Dlaczego cena bitcoina spada? Kapitał płynie do AI
Bitcoin w ostatnich dniach walczy o odbicie się znad granicy 60 tys. dolarów. Choć rynek obawia się m.in. rozwoju komputerów kwantowych, analitycy wskazują na znacznie prostszą przyczynę. Kapitał detaliczny znalazł nową obsesję, a struktura bitcoina ulega głębokiej transformacji.
Niedawna słabość najpopularniejszej kryptowaluty wywołała falę spekulacji. Część obserwatorów rynku przypisywała spadki rosnącym obawom związanym z rozwojem technologii obliczeń kwantowych. Jednak według najnowszego raportu analityków firmy Bernstein, przyczyna przeceny bitcoina jest znacznie bardziej prozaiczna i wiąże się bezpośrednio z rynkowymi przepływami pieniężnymi.
Głównym powodem wyprzedaży jest gwałtowne spowolnienie napływu nowego kapitału, który dotychczas napędzał wzrosty cyfrowych aktywów. Zespół pod kierownictwem Gautama Chhugani zauważa, że winowajcą w tej sytuacji jest przede wszystkim kapitał detaliczny. Drobni inwestorzy zmienili obiekt swoich zainteresowań, masowo przenosząc środki w kierunku akcji spółek związanych ze sztuczną inteligencją (AI).
Trump: Kuba upada. Mieszkańcy boją się o swoją przyszłość
Odpływ kapitału z funduszy ETF
Skalę tego zjawiska dobrze obrazują dane rynkowe, na które powołuje się portal Investing.com. Od początku bieżącego roku napływ netto do bitcoina z funduszy ETF oraz spółek skarbowych wyniósł około 12 mld dolarów. Dla porównania, w całym poprzednim roku było to 60 mld dolarów. Same fundusze ETF inwestujące w tę kryptowalutę odnotowały w tym roku odpływ netto rzędu 2,6 mld dolarów. Eksperci Bernstein uspokajają jednak, że w kontekście całkowitych aktywów pod zarządzaniem, wynoszących 75 mld dolarów, zjawisko to świadczy raczej o rotacji portfeli niż o całkowitym zrażeniu się do rynku krypto.
Obecna sytuacja na wykresach to kontynuacja szerszego trendu, z którym branża zmaga się od pewnego czasu. Spadająca cena bitcoina sprawia, że proces jego wydobycia w wielu przypadkach staje się nieopłacalny. To zmusza część górników do kapitulacji i wyprzedaży zgromadzonych zapasów, co z kolei potęguje presję podażową. Inwestorzy dostrzegają to rosnące ryzyko, co dodatkowo studzi zapał do zakupów na szerokim rynku.
W tej trudnej sytuacji kurs jest w dużej mierze podtrzymywany przez nabywców korporacyjnych. Główną rolę odgrywają tu duże podmioty, wśród których analitycy wymieniają m.in. spółkę MicroStrategy Michaela Saylora, znaną z konsekwentnej strategii akumulacji cyfrowych aktywów. To właśnie takie instytucje stabilizują obecnie rynek w obliczu odpływu drobnych graczy.
Dojrzewanie bitcoina to nie wada
Mimo wyraźnego spowolnienia przepływów, analitycy Bernstein dostrzegają pozytywne zmiany w fundamentach. Zwracają uwagę, że bazowa struktura rynku uległa istotnej poprawie w porównaniu do poprzednich cykli. Własność kryptowaluty jest obecnie znacznie bardziej rozproszona. Wśród posiadaczy znajdują się już nie tylko entuzjaści, ale także fundusze ETF, korporacyjne skarbce, platformy zarządzania majątkiem oraz duże fundusze instytucjonalne, w tym państwowe i emerytalne.
Historycznie rzecz biorąc, potężne załamania kursu bitcoina, sięgające nawet 70 proc., były napędzane niemal wyłącznie przez panikę i nastroje inwestorów detalicznych. Dziś, ze względu na obecność dużych graczy, ta dynamika wygląda inaczej.
– Ta faza dojrzewania bitcoina jest niedoceniana, a krytyka wynikała głównie z braku impetu detalicznego – co niekoniecznie jest złą rzeczą, biorąc pod uwagę, że inwestorzy detaliczni skupili się na AI – ocenia zespół Gautama Chhugani.
Eksperci podsumowują, że fakt, iż bitcoin wydaje się w obecnym cyklu przewidywalny czy wręcz "nudny", nie powinien być traktowany jako jego wada. W ocenie analityków obecna sytuacja w żadnym stopniu nie podważa długoterminowej tezy o traktowaniu tej kryptowaluty jako bezpiecznego narzędzia do przechowywania wartości.