Bessent ucina spekulacje o finansowej wojnie z Europą: "To przeczy logice"
Sekretarz skarbu USA Scott Bessent stanowczo odrzucił doniesienia, jakoby państwa europejskie planowały masową wyprzedaż amerykańskich obligacji w odwecie za groźby celne Donalda Trumpa. W ocenie szefa amerykańskich finansów taki scenariusz jest "fałszywą narracją", choć analitycy przyznają, że Europa posiada potężne narzędzia nacisku.
Napięcie na linii Waszyngton–Bruksela, wywołane żądaniami Donalda Trumpa wobec Grenlandii, przeniosło się na rynki finansowe, rodząc pytania o stabilność amerykańskiego długu. Scott Bessent, sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych, w najnowszej wypowiedzi stara się jednak studzić emocje inwestorów, nazywając plotki o odwecie finansowym Europy całkowicie bezpodstawnymi.
W ostatnich dniach na rynkach pojawiły się spekulacje, że Unia Europejska może sięgnąć po tzw. "opcję atomową" w wojnie handlowej, czyli wyprzedaż amerykańskich aktywów. Bessent, cytowany przez agencję Bloomberg, określił te doniesienia mianem "fałszywej narracji". – W Europie nie ma takich rozmów. To przeczy wszelkiej logice i nie mógłbym się z tym bardziej nie zgadzać – stwierdził amerykański urzędnik.
Wielki powrót polskiej marki. Prezes ujawnia, co go uratowało
Sojusznik mimo sporów
Sekretarz skarbu podkreślił, że mimo obecnych tarć dyplomatycznych, Europa pozostaje kluczowym sojusznikiem USA, a członkostwo Stanów Zjednoczonych w NATO jest "niekwestionowane". Bessent przyznał jednocześnie, że istnieją różnice zdań dotyczące przyszłości Grenlandii, ale wyraził przekonanie, że przywódcy nie doprowadzą do eskalacji.
Jestem pewien, że sytuacja zostanie rozwiązana w sposób korzystny dla bezpieczeństwa narodowego zarówno USA, jak i Europy – zapewnił Bessent.
Jego słowa mają na celu uspokojenie rynków, które nerwowo reagują na każdą wzmiankę o potencjalnym konflikcie gospodarczym między transatlantyckimi partnerami.
"Weaponizacja kapitału" w tle
Mimo uspokajającego tonu płynącego z Waszyngtonu, analitycy rynkowi zwracają uwagę na teoretyczne możliwości, jakimi dysponuje Stary Kontynent. Jak wynika z analiz Bloomberga, kraje europejskie posiadają amerykańskie obligacje i akcje o wartości idącej w biliony dolarów. To właśnie skala tego zaangażowania sprawia, że temat "weaponizacji kapitału" (wykorzystania aktywów jako broni) w ogóle pojawił się w dyskusji publicznej.
Eksperci Deutsche Banku zwracają uwagę, że Stany Zjednoczone, mimo swojej potęgi militarnej, mają jedną kluczową słabość: uzależnienie od zagranicznego kapitału finansującego ich deficyt. Nagła wyprzedaż tych aktywów przez Europę mogłaby doprowadzić do wzrostu kosztów obsługi długu USA i spadków na giełdach.
Jednak, jak zauważają stratedzy rynkowi, realizacja takiego scenariusza jest trudna z przyczyn praktycznych. Większość amerykańskich aktywów w Europie znajduje się w rękach prywatnych funduszy emerytalnych i inwestycyjnych, a nie rządów. Politycy mają ograniczone możliwości zmuszenia sektora prywatnego do wyprzedaży, która w pierwszej kolejności uderzyłaby w portfele europejskich emerytów i inwestorów.
Polska perspektywa: 8 bilionów dolarów na stole
Do dyskusji o finansowych zależnościach włączył się również polski rynek. Maciej Czajka, licencjonowany makler i założyciel Kompasu Rynkowego, w rozmowie z serwisem Money.pl wskazuje na ogromną skalę europejskich inwestycji za oceanem. Według przytaczanych przez niego danych, w amerykańskich obligacjach i akcjach ulokowano łącznie około 8 bilionów dolarów, co stanowi równowartość jednej trzeciej gospodarki USA.
– Z każdego pożyczonego dolara, 35 centów płynie z Europy. To my finansujemy ten cyrk – ocenia dosadnie Czajka. Zdaniem eksperta, w przypadku pęknięcia sojuszu transatlantyckiego, Unia Europejska posiada narzędzia znacznie potężniejsze niż tradycyjne cła. Ewentualna masowa wyprzedaż długu byłaby dla amerykańskiej gospodarki znacznie bardziej dotkliwa niż wojna handlowa.
Analityk zwraca również uwagę na polityczne aspekty sporu. Działania Trumpa wobec Danii i Grenlandii mogą być interpretowane jako "wymuszenie ekonomiczne". To z kolei mogłoby otworzyć drogę do uruchomienia przez Brukselę instrumentu ACI (Anti-Coercion Instrument), służącego do obrony przed szantażem gospodarczym, choć byłoby to wejście na nieznane dotąd wody w relacjach międzynarodowych.
Rynki czekają na rozwój wypadków
Na razie inwestorzy przyjmują postawę wyczekującą, choć nerwowość jest widoczna w notowaniach walut i surowców. Jak zauważa Patryk Pyka z DI Xelion, taktyka negocjacyjna Białego Domu często polega na agresywnym początku, by później łagodzić stanowisko. Mimo to, sama dyskusja o możliwości wykorzystania długu jako narzędzia politycznego jest sygnałem, że rynek bierze pod uwagę scenariusze, które jeszcze niedawno wydawały się niemożliwe.
Większość strategów, w tym eksperci Societe Generale, uważa jednak, że do "opcji atomowej" droga jest daleka. Aby europejscy inwestorzy publiczni zdecydowali się na tak drastyczny krok, konflikt musiałby eskalować znacznie bardziej, narażając na szwank ich własne wyniki inwestycyjne. Na ten moment deklaracje Scotta Bessenta sugerują, że administracja USA dąży do deeskalacji napięcia w sferze finansowej, oddzielając ją od sporów terytorialnych i handlowych.