Euro Stoxx 50 zanotował spadek rzędu 1,2 proc. Nieco łagodniejsze, choć wciąż zauważalne zniżki, odnotowano na giełdach w Londynie oraz Madrycie, gdzie indeksy straciły poniżej jednego procenta.
Rynki czekają na "wyrok" Trumpa
Wtorkowa sesja doskonale obrazuje mechanizmy rządzące warszawskim parkietem. Przypomnijmy, że WIG20 jest indeksem cenowym ważonym kapitalizacją. W jego skład wchodzą spółki o największej wartości rynkowej i najwyższej płynności, co w praktyce oznacza, że wagi poszczególnych firm nie są równe.
Wcześniej wielokrotnie obserwowaliśmy na GPW sytuacje, w których kondycja sektora bankowego ratowała polski rynek przed potężną korektą. To kontynuacja rynkowego trendu, w którym stabilne wzrosty największych spółek, takich jak Orlen czy PKO BP, potrafią amortyzować głębokie spadki mniejszych podmiotów zrzeszonych w indeksie. Gdyby nie ich wtorkowa postawa, końcowy wynik WIG20 z pewnością byłby znacznie bliższy temu, co obserwowaliśmy na parkietach we Frankfurcie czy w Paryżu.
Ostatnie miesiące pokazały, jak wrażliwy jest warszawski parkiet na nastroje globalne i wydarzenia geopolityczne. W marcu europejskie giełdy reagowały na eskalację konfliktu, a fala wyprzedaży przetaczała się przez wszystkie główne rynki. Podobnie było na początku roku, kiedy groźba ceł i napięcia międzynarodowe topiły indeksy już w styczniu. Wtorkowa sesja wpisuje się w ten szerszy wzorzec, w którym inwestorzy zachowują ostrożność i szybko reagują na każdy sygnał niepewności na rynkach globalnych.