Ile diesla ma Putin? Rosja zapowiada wielki powrót

Donald Trump chwali Rosję, mówiąc o "milionach baryłek" oleju napędowego, które Putin wysyła "na cały świat" za sprawą jego dealu. Moskwa zapowiada, że do końca roku gotowa jest odbudować eksport diesla do poziomu sprzed ukraińskich ataków. – Jest w pewnym stopniu w stanie odbudować swoje możliwości – ocenia Urszula Cieślak. Ale jest warunek.

Władimir Putin / Donald Trump
Władimir Putin / Donald Trump
Źródło zdjęć: © Fot. Pixabay, Getty Images, Unsplash.com | Maxar, Pixabay, Unsplash
Przemysław Ciszak

Układ dieslowy Donalda Trumpa z Władimirem Putinem już skutkował pierwszą partią oleju napędowego, którą Rosja wysłała do Maroka. Miał być to dowód na możliwości natychmiastowego wznowienia eksportu oleju napędowego po zniesieniu amerykańskich sankcji. Pierwszy potwierdzony transport wypłynął 13 października 2026 r. z portu Primorsk nad Bałtykiem – o czym informował Reuters.

Rosja stara się przekonać świat, że jest wiarygodnym dostawcą, a jedyną przeszkodą w normalizacji sytuacji na rynkach pozostają zachodnie sankcje oraz ukraińskie ataki na jej rafinerie.

– Dla Rosji umowa z Trumpem ma ogromne znaczenie prestiżowe. Te zapowiedziane wolumeny nie są specjalnie duże, ale mają kolosalne znaczenie polityczne – ocenia w rozmowie z money.pl dr Przemysław Zaleski, ekspert od spraw bezpieczeństwa energetycznego, analityk Fundacji Pułaskiego oraz wykładowca Politechniki Wrocławskiej.

Przypomnijmy, że zgodnie z porozumieniem, jakie zawarł Donald Trump z Władimirem Putinem, Moskwa zobowiązała się, że dostarczy na rynek amerykański i światowy ponad 300 tys. ton diesla natychmiast, kolejne 500 tys. ton w listopadzie, a następnie 1 mln ton i 3 mln ton w późniejszym terminie. Łącznie to co najmniej 4,8 mln ton, choć jeszcze bez pełnego harmonogramu.

Rosja zapowiada wielki powrót

Już 15 października rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow z satysfakcją poinformował, że rosyjski diesel zaczął ponownie trafiać na światowe rynki po porozumieniu z USA, a zaledwie dzień wcześniej Aleksandr Nowak, wicepremier Rosji odpowiedzialny za sektor energetyczny, informował, że Rosja i USA nadal pracują nad mechanizmem umożliwiającym realizację dostaw pomimo pozostałych sankcji. Co kluczowe, Unia Europejska, Wielka Brytania, Kanada, Australia oraz Japonia wciąż utrzymują nałożone na Rosję obostrzenia.

Mimo tego Nowak zapowiedział wielki powrót na rynki. Podczas Rosyjskiego Tygodnia Energetycznego (14 października) Nowak przekonywał, że Rosja może odzyskać ponad 10 proc. światowego rynku eksportowego diesla.

Jak wcześniej ocenił, do końca 2026 r. jego kraj jest gotów odbudować eksport oleju napędowego do poziomu 3–3,5 mln ton miesięcznie. Byłby to powrót do wielkości osiąganych przed kryzysem wywołanym ukraińskimi atakami na rafinerie i ograniczeniami eksportowymi Moskwy.

Czy jest to realne? Oddzielenie rosyjskich haseł propagandowych od rzeczywistych możliwości jest obecnie trudne. Moskwa zaprzestała publikacji oficjalnych danych dotyczących zarówno wydobycia, jak i przerobu i eksportu ropy i produktów naftowych.

Mimo tego Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) w raporcie z 14 października sceptycznie odniosła się do tych założeń. Wskazała, że rosyjskie możliwości eksportowe pozostają ograniczone przez uszkodzenia rafinerii, a samo zniesienie ograniczeń handlowych nie musi przełożyć się na istotne zwiększenie dostaw, jeśli Rosja nie odbuduje produkcji.

– Obecny ubytek mocy rafineryjnych Rosji oszacowuje się na około 25–26 proc. – zaznacza dr Szymon Kardaś z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych.

Jak podkreśla, to dużo i mało zarazem, w zależności od perspektywy. Z jednej strony wciąż Rosja ma do dyspozycji trzy czwarte zdolności. Wciąż naprawia to, co zostało uszkodzone. To oczywiście oznacza koszty, straty wynikające z przestojów.

– Z drugiej strony wolumeny, które ma dostarczyć w ramach uzgodnień z USA, to kropla w morzu potrzeb rynku i słowa Trumpa o "potężnych dostawach rosyjskiego diesla" są nadużyciem – podkreśla dr Kardaś.

Według dra Zaleskiego Rosja ma ograniczone możliwości infrastrukturalne oraz duże wewnętrzne potrzeby ze względu na wojnę. – Te rafinerie, które dziś są sprawne, nie są w stanie tak zwiększyć produkcji, aby wrócić do swoich przedwojennych możliwości. Z kolei nowe złoża północne czy arktyczne są dopiero rozpoznawane. Wielki powrót Rosji na rynek jest więc póki co mało prawdopodobny – zaznacza analityk.

Rosja może powrócić, ale jest kluczowy warunek

Rosja ma poważne kłopoty z ustabilizowaniem wewnętrznego rynku. Ma to związek z bardzo precyzyjnymi atakami Ukrainy na rafinerie i ponownymi uderzeniami w te zakłady, które z wysiłkiem Rosja naprawia i uruchamia.

– Zakładając, że Rosjanie mogliby przywrócić normalną produkcję, w pewnym stopniu byliby w stanie odbudować swoje możliwości eksportowe. Jednak warunkiem byłoby zaprzestanie ukraińskich ataków. Obecnie wydaje się, że to uszczuplenie możliwości jest tak duże, że w najbliższym czasie powrót w takim wymiarze, jak przed atakami, nie jest możliwy. Nie bez powodu rosyjski eksport był wstrzymany do końca października – ocenia w rozmowie z money.pl Urszula Cieślak, analityczka rynku paliw BM Reflex.

Jak podkreśla, ataki mają swoją skuteczność i poczyniły znaczne ubytki w infrastrukturze. – Rozmowy między USA a Rosją mają więc większy ciężar polityczny niż realne przywrócenie Rosji do pełnego eksportu swoich produktów naftowych – dodaje.

Problem w tym, że Donald Trump naciska na Ukrainę, by ta przestała stosować skuteczną, jak się okazuje, taktykę pozbawiania najeźdźcy nie tylko źródeł finansowania wojny, ale również bezpośrednio paliw do jej skutecznego prowadzenia. Efekty już widać.

Rosja w normalnych warunkach eksportowała około 3–3,5 mln ton oleju napędowego miesięcznie, czyli 36–42 mln ton rocznie. To odpowiednik około 270–315 mln baryłek diesla rocznie.

Jeszcze w marcu 2026 produkcja wynosiła około 7,5 mln ton diesla. Rosja ma więc ogromne zdolności produkcji tego paliwa, ale kampania ukraińskich ataków poważnie ograniczyła jej rzeczywiste możliwości eksportowe. W maju, po serii ukraińskich ataków na rafinerie, produkcja spadła do 5,9 mln ton, a więc o 21 proc.

IEA szacowała we wrześniu, że rosyjska produkcja diesla była już niemal o 30 proc. niższa niż rok wcześniej.

Jednak jeśli w pierwszych ośmiu miesiącach 2026 r. ukraińskie drony trafiały w rosyjskie rafinerie średnio co trzy dni, to od 1 do 20 października 2026 r. ukraińskie drony trafiły w pięć rosyjskich rafinerii oraz jeden duży kompleks rafineryjno-petrochemiczny. Ukraina zapowiedziała, że nie ograniczy tych działań, ale już boryka się z trudnościami z uzupełnieniem pocisków, dronów, a przede wszystkim ze spowolnieniem działań Starlinków.

– Waszyngton wywiera presję na Ukrainę, by ograniczyła uderzenia na rosyjskie rafinerie, co Moskwa może wykorzystać politycznie. Gdyby te ataki zostały wstrzymane lub istotnie ograniczone, Rosja zyskałaby lepsze warunki do odbudowy produkcji, zaopatrzenia własnego rynku i eksportu. Nie ma jednak potwierdzenia, że taki rezultat został uzgodniony – zaznaczyła w niedawnej rozmowie z money.pl Zuzanna Nowak, analityczka ds. bezpieczeństwa energetycznego i dyrektor wykonawcza Impulse Institute.

Rosyjski diesel nie uratuje ani Trumpa, ani świata

Wbrew temu, co mówi Donald Trump, oraz narracji, którą próbuje rozpowszechnić Rosja, wolumeny, które Putin obiecał prezydentowi USA, nie mają znaczenia dla rynku.

– Donald Trump mówiący o milionach baryłek diesla płynących z Rosji znacznie przesadza. Na razie wiemy o jednym transporcie około 40 tys. ton. A nawet biorąc pod uwagę 300 tys. ton, które miały być uruchomione od razu, porównując je do konsumpcji choćby w samych USA, to wciąż jest niewielki procent – zaznacza Urszula Cieślak.

Trump liczy, że rosyjski diesel pozwoli jeszcze przed wyborami midtermowymi obniżyć cenę diesla na rynku amerykańskim, gdzie galon oleju napędowego (ok. 3,8 litra) kosztuje dziś rekordowe 6,30 dol. Zdaniem analityków na to nie ma szans bez unormowania transportu przez cieśninę Ormuz i powrotu Arabii Saudyjskiej na rynki.

– Ubytek globalnej podaży diesla jest tak duży, że eksport Rosji ani na obecnym poziomie, ani w wolumenach zapowiedzianych w porozumieniu z USA nie jest w stanie poprawić bilansu globalnego. Nawet jeśli rosyjski diesel popłynie do USA czy do Maroka, to nie dotrze na inne kierunki, na które Rosja słała swoje produkty naftowe – dodaje Cieślak.

Dziś niedobór diesla na rynku globalnym jest na poziomie 1 mln baryłek dziennie. Jak pisaliśmy w money.pl, to ubytek rzędu 70–75 proc. względem poziomu sprzed ataku USA i Izraela na Iran, który doprowadził do obecnego kryzysu.

Dr Zaleski wprost stwierdza, że rosyjski olej napędowy to kropla w morzu. – Jeśli Ukraina utrzyma ataki, to Rosjanie będą odsuwali dostawy do innych klientów, np. do Indii czy do Chin, na rzecz tych prestiżowych kontraktów, które mają znaczenie polityczne. Nawet jeśli Rosjanie by się sprężyli, to na rynek może trafić około 1 mln ton do grudnia, ale do tego potrzeba wielu statków i całej logistyki, która też nie jest dostępna od ręki – wyjaśnia.

Jeśli więc rosyjski diesel nie ratuje ani Trumpa, ani świata, to kto zyskał na dealu? Odpowiedź jest jasna: Władimir Putin. I nie chodzi tu o zastrzyk gotówki, jaki otrzyma za obiecane dostawy. Jak pisaliśmy w money.pl, zysk jest znacznie większy. Wyłom w sankcjach i porozumienie otwierają Rosji kolejne potencjalne opcje.

– To rozbija jedność Zachodu i wiarygodność USA w oczach sojuszników. Europejscy przywódcy widzą, że nie mogą polegać na partnerze, który diametralnie zmienia zdanie na przestrzeni trzech tygodni w tak znaczących kwestiach. Najbardziej się obawiam, że ten wyłom może otwierać drogę do innych projektów. Moskwa już to sprzedaje jako odwrócenie sytuacji i drogę do resetu – ocenia Przemysław Zaleski.

Wybrane dla Ciebie