Bessa bitcoina może się dramatycznie pogłębić. Niektórzy wieszczą spadek nawet do 50 tys. dol.
Na rynku kryptowalut w lutym 2026 roku nastąpił zwrot. Po euforycznych wzrostach z jesieni ubiegłego roku, kiedy to w październiku bitcoin ustanowił historyczny rekord powyżej 126 tys. dol., nastroje inwestorów się ochłodziły. Obecna korekta w ciągu kilku miesięcy ścięła jego wartość o niemal połowę. Co dalej?
Inwestorzy, którzy liczyli na szybkie odbicie po lutowym tąpnięciu bitcoina, musieli przełknąć gorzką pigułkę. Choć kurs zdołał podnieść się z lokalnych minimów w okolicach 60 tys. dol., dynamika wzrostów szybko wygasła. Rynek wszedł w fazę niepewności, a obserwatorzy zastanawiają się, czy obecna stabilizacja jest ciszą przed burzą, czy budowaniem bazy pod nowe wzrosty.
Eksperci o najbliższej przyszłości
Sytuację na wykresach komplikuje fakt, że każde podejście pod wyższe poziomy cenowe spotyka się z natychmiastową reakcją podaży. Odbicie, które miało miejsce w pierwszej połowie lutego, zostało szybko skontrowane przez sprzedających, co sprowadziło notowania z powrotem poniżej bariery 70 tysięcy dolarów.
Eryk Szmyd, analityk XTB nie widzi powodów do zbytniego optymizmu. – Po ostatnich spadkach nastroje wokół bitcoina pozostają słabe, a ok. 20 proc. odbicie z poziomu 60 tys. dol. nie zostało utrzymane - spotkało się z natychmiastową realizacją zysków – komentuje.
Zaczynał od zbierania kamieni. Doszedł do setek milionów dolarów
Wydaje się, że przed bitcoinem utrzymująca się dłużej konsolidacja w okolicach 65 tys. dol. z możliwą za jakiś czas kolejną próbą odbicia w stronę 72-73 tys. dol. – wskazuje ekspert.
Scenariusz konsolidacji wydaje się obecnie najbardziej prawdopodobny, biorąc pod uwagę brak silnych impulsów zakupowych. Rynek "mieli" się w wąskim paśmie wahań, co w żargonie traderów często określane jest jako "ziemia niczyja". Jednak spokój na wykresach może być złudny. Analiza historycznych cykli bitcoina sugeruje, że rynek może podążać ścieżką wyznaczoną przez poprzednie bessy.
Jeśli obecny scenariusz miałby powtórzyć dwa poprzednie impulsy spadkowe (z października i lutego), moglibyśmy oczekiwać, że mniej więcej w kwietniu cena BTC powinna tąpnąć kolejny raz z ok. 70 tys. dol. do ok. 50 tys. dol. i tam szukać ewentualnego dna wyprzedaży – prognozuje Eryk Szmyd.
Czy może być jeszcze gorzej? – Spadek od szczytów wynosi obecnie ok. 40 proc., ale historyczne bessy kończyły się zwykle dużo głębszymi spadkami. Wskaźniki on-chain wskazują jako prawdopodobne przetestowanie okolic 40-50 tys. dol. w obecnym trendzie spadkowym – przyznaje analityk XTB.
Jeśli historia miałaby się powtórzyć, niewykluczone, że kapitulacja nastąpi właśnie wiosną, a w IV kwartale roku zobaczymy jeszcze jedną próbę kolejnego impulsu spadkowego – prawdopodobnie ostatnią i zakończoną zwycięstwem popytu – podsumowuje Eryk Szmyd.
Fundamenty spadków: Fed i fundusze ETF
Obecna słabość rynku cyfrowych aktywów nie bierze się z próżni. Analitycy wskazują na splot niekorzystnych czynników makroekonomicznych, które skutecznie odstraszają kapitał od ryzykownych inwestycji. Jednym z głównych powodów nerwowości jest polityka monetarna Stanów Zjednoczonych.
Nominacja Kevina Warsha na stanowisko szefa Rezerwy Federalnej przez prezydenta Donalda Trumpa została odebrana przez rynki jako sygnał jastrzębi. Inwestorzy obawiają się, że nowy przewodniczący Fed może dążyć do redukcji bilansu banku centralnego, co oznaczałoby mniej płynności na rynkach finansowych. Kryptowaluty, jako aktywa wysoce spekulacyjne, są szczególnie wrażliwe na takie zmiany.
Nie bez znaczenia pozostaje zachowanie inwestorów instytucjonalnych. Jak zauważają analitycy Deutsche Banku, od momentu październikowego szczytu obserwujemy systematyczny odpływ kapitału z funduszy ETF opartych na bitcoinie. Choć ostatnie dni przyniosły niewielkie napływy netto, trend z ostatnich miesięcy jest wyraźny: duże instytucje redukują swoją ekspozycję na kryptoaktywa. To zjawisko określane jest przez niektórych obserwatorów rynku, takich jak Nic Puckrin z Coin Bureau, jako "pełna kapitulacja" i przejście od fazy dystrybucji do resetu wycen.
Dodatkowym obciążeniem dla notowań jest ścisła korelacja bitcoina z sektorem technologicznym. Ostatnia wyprzedaż na amerykańskim parkiecie, dotykająca spółek związanych ze sztuczną inteligencją, pociągnęła za sobą również rynek krypto. Kiedy Nasdaq krwawi, bitcoin rzadko pozostaje zielony.
"Górnicy" w pułapce rentowności
Spadająca cena bitcoina to nie tylko problem dla spekulantów, ale przede wszystkim egzystencjalne zagrożenie dla firm zajmujących się jego wydobyciem. Sektor "górniczy" znajduje się pod presją z kilku stron. Z jednej malejące przychody ze sprzedaży urobku, z drugiej – rosnące koszty operacyjne i konieczność spłaty zadłużenia zaciągniętego na inwestycje w sprzęt.
Matthew Sigel z VanEck zwraca uwagę, że wielu "górników", którzy próbowali dywersyfikować działalność w stronę obsługi obliczeń dla sztucznej inteligencji (HPC), napotyka trudności. Wobec spadających cen BTC są oni zmuszeni do wyprzedaży swoich rezerw kryptowalutowych, aby utrzymać płynność finansową. To tworzy dodatkową presję podażową na rynku.
Jeszcze bardziej dramatyczną wizję roztacza słynny inwestor Michael Burry, który zbudował swoją rozpoznawalność na tym, że przewidział kryzys finansowy w 2008 roku. Ostrzega on, że zejście kursu poniżej poziomu 50 tys. dol. może doprowadzić do fali bankructw w sektorze wydobywczym. "Górnicy", niebędący w stanie pokryć kosztów wydobycia, byliby zmuszeni do masowego wyłączania "koparek" i wyprzedaży posiadanych aktywów za bezcen, co mogłoby wywołać efekt domina.
Czy historia się powtórzy?
Mimo pesymistycznych nastrojów, wielu analityków wciąż patrzy na wykresy przez pryzmat cykliczności bitcoina, związanej z tzw. halvingiem. Ostatni halving miał miejsce w kwietniu 2024 roku. Zgodnie z historycznymi wzorcami, po okresie wzrostów następuje faza korekty, która jest naturalnym elementem czteroletniego cyklu rynku.
Steven McClurg, prezes Canary Capital, w rozmowie z CNBC potwierdza, że obecna sytuacja wpisuje się w ten schemat. Jego zdaniem rok 2026 będzie "niedźwiedzią nogą" cyklu, a spadki mogą sięgnąć wspomnianego już poziomu 50 tys. dol. latem, zanim nastąpi ewentualne odwrócenie trendu jesienią.
Na rynku nie brakuje jednak głosów, które w spadkach widzą szansę. Barry Silbert z Digital Currency Group określa obecną sytuację mianem "prezentu", sugerując, że oczyszczenie rynku z nadmiernej dźwigni finansowej i słabszych projektów stworzy solidne fundamenty pod przyszłe wzrosty. Niezależnie od przyjętej strategii, najbliższe miesiące zapowiadają się jako test nerwów dla wszystkich uczestników rynku kryptowalut.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl