Europa coraz polega na gazie z USA. Odcięliśmy się od Rosji, popadamy w kolejne uzależnienie
Europa sprowadza większość skroplonego gazu ziemnego z USA. Od początku w 2026 r. udział amerykańskiego gazu w imporcie UE wyniósł 59 proc., a w kwietniu sięgnął nawet 64 proc. Po kryzysie dostaw z Bliskiego Wschodu w Brukseli wraca pytanie o ryzyko takiej zależności.
Pierwsze miesiące 2026 r. przyniosły skok importu skroplonego gazu z USA, gdy Europa próbowała uzupełnić braki po wstrzymaniu dostaw z Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich po zamknięciu Cieśniny Ormuz. To jednak nie koniec wzrostów. Kolejne są możliwe, bo państwa UE muszą zapełnić magazyny przed zimą - pisze Bloomberg.
Zależność na tym poziomie jest nietypowa dla dużych rynków surowcowych. Poleganie na jednym kierunku w ponad 30-40 proc. zakupów bywa rzadkie, a powyżej 60 proc. należy do wyjątków, spotykanych raczej w niszach, takich jak wybrane metale.
Tymczasem według ostatnich danych udział amerykańskiego gazu w imporcie UE w 2026 roku wyniósł 59 proc., a w kwietniu sięgnął nawet 64 proc. - podaje Bloomberg.
Polak dostarcza tajną broń NATO. "Nie boisz się?"
Europa zaniepokojona nową zależnością
Niepokój urzędników UE zaczął wychodzić poza kuluary jeszcze przed eskalacją na Bliskim Wschodzie.
Wiemy, że nie możemy polegać na rosyjskim gazie i że powinniśmy uważać, aby nie polegać zbytnio na gazie amerykańskim - powiedziała w styczniu Teresa Ribera, komisarz UE ds. konkurencji.
Kilka dni później podobnie mówił komisarz UE ds. energii.
Ryzykujemy zastąpienie jednego uzależnienia drugim - stwierdził Dan Jorgensen.
Jeszcze w 2016 r. we Francji rozważano kroki w stronę ograniczeń dla amerykańskiego LNG z powodu sprzeciwu wobec szczelinowania hydraulicznego (metodzie wydobywania gazu łupkowego).
Gaz z USA buforem bezpieczeństwa?
Po zakończeniu wojny w Iranie dyskusja o ograniczaniu importu amerykańskiego LNG przycichła, bo surowiec z USA znów stał się dla Europy buforem bezpieczeństwa. Jednocześnie, po doliczeniu gazu z rurociągów m.in. z Norwegii, Algierii, Libii i Azerbejdżanu, udział USA w całkowitych dostawach gazu do Europy spada do ok. 26 proc.
W materiale podkreślono, że ekonomia kieruje ładunkami LNG, a nie decyzje rządów. - Jeśli amerykański LNG trafia do Europy, to dzięki podstawom ekonomii: to najlepszy cel, z perspektywy cenowej, dla amerykańskich producentów - mówiła Anne-Sophie Corbeau z Centrum Globalnej Polityki Energetycznej w Nowym Jorku.
Pojawia się ryzyko, że przez koncentrację eksportu w rejonie Zatoki Meksykańskiej, zrealizuje się scenariusz, w którym Europa mogłaby w przyszłości zależeć od USA nawet w ponad 75 proc. swojego LNG.