Grenlandia przyciąga inwestorów. Nawet takich, których może nie chcieć
Rosnące zainteresowanie Grenlandią po deklaracjach Donalda Trumpa ściąga do Nuuk dyplomatów i inwestorów - pisze "Bloomberg". Lokalni politycy i firmy mówią o szansie na przyciągnięcie kapitału, ale przyznają, że wyspa równocześnie zaostrza reguły i pilnuje kontroli nad zasobami.
Pod koniec maja w Nuuk doszło do spotkania, które dobrze oddaje napięcia wokół wyspy - pisze Bloomberg. Specjalny wysłannik USA na Grenlandię Jeff Landry zaprosił szefów największych lokalnych firm na lunch z amerykańską delegacją. W tle były wcześniejsze groźby Trumpa o - przejęciu - Grenlandii, ale rozmowy miały dotyczyć pomysłów biznesowych.
W tym samym czasie w stolicy pojawili się też inni goście: komisarz UE Jozef Síkela konsultował się z ministrami, a francuska delegacja biznesowa odwiedzała państwową firmę telekomunikacyjną. Miasto wypełniły delegacje przylatujące na konferencję "Future Greenland", licząc na projekty w sektorach wydobycia, energii, turystyki i obronności.
Grenlandia przyciąga inwestorów, ale stawia twardsze warunki
Lokalni urzędnicy i biznes przekonywali, że nowa uwaga to szansa na dywersyfikację gospodarki i mniejsze uzależnienie od duńskich subsydiów. Jednocześnie na wyspie wracają obawy, że na rozwoju najbardziej skorzystają obcokrajowcy, co łączy się zarówno z tradycją Inuitów, jak i kolonialną przeszłością.
Zbudował globalną firmę. Mówi o największym wyzwaniu dla polskiej gospodarki
Jako społeczeństwo i jako ludność, byliśmy krytyczni i nieco sceptyczni wobec zewnętrznych inwestorów - powiedział Bloombergowi Peter Christiansen, dyrektor generalny Nalik Ventures.
Premier Jens-Frederik Nielsen sygnalizował natomiast, że Grenlandczycy, skoro - nie byli traktowani szczególnie dobrze politycznie - mogą podchodzić do kolejnych ofert z jeszcze większą ostrożnością.
Niepewność widzą też przyjezdni
W prywatnych rozmowach w Nuuk przedstawiciele firm pytali, czy Grenlandia rzeczywiście jest "otwarta na biznes", wskazując m.in. niepewność prawną i nagłe zmiany polityki. Padały też głosy wprost: Rozmawiamy o wszystkich tych inwestycjach, ale czy naprawdę ich chcecie? - mówił jeden z duńskich dyrektorów podczas panelu.
Przykłady z ostatnich miesięcy wzmacniają wątpliwości inwestorów: państwowy deweloper OZE NunaGreen dostał tylko jedną ofertę w przetargu i musiał anulować postępowanie, MT Hojgaard wycofał się po stratach, a SAS zrezygnował z trasy Dania-Grenlandia po roku.
Wszyscy są zafascynowani Grenlandią, ale jest to bardzo trudne - powiedział Bloombergowi Mads Qvist Frederiksen z Arctic Economic Council.
Szczególnie drażliwy pozostaje sektor górniczy. W Kvanefjeld projekt związany z pierwiastkami ziem rzadkich i uranem został zahamowany po zakazie wydobycia i poszukiwania uranu, co doprowadziło do arbitrażu przeciwko rządom Grenlandii i Danii. - Zainwestowaliśmy 150 milionów dolarów australijskich. Zaprosiliście nas. A teraz w ostatniej chwili zmieniacie zasady - powiedział Daniel Mamadou-Blanco z Energy Transition Minerals.
Równolegle rząd wprowadzał też przepisy dotyczące rybołówstwa i turystyki, a spór o kwoty połowowe sprawił, że Polar Seafood ostrzegł przed skutkami dla zakładu zatrudniającego do 115 osób.
Władze deklarują jednocześnie ułatwienia: reformy podatku od osób prawnych, ograniczanie biurokracji i strategię dla MŚP, a nowe lotniska mają poprawić logistykę. W tle rosną też pakiety publicznego wsparcia: Dania ogłosiła program infrastrukturalny wart 250 mln dolarów, a Komisja Europejska zaproponowała ponad 530 mln euro w siedem lat. Francuski minister Nicolas Forissier podkreślał: - Francja jest tutaj, aby pomóc - a Síkela zaznaczał, że - to biznes decyduje, dokąd i kiedy się udać -. Kilka dni po konferencji Trump udostępnił w serwisie Truth Social wpis z podpisem: "Witaj, Grenlandio!".