Domański o sytuacji w NBP. "Później płacą wszyscy podatnicy"
Dyskusje i napięcia wokół Narodowego Banku Polskiego są źle odbierane przez rynki finansowe, za co płacą podatnicy - ocenił w środę minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, odnosząc się do kwestii postawienia prezesa NBP Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Minister liczy także na sprawne powołanie nowych członków zarządu banku centralnego.
- Nie krytykuję działań Narodowego Banku Polskiego, ponieważ akurat minister finansów jest pewnie jedyną osobą w państwie, na której wypowiedzi bardzo uważnie patrzą rynki finansowe i takie napięcia, próby dyskusji o niezależności banku centralnego są po prostu bardzo źle odbierane. I później za takie napięcie płacą wszyscy podatnicy w postaci wyższego kosztu oprocentowania polskich obligacji - zauważył Domański, odpowiadając na pytanie, czy opowiada się za postawieniem prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu.
Czy mamy bańkę na złocie? Analityk mówi kiedy kupować surowiec
Szef resortu finansów odniósł się również do wyboru nowych członków zarządu NBP. Podkreślił, że zgodnie z konstytucją kompetencje w tej sprawie mają prezydent, premier i prezes NBP.
Oczywiście zależy mi na tym, aby praca Narodowego Banku Polskiego przebiegała w sposób płynny. Aby nie dochodziło do jakichś niepotrzebnych zaburzeń, w sensie, że nie ma odpowiedniej liczby członków w zarządzie - stwierdził Domański.
W środę agencja Bloomberg poinformowała, powołując się na osoby zaznajomione ze sprawą, że polski rząd po cichu zrezygnował z planów postawienia prezesa NBP Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu z powodu obaw, że batalia prawna może zachwiać poczuciem bezpieczeństwa zagranicznych inwestorów.
Odwołanie prezesa NBP wśród obietnic Tuska
Premier Donald Tusk obiecał odwołać prezesa NBP Glapińskiego - sojusznika poprzedniego rządu - podczas kampanii wyborczej w 2023 roku. Oskarżył Glapińskiego o uprawianie polityki i zagroził postawieniem go przed Trybunałem Stanu.
"Po ponad dwóch latach wysiłki utknęły w martwym punkcie. Partia rządząca doszła do wniosku, że kontynuowanie sprawy przyniesie niewielkie, jeśli w ogóle, korzyści polityczne, jak twierdzą osoby wypowiadające się pod warunkiem zachowania anonimowości" - pisze Bloomberg.