Trwa ładowanie...
Zaloguj
Notowania
Przejdź na
Patryk Wachowiec
Patryk Wachowiec
|
aktualizacja

Groźny proceder rządu. Uderza w intymną sferę życia Polaków [OPINIA]

411
Podziel się:
Przedstawiamy różne punkty widzenia

Ujawniając informacje o rodzaju leku, jaki lekarz wypisał sam sobie, Adam Niedzielski na długi czas pogrzebał zaufanie do cyfryzacji państwa i ochrony naszych danych osobowych. To kolejne potwierdzenie, że przepisy nie są dla rządzących żadnym ograniczeniem, kiedy trzeba wykorzystać technologie dla własnych korzyści.

Groźny proceder rządu. Uderza w intymną sferę życia Polaków [OPINIA]
Premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowie Adam Niedzielski (East News, Wojciech Olkusnik)

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Ujawnienie danych o stanie zdrowia

Wiele napisano już na temat wczorajszego wpisu ministra zdrowia. W momencie publikacji tekstu tweet Adama Niedzielskiego widziano już ponad 3,5 mln razy – wielokrotnie więcej niż ostatnie wpisy najliczniej obserwowanych polityków: Andrzeja Dudy, Donalda Tuska czy Radosława Sikorskiego. Nic dziwnego, że wzbudził on tak duże zainteresowanie.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: PiS znów rusza w trasę. Ogromna kwota na pikniki. "Niedopuszczalne"

Z postu ministra dowiadujemy się bowiem, że konkretny lekarz wypisał na siebie receptę na lek z konkretnej grupy. Jest to klasyczny przypadek ujawnienia informacji o zdrowiu i skorzystaniu z usług opieki zdrowotnej, czyli szczególnej kategorii danych osobowych (tzw. danych wrażliwych) chronionych zarówno na poziomie krajowym, jak i w unijnym RODO.

Co istotne, do stwierdzenia, że doszło do naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych nie trzeba przekazywać informacji wprost dotyczących zdrowia, jak chociażby dokumentu zawierającego diagnozę pacjenta. Ochrona obejmuje także te informacje, które jedynie pośrednio wskazują na stan zdrowia – właśnie takie, jak treść recepty. Nie ma również znaczenia, czy konkretna osoba rzeczywiście ucierpiała w wyniku ingerencji w jej dane.

Mętne tłumaczenia Niedzielskiego

Falę oburzenia, jaka przetoczyła się w mediach w ostatnich godzinach, próbowały zdusić dwa oświadczenia wydane najpierw przez resort zdrowia, a następnie samego Adama Niedzielskiego. We wpisie na profilu ministerstwa stwierdzono, że nie doszło do naruszenia prywatności, oraz że nikt nie miał wglądu w dane wrażliwe.

Z kolei minister zdrowia tłumaczy się obroną "dobrego imienia" resortu i interesów pacjenta, gdyż jego zdaniem upublicznienie informacji z recepty nastąpiło w reakcji na nieprawdziwe informacje podane w mediach. Przytoczył przy okazji regulacje, które uprawniają ministra do dostępu do recept wystawionych przez lekarzy w ramach nadzoru nad NFZ.

Nadużycie kompetencji

Oba te oświadczenia nie odnoszą się do istoty problemu i są próbą rozmycia odpowiedzialności. Jak już wskazałem wcześniej, nie jest prawdą, że nie doszło do ingerencji w dane dotyczące stanu zdrowia, a zatem także w prawo lekarza do prywatności. Szczególna ochrona, jaką objęte są takie informacje, wymaga od organów państwa wprowadzenia daleko idących zabezpieczeń – począwszy od projektowania systemów i baz danych, przez ustalenie osób uprawnionych do przetwarzania danych, po procedury dostępu.

Nawet najbardziej paląca potrzeba ochrony "dobrego imienia" czy bliżej niesprecyzowanego "interesu pacjentów" nie może zwalniać ministra z konieczności przestrzegania przepisów.

Nadużycie widać tym bardziej, gdy spojrzy się w przepisy przytaczane przez Adama Niedzielskiego w swoim oświadczeniu. Fakt, że minister ma prawo dostępu do zbioru danych zawierającego m.in. recepty, nie oznacza jeszcze, że może publikować te informacje w internecie. Przepisy, na które powołuje się Niedzielski, wyraźnie wskazują, że dostęp ten obejmuje jedynie dane niezbędne (!) do sprawowania nadzoru nad NFZ w zakresie legalności, rzetelności, celowości i gospodarności.

Innymi słowy, wpis ministra nie ma nic wspólnego z nadzorowaniem NFZ – pojedynczy lekarz nie jest funduszem, a twittowanie Niedzielskiego nie jest nadzorem funduszu. Aż prosi się w tym miejscu przypomnieć art. 7 Konstytucji RP: "Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa". Tym się bowiem różni medyk od ministra, że temu drugiemu nie wolno tego, na co prawo mu wyraźnie nie pozwala.

Gdyby Adam Niedzielski rzeczywiście chciał sprawować nadzór zgodnie ze sztuką, powinien był zwrócić się do NFZ-u lub skontaktować bezpośrednio z lekarzem nie informując go o fakcie wystawienia recepty i lekach, jakie przepisał sam sobie. Wtedy słusznego oburzenia by nie było.

Podwójne standardy i brak zaufania

Sytuacja z wpisem ministra zdrowia jest kolejnym przykładem stosowania podwójnych standardów przez rządzących, gdy chodzi o wykorzystywanie technologii i ochronę danych osobowych. Jeśli bowiem ktoś lub coś zagraża ich interesom, władza potrafi być bardzo skrupulatna lub, wręcz przeciwnie, szafować danymi na prawo i lewo.

Na potwierdzenie tej obserwacji można wymienić kilka przykładów z ostatnich lat z różnych dziedzin:

  • Ukrywane przez lata listy poparcia do Krajowej Rady Sądownictwa – rzekomo ze względu na ochronę danych osobowych sędziów, których ujawnienie, mimo prawomocnych wyroków sądów, blokował Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych i Kancelaria Sejmu.
  • Przemycone w jednej z ustaw covidowych uprawnienie rządu do żądania od wszystkich podmiotów publicznych dowolnych danych "w celu projektowania polityk publicznych".
  • Zakup Pegasusa ze środków z Funduszu Sprawiedliwości.
  • Zabezpieczenie przez CBA całej dokumentacji medycznej z gabinetu ginekolog ze Szczecina.
  • Wreszcie niedawna sprawa Mariki M. skazanej za rozbój i ujawnienie przez prokuratora Tomasza Szafrańskiego personaliów pokrzywdzonej.

Tweet Niedzielskiego wpisuje się w ten niechlubny proceder, który jest tym groźniejszy, że chodzi o technologię i nasze dane osobowe – czyli to, z czego korzystamy na co dzień w przekonaniu, że informacje o naszym życiu prywatnym będą należycie chronione.

Obecnie wiele spraw można załatwić przez internet lub za pomocą smartfonów. Mamy ePUAP, pojawił się mObywatel, korzystamy z bankowości elektronicznej, e-recept czy bierzemy udział w pełni elektronicznych przetargach. Jednym wpisem minister zdrowia zaprzepaścił to zaufanie, a co gorsza, jego zachowanie dotyczyło danych najważniejszych dla każdego obywatela – informacji o stanie zdrowia, które nierzadko są wstydliwe lub trzymane w najgłębszej tajemnicy.

W trzeciej dekadzie XXI wieku, gdy cyfrowe usługi publiczne powinny być czymś naturalnym, a system ochrony danych osobowych powinien działać skutecznie i zapobiegać nieuprawionym ingerencjom ze strony państwa, trudno będzie przekonać obywateli, że nowe rozwiązania wdrażane są rzeczywiście w ich interesie i chronią to, co dla każdego najważniejsze. Odbudowa tego zaufania potrwa lata, co jeszcze bardziej spowolni cyfryzację państwa. Podziękujcie Niedzielskiemu!

Patryk Wachowiec, analityk prawny Forum Obywatelskiego Rozwoju

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(411)
wdzivny
5 miesięcy temu
Jak widać, jedynym uznawanym przepisem konstytucyjnym jest obowiązek wyborczy co cztery lata, ale łatwo po następnych wyborach może sięzdarzyc, że i to ostatnie prawo może prezes dekretem unieważnić.
Anna
5 miesięcy temu
Hmmm bardzo ciekawe. Wszystko co robi PiS jest beeee a to co robi Tusk jest caaaacy. Ciekawe bardzo
Netoperek
5 miesięcy temu
Niestety. Wystarczy jeden człowiek, by zniszczyć pracę wielu ludzi
olewany pacje...
7 miesięcy temu
mafia lekarska i lekowa
olewany pacje...
7 miesięcy temu
Kolejna mafia to mafia lekarska. Opozycja jak zwykle broni swoich aferzystów
...
Następna strona